wtorek, 23 sierpnia 2016

hekatomba :( - a jednak nie :|

Nie będę o tym pisać na zwierzątkowym blogu, bo od narzekań jest ten.

Jak już wspominałam w czerwcu, moja szczurzyca zamordowała mysz. Oczywiście, to moja wina, bo to ja powinnam mieć rozum :( Fifi odsunęła szybkę zasłaniającą akwarium, więc potem bardziej uważałam.

Dziś weszłam do pokoju po b.długim wybiegu (może za długim i były znudzone?) i znalazłam ślady krwi. Złapałam szczurzyce i odstawiłam do klatki - żadna nie była zraniona. Za to mysz jakaś taka osowiała. Mysz, mieszkająca w klatce typu diuna, bez bocznych szczebelków. W klatce porządnie zamkniętej - i przedtem, i potem. Znalazłam krew i w klatce. I mysz bez łapki :(((((((((((((((((((

e:byłyśmy u weta, łapka pięknie zagojona, Morwa dostała zastrzyk p-bólowy i szansę na cd. życia. P.dr podejrzewa samookaleczenie! To straszne i też jestem za to odpowiedzialna (samiczki trzymane osobno świrują, powinnam była wcześniej zatroszczyć się o towarzystwo), ale cieszę się, że zdejmuje podejrzenie ze szczurzyc :)


poniedziałek, 22 sierpnia 2016

---

Miałam dziś zacząć pewien eksperyment, ale próbuję przetłumaczyć cv koleżanki - mordęga :P

Poza tym, żadnych nowości. Bieda już ledwie piszczy, następna kasa, o której wiem przyjdzie za tydzień - ha, ha, ha. Nie mam na nic siły, a po sobotnich schizach boję się wziąć żeń-szeń :(

sobota, 20 sierpnia 2016

schizy, schizy...

Znowu problem z wyjściem z domu. Problem z jedzeniem. Problem ze zrobieniem czegokolwiek.

e: i zimno mi. Od środka :(

czwartek, 18 sierpnia 2016

sąd nie-ostateczny :(

Jaką mam szansę, że zdobędę jakieś ciężkie pieniądze, skoro nie zdobyłam lżejszych?

Nic, tylko się pochlastać.

Upić się nie mogę, bo: a)nie mam za co, b)jest sierpień, c)jestem abstynentką.

wtorek, 16 sierpnia 2016

a może nie?

Nie dożyję? Pieniądze przez konto przemknęły jak perseida, mam zapłacony czynsz (fajnie), przed jutrem powinnam zapłacić 330,83 (+odsetki), bo sąd dyszy zza pleców.

No cóż.

PS.Poza tym, nie jest źle :)

czwartek, 11 sierpnia 2016

:O

Jestem otwarta na cuda.

Sporo ich już widziałam.

Dlatego idąc dziś po zakupy (za 90 groszy można kupić 3 kajzerki, a dostałam od koleżanki mięso, niby dla psa, ale część mogła być dla mnie) zahaczyłam o bankomat. Pomyślałam sobie, że wprawdzie konto zalokowane, ale może znajdzie się coś na karcie?

Znalazło się. Na koncie również.

Może jednak dożyjemy do najbliższego zlecenia? ;)

środa, 10 sierpnia 2016

świętuję rocznicę...

...utraty "stałej" pracy, pardon, płacy. Tych dwu stów miesięcznie właściwie mogłam być pewna...

Jakoś na początku jesieni będzie z kolei rocznica stracenia ostatniego ucznia...


Z powodu abonamentu RTV mam zajęte konto. Jeśli nie zapłacę zaległych rachunków Tepsy w ciągu tygodnia, sprawa idzie do sądu. Inne rachunki mam popłacone do marca tego roku.

Co za radość żyć...

środa, 3 sierpnia 2016

strategie (cz.1)

Pojęczałabym o tym, że jestem głodna i bez kasy, ale staram się być produktywna ;)

Mary Ellen (długo już pracuję z jej książką, czas przejść na ty) podzieliła sposoby łagodzenia depresji na pięć kategorii: czynności, wsparcie, nastawienie, organizacja i duchowość.

Nie zamierzam przepisywać całej książki (ani nawet rozdziału, polecam biblioteki:), ale wrzucę tu trochę tych sugestii z moimi komentarzami. Podobnie jak Mary Ellen zwracam uwagę na fakt, że to, co pomaga jednej osobie niekoniecznie pomoże innej - to tylko inspiracja :)

Czynności:

ćwiczenia - jeśli ma się siłę na ruch, zdecydowanie polecam, zwłaszcza pilatesa; powtarzalność ruchów w jakiś sposób uspokaja, poczucie, że ciało staje się silniejsze i sprawniejsze to bardzo przyjemne uczucie; niestety, od dość dawna nie ćwiczę, ale chcę do tego powrócić, gdy skończą się upały

długie spacery - podobnie, spokojna aktywność fizyczna to dobry pomysł, a tu dochodzi jeszcze świeże powietrze (i ew.światło słoneczne); codziennie spaceruję min.godzinę (przeważnie kilka godzin, mam sporo psów pod opieką)

czytanie - o tak!!! Zapraszam na mojego bloga o pierwszy-raz-przeczytanych-książkach :)

słuchanie muzyki - muzyka poważna do skupienia się, niepoważna - jako akompaniament do jakiejkolwiek innej aktywności

ogrodnictwo - mam tylko balkon i rośliny doniczkowe, ale myślę, że to bardzo dobre zajęcie

robótki ręczne - moje marzenie

zakupy - jeśli tylko ma się za co ;)

spędzanie czasu w towarzystwie małych dzieci - nie wiem, czy to działa, jeśli owe dzieci są własne, ale cudze faktycznie pomagają

sprzątanie - no cóż... trochę za, a trochę przeciw

oglądanie filmów - dobry rodzaj oderwania się, szczególnie, gdy ugrzęźnie się jakimś serialu (Downton Abbey!)

pomaganie innym - istnieje teoria, że depresja bierze się ze skupienia na sobie (bardzo przygnębiające); nie wiem, czy ma ona sens, wiem, że pomaganie jest dobre, i tyle

pisanie bloga ;)

czwartek, 28 lipca 2016

uwaga, depizod!

Cd. pracy z książką p.Copeland.

Jakie są pierwsze znaki ostrzegawcze, które świadczą o tym, że czeka Cię gwałtowne pogorszenie samopoczucia?

No i tutaj mam problem. Wydaje mi się, że nie mam zbytnio wyodrębnionych depizodów, po prostu jest źle, czasem jeszcze gorzej, niekiedy fatalnie, ale żeby tak określać precyzyjnie? Hm.

No ale załóżmy. Zaznaczyłam takie opcje:

wycofanie; brak aktywności; łatwe uleganie zwątpieniu; nadmierna senność; płaczliwość; obżarstwo; spędzanie dużej ilości czasu w łóżku; pragnienie, aby ktoś się mną zaopiekował; wrażenie niezdarności, upuszczanie przedmiotów; łatwe uleganie zmęczeniu; obojętność; ech, właściwie mogłabym zaznaczyć wszystkie :(

Może pewnego pięknego dnia pójdę do lekarza z notatkami z tej książki? Może diagnoza będzie inna? ;)

niedziela, 24 lipca 2016

tzw. okres...

Co przeżyłam, to moje :(

Wczoraj po wzięciu ostatniej saszetki Nimesilu czułam się bdb, nawet podzieliłam się nią z moim myszkiem (ma uszkodzony ogonek :( ). Dziś wstałam i też nie było źle. Właśnie zalałam herbatę i powiedziałam psu, że zaraz idziemy, tylko napoję gryzonie. Aż tu nagle dorwał mnie ból. Normalnie narasta stopniowo, ale tym razem wjechał windą. W domu zero p-bólowców, tylko Scorbolamid, wzięłam 2 tabletki. Również nagle znalazłam się na krawędzi omdlenia ("słabo mi" to zdecydowanie za słabe określenie). Wcześniej zdjęłam koszulkę, bo mi było strasznie gorąco, ale później oblałam się potem (ja, która nigdy się nie pocę, ha, ha), więc musiałam się przykryć.
Nie wiem, ile trwały te atrakcje, bo zasnęłam (hipersomnia to jedyne, na co mogę w życiu liczyć;) i obudziłam się przeszło 2 godziny po parzeniu herbaty.

Nie jestem dobrym domem tymczasowym, oj nie :(

środa, 20 lipca 2016

jeszcze żyję :(

Cukier pożyczyłam. Dostałam też płatki owsiane, trochę przeterminowane, "dla psów". Pożarłam ;)

Wegetacja trwa dalej...

e: zrobiło mi się jakoś strasznie smutno, nie wiem, dlaczego :(

wtorek, 19 lipca 2016

he, he...

Nie doceniłam siebie.

Pół tuzina parówek zniknęło w paszczy za jednym posiedzeniem, przy akompaniamencie stosownej liczby kajzerek. Mam nadzieję, że wkrótce umrę, bo zaburzenia odżywiania mam jak w banku ;)

Niedojadanie da się wytrzymać (choć wkurza), ale skończył mi się cukier do herbaty :( Myślę, że to wystarczający powód do skakania oknem. Pojutrze będę mieć 10zł, ale jak mam dożyć?

sobota, 16 lipca 2016

nędza męczy

Tak bardzo męczy.

Ten tydzień w sumie nie był zły - zarobiłam 30zł, drugie 30 pożyczyłam. I co z tego? Żeby te pieniądze miały wartość 60zł, potrzeba zacząć od zera, a tak - wrzucam grosze do studni bez dna :(

Obecnie mam 3zł. Jeśli uda mi się wyjść z domu, mogłabym dokupić pieczywo do parówek z wczoraj (2 posiłki). Mam jeszcze ryż (czuję się, jakbym wyżerała psom karmę ;), przyprawy i cukier, więc przebiduję po poniedziałku.

Bawię się myślą kupienia zakładu LOTTO - trafienie piątki pewnie by mi pomogło ;)

Mój pies przeżywa, jak sądzę, załamanie nerwowe :( OK, biegunka może mieć inne powody, ale zachowuje się również nietypowo. Nie wiem, czy powodem jest nadmiar psów w domu (od lutego przez większość czasu tymczasujemy), czy ich wiek (szczenięta są b.męczące, nie tylko dla mnie), czy moje załamanie - B.jest wyjątkowo empatycznym stworzeniem.

sobota, 9 lipca 2016

odcięta od świata

Znowu.

Plus: oszczędzam paliwa kopalne ;)

Zamierzam napisać po kilka postów na różne blogi i wlepić je w pon. po południu, kiedy znowu będę gościć u koleżanki. O ile nie zaśpię, jak dziś.

Hipersomnia jest śmieszna - śpisz cały dzień i całą noc i jeszcze mógłbyś spać :)

wtorek, 5 lipca 2016

p.o.jedzenia ;)

W tym roku mam duże zużycie cukru - dostałam od Szlachetnej Paczki 10kg, dałam koleżance tylko 2, a już mi dawno wyszedł. Dziś poratowała mnie taż koleżanka połową paczki, mogę więc jeść cukier i zapijać go gorzką herbatą.
Nie upieram się, że to bardzo odżywcze, ale w końcu zdrową dietę wymyślili ludzie, którzy mają za dużo pieniędzy :P

sobota, 2 lipca 2016

tradycyjnie...

...nie radzę sobie z niczym.

W soboty miałam uczyć koleżankę w ramach wolontariatu (brakuje mi go bardzo) - znowu zaspałam. Czas wyjść z suczą na spacer, ale najpierw trzeba by "wysadzić" szczeniaki - nie są zainteresowane siusianiem/kupcianiem (za wyjątkiem Nini, która potrzebę załatwiła przed wyjściem z "kojca"). Jestem głodna i śpiąca - przynajmniej na to drugie mogłabym coś poradzić, ale czekam na odzew od koleżanki (telefon zawsze wie, kiedy nie powinien się rozładować, zresztą z nią nie sposób wymienić tylko dwa słowa, więc unikam dzwonienia ;) - właściwie zawsze unikam dzwonienia, do wszystkich :P ).

Słonecznie, ale nie tak gorąco jak było wcześniej - dobra pogoda na sprzątanie...

e:E.napisała, przemówiłyśmy się na poniedziałek. Pogoda ma ponoć być bardziej znośna, zaraz idę z suczą, smażę śniadanie (śniło mi sięniedawno, że odkryłam idealne proporcje wegańskich placków, niestety, w realu nie ma tak dobrze) i idę sprzątać.

piątek, 24 czerwca 2016

zwierzątkowo

Jak powszechnie wiadomo, jestem b.przewidująca, sprytna i jeszcze jakaś.

Miałam zamiar wprowadzić zasadę, że ew.chętny do tymczasowania poza tym, co oczywiste, zapewnia dobre pożywienie mojemu stadu - żeby wynagrodzić im czas poświęcony tymczasowiczom (tymczasowanie za pieniądze jest be i fuj, ale za karmę może być;)

W nocy przyjechała do mnie sucz ze szczeniakami. Póki co, "objadają" moje psy...

***

Wczoraj wygrzebałam najostatniejsze, pamiątkowe 5 dolarów kanadyjskich. Najpierw poszłam do biletomatu na przystanku koło domu, żeby sprawdzić, czy nie zostało mi coś na karcie, ale był zepsuty, przyjmował tylko gotówkę. Poszłam do kantoru i do następnego przystanku - automat się zawiesił. Z warkotem poszłam jeszcze dalej - zepsuty, przyjmuje jedynie karty, a na karcie nic nie mam. Wróciłam do domu nieżywa, a moja szczurzyca jest wciąż sierotą :(

***

Sieroctwo bardzo szczury frustruje - przedwczoraj zamordowała mysz!!! Zdekapitowała ją i pożarła głowę, mimo że jest weganką. Skutek: nie dość, że potrzebuję towarzystwa dla pojedynczej szczurzycy, to i dla pojedynczej myszy :P

***

Chyba czas zacząć pisać bloga zwierzątkowego ;)

poniedziałek, 20 czerwca 2016

troszkę niefajnie :(

Tak jakby mi się pogarsza. B.odczuwam potrzebę Asyst.ON, ale obecnie nie mam ani orzeczenia, ani pieniędzy, więc mogę sobie pofiukać.
Potrzebuję wsparcia. Nie mam na nie szansy. Rozważam stworzenie "imaginary asistant", ale mam lęki i moczenia nocne, że nie skończy się to dobrze :-S

czwartek, 16 czerwca 2016

a co tam!

Znowu zaspałam i nie poszłam do mojej lekarki :( Ale nie martwię się przesadnie, w końcu i tak nie biorę leków :P Na badanie krwi jest chyba za wcześnie. Więc luzik. Muszę tylko jutro do niej zadzwonić, żeby nie myślała, że nie żyję :)

wtorek, 14 czerwca 2016

oops, I didn't do it again!

[nie dość, że żaden słodki ciężar na mnie nie leży, wreszcie dorobiłam się myszy; komputerowej;)]

Od jakiegoś czasu chodzi po mnie post o wdzięcznym tytule "konie i psy". Właściwie już zaczęłam go pisać, kiedy okazało się, że trochę na niego za wcześnie :P

Dawno, dawno temu, kiedy zaczynałam blogowanie pisałam o książce M.E.Copeland "Jak wygrać z depresją?". Miałam szczery zamiar "przerobić" ją tutaj (coś, co wielokrotnie robiłam w realu), ale jakoś mi nie wyszło (jak zwykle).

A więc wracam. Od jutra, obecnie mam doła :(

sobota, 11 czerwca 2016

nie mogę pisać...

...sucz leży mi na prawej ręce. Za 10 godzin pojedzie do domu stałego, więc nie chcę jej zrzucać ;)

A tyle pomysłów na posty mam, no :D

wtorek, 7 czerwca 2016

-

Lęków póki co nie mam. Za to jestem rozdrażniona (jak na mnie). Boję się, że uszkodzę jakieś niesforne szczenię :(

e:wróc to tempo :( Od dwu dni idę do lecznicy wet., w której wiszę kasę. Chwilowo mogę oddać, przynajmniej część. Dziś już nie pójdę, za pół godziny zamykają, a to daleko :(
Ech, przydałby mi się Asystent ON.

poniedziałek, 6 czerwca 2016

glany rządzą!

Przez 2 tygodnie byłam zbyt zmęczona, by wiązać sznurowadła, wychodziłam więc z domu prawie zawsze w kapciach. Wydawałoby się, że podróbka crocsów powinna się sprawdzać również w plenerze.

Nie sprawdziła się.

Siniaki, otarcia, kulawizna...

Wykrzesałam więc z siebie resztki sił i powróciłam do normalnych butów. Dwa dni później czuję się bardziej "sobą". These legs were made for walkin' :D

A dziś było sporo łażenia. W ramach uczenia szczeniaków spacerowania, wyszłam z każdą osobno w asyście B., żeby pokazał, co się robi na dworze ;) Smarkate wiedzą już, że się siusia i kupcia, ale poza tym tylko by się gryzły :)
Lekko licząc, jakieś trzy godziny chodzenia przez "cały dzień" (od południa do jakiejś 23).

Rozpiera mnie energia, nie? Nic dziwnego, wróciłam do witaminek z żeńszeniem. Ciekawe, kiedy zaczną się napady lęku? :P

czwartek, 2 czerwca 2016

leżę i nie kwiczę

Finansowo i psychicznie ciut lepiej, somatycznie - wciąż b.źle :(
Boję się wychodzić z domu, by nie zemdleć na ulicy. Boję się, że przewrócę się i zmiażdżę szczeniaka :( Prawie nic nie robię, bo nie mam siły.

wtorek, 31 maja 2016

leniwa niedziela...

Szczeniaki zostały zaczipowane, wróciłyśmy w samo południe, ale udało mi się nie skonać z gorąca. Wieczorem rozsądnie stwierdziłam, że pójdę do najchłodniejszego kościoła w okolicy ;) Jednak zestaw: odstawienie leków, okres i niedojadanie wystarczył :( Całą Mszę przesiedziałam w kąciku, a potem powlokłam się do koleżanki mieszkającej opodal, żeby poratowała mnie podpaskami i cukierkami. Wracałam od niej straaasznie długo...

****

Nędza b.mnie męczy :( Co zarobię 10 zł, już ich nie mam. Jasne, człowiek jest w stanie tak żyć, ale co to za życie? Ostatnia torebka Liptona i zastanawianie się, czy wypić herbatę teraz, czy po wstaniu, a może w środę, kiedy idę do podopiecznej? Brak kremu do ciała? Niby nic, ale po 2-3 dniach moja felerna skóra zaczyna swędzieć.
Chyba tylko wygrana w totka może mnie uratować. Tyle że nie gram, bo mnie nie stać :P Tylu ludziom wiszę kasę, że to po prostu w głowie się nie mieści. Co mogłabym sprzedać, co ma jakąkolwiek wartość? Czy półwieczne sztućce są więcej, czy mniej warte od współczesnych? "Kryształy"? Kolekcje?

W sumie najlepiej byłoby sprzedać mieszkanie ;))) Jedyna rzecz, która na pewno ma jakąś zauważalną wartość - parę lat temu wyceniono je na 160 tysięcy, jeśli dobrze pamiętam. Ale nie jestem w stanie (i nie chcę!) się przeprowadzać.

wtorek, 24 maja 2016

-

Dół. Albo czas tracenia złudzeń.

W domu dwie siksy tak mnie zajmują, że zapominam o niejedzeniu ;)

sobota, 21 maja 2016

czekam...

Za półtorej godziny mają włączyć ciepłą wodę (nie było jej od wtorku). Czuję się niedomyta ;)

PS.Od poniedziałku NAPRAWDĘ zacznę pisać CODZIENNIE, howgh!

środa, 18 maja 2016

"realność jest taka, że..."

...jest kiepsko.

Ten rok bije wszelkie rekordy w niskości moich zarobków. Wyliczyłam, że miesięcznie mam tyle, ile w lepszych czasach za półtorej godziny(!). Oczywiście, pomagają mi liczni dobrzy ludzie :)

Wellbutrinu nie mam od półtora tygodnia, Citabax biorę w kratkę. Rachunki mam popłacone do lutego włącznie. Konto zajęte za niepłacenie abonamentu RTV.

Poza tym, mam poważną anemię, podobno wskazany byłby szpital (he, he!). Mam preparaty żelaza od zacnych Koleżanek, dużo śpię i staram się zdrowo odżywiać (miejsce na atak śmiechu).

***

Jeżeli, zacny nieistniejący Czytelniku, szukasz kogoś do nauki angielskiego, opieki nad zwierzem bądź mycia okien - daj znać :)

e: zapomniałam, że mam długi u weta - 150zł, czyli ok.3 miesięcy spacerowania z moją jedyną obecnie podopieczną :(

poniedziałek, 16 maja 2016

Minnesocka Masakra Piłką do Igelitu

Dawno nie pisałam, bo zajmuje mnie dobijająca rzeczywistość (ale to temat na oddzielnego posta).

Kilka tygodni temu pisałam Minnesota Multiphasic Personality Inventory (moja wersja nazwy bardziej mi się podoba;).
Namęczyłam się nieźle, bo - wbrew Wikipedii - kazano mi unikać opcji "nie wiem". Niektóre zdania są dość idiotycznie sformułowane. "Większość ludzi jest taka a taka" - łomatko, a czy ja znam większość ludzi?! (Boże, uchowaj!). Albo "Widzę zwierzęta, których inni nie dostrzegają" - no cóż, jestem przyrodnikiem :) "Jestem zadowolony ze swojego życia seksualnego" - z czego?

Wyniki nie były jakoś szczególnie interesujące. Nie wiem tylko, czy dobrze usłyszałam: mam charakter czy osobowość schizoidalną?
Zastanówmy się nad definicjami z Wiki.

"Charakter schizoidalny kształtuje zakłócenie bezpieczeństwa w wieku niemowlęcym.[mit determinizmu dziecięcego!] Przyjmuje się, że źródłem poczucia przerażenia jest niewłaściwa opieka rodzicielska: oschła, nieempatyczna i tworząca w świadomości dziecka poczucie bycia znienawidzonym, niechcianym. [cóż, na pewno byłam "nieplanowana"; niechciana częściowo też, ale jakiż ma to związek z poczuciem?] Dziecko, aby przetrwać taką wewnętrzną wizję opiekuna (od którego w dodatku jest w pełni zależne) może zareagować tylko wycofaniem się, rozdwojeniem, co następnie prowadzi do zablokowania ekspresji życiowej.

Postawa osoby dorosłej: Nacechowana jest lękiem, konfliktowością w relacjach interpersonalnych, postawą unikową. Osoba bywa autodestruktywna [a kto nie bywa?] i ma trudności z samooakceptacją. Ma kłopoty z tworzeniem trwałych kontaktów z innymi ludźmi [a może inni mają te kłopoty? :P] oraz z kontaktami intymnymi. Osoba taka pozostaje w oddzieleniu od własnego self [od czego?!] i bez kontaktu z innymi ludźmi. Osoba cierpi na chroniczne napięcie mięśni i stawów. [to akurat prawda, osoba cierpi;)] Jest to osoba ekstremalnie wrażliwa na wszelkie przejawy szorstkości ze strony środowiska,[no tak, nie cierpię suchego powietrza i nadmiaru światła ;)] która nie potrafi na stałe angażować się w dowolne zajęcie czy relację.
(...)
Zdania skryptowe jakie "nosi w umyśle" i które charakteryzują życiową postawę, przyjmują postać patogenicznych przekonań, jak np.:

Nie mam prawa istnieć [może byłoby lepiej, gdybym nie istniała, ale nie powiedziałabym, że nie mam prawa]
Świat jest zły i tylko zło może mnie spotkać [nie jest!]
Coś ze mną nie tak, jestem nienormalny [a o czym innym jest ten artykuł?]
Gdybym wciąż się nie kontrolował to mógłbym oszaleć i skrzywdzić innych ludzi [nie kontroluję się, niestety]
Zagrażam najbliższym, więc będę samotny [ee...]
Życie jest nieistotne, ważne są metafizyka i to co poza życiem doczesnym. [słyszał kto o metafizyce bez życia? :O]

Osoba taka trwa w społecznym zawieszeniu, [cóż, trwam, nie da się ukryć] w poczuciu izolacji a chroniczne przerażenie wciąż w niej istniejące przykrywa prymitywną, tłumioną wściekłością. Umysłowo zazwyczaj są to osoby bardzo sprawne, przy czym dotyczy to generalnie myślenia abstrakcyjnego, gdyż inteligencja społeczna często nie jest zintegrowana ze stłumionymi emocjami i w związku z tym jest upośledzona."


"Osobowość schizoidalna – typ osobowości cechujący się tendencją do izolowania się, niewytwarzania silnych związków oraz wycofywania się z kontaktów emocjonalnych i społecznych, uznawania ich za niepotrzebne. [brzmi znajomo]Przy dużej wewnętrznej wrażliwości wyrażanie uczuć jest ograniczone, co powoduje pozorny chłód i dystans uczuciowy. Pacjentów ze schizoidalnym zaburzeniem osobowości nie obchodzą ani pochwały, ani nagany. Często występuje u nich poczucie osamotnienia i niezrozumienia przez otoczenie, podejrzliwość, niemożność odczuwania przyjemności.[uff, na szczęście nie :)] Osoby cierpiące na to zaburzenie na ogół działają samotnie, często żyją w świecie marzeń i fantazji, są ambitne, [ani ciut!]skłonne do introspekcji, [blog mógłby tego dowodzić, ale chyba za rzadko piszę ;)] ekscentryczne.

Zaburzenie to jest rzadkie w stosunku do innych zaburzeń osobowości i obejmuje mniej niż 1% populacji, częściej występuje u mężczyzn. [dwa razy bardziej elitarne niż Mensa - to chyba nie dla mnie; o ile wiem, nie jestem też mężczyzną]

Ludzie z osobowością schizoidalną są często wycofani, chłodni i obojętni, co powoduje problemy w kontaktach z innymi ludźmi. Większość osób z tym rozpoznaniem ma kłopot z ustanowieniem relacji lub wyrażaniem swoich uczuć. W trudnych sytuacjach mogą pozostawać bierni. [w łatwych też, myślałam, że to lenistwo :P] Bywa, że ich komunikacja z innymi ludźmi jest obojętna lub lakoniczna. Z powodu ograniczonej komunikacji z innymi nie są w stanie stworzyć poprawnego obrazu tego jak funkcjonują oni w odniesieniu do innych osób.

Uważa się, że obraz taki jest istotny dla samoświadomości i możliwości oceny swoich własnych działań w obrębie sytuacji społecznych. R.D. Laing sugeruje, że niedobór rzeczywistych kontaktów z innymi, może powodować, że obraz ten staje się pusty, ulotny, co prowadzi osoby schizoidalne do poczucia nierealności (sztuczności świata).[to nic niezwykłego]

Gdy ich przestrzeń osobista jest naruszona, czują się one przytłoczone, odczuwają potrzebę uwolnienia się i pozostania niezależnym. Ludzie z osobowością schizoidalną preferują relacje, w których partner nie wymaga od nich bliskości emocjonalnej. Nie unikają oni ludzi jako takich, lecz emocji (zarówno pozytywnych jak i negatywnych) oraz bliskości uczuciowej. [nie wydaje mi się, aby unikanie emocji było w ogóle możliwe]

Oznacza to, że osoby schizoidalne są w stanie tworzyć relacje oparte na poziomie intelektualnym, fizycznym, rodzinnym, zawodowym lub wspólnych czynnościach, dopóki nie wymagają one bliskości emocjonalnej. Donald Winnicott wyjaśnia to zachowanie twierdząc, że osoby schizoidalne "preferują relacje oparte na swoich własnych zasadach". W przypadku gdy nie udaje im się tego osiągnąć, preferują samotność." [100% zgody]

Strasznie długi ten artykuł, więc już tylko kilka punktów:
"Kryteria diagnostyczne DSM-IV

- brak ochoty na zawieranie bliskich związków oraz czerpanie z nich przyjemności, wliczając w to bycie członkiem rodziny [brak ochoty na czerpanie przyjemności? nie mam :)]
- niemal ciągłe wybieranie zajęć samotniczych [wygodniej czyta się w domu niż w autobusie]
- małe – o ile jakiekolwiek – zainteresowanie doświadczeniami erotycznymi z innymi ludźmi [czy ci diagności słyszeli kiedyś o etyce katolickiej?]
- czerpanie przyjemności z niewielu – o ile jakichkolwiek – rodzajów zajęć [zdecydowanie się nie zgadza :)]
- brak bliskich przyjaciół lub powierników innych niż bezpośredni krewni [hm]
- wrażenie bycia obojętnym na pochwały czy krytyki wygłaszane przez innych [b.się staram o tę "obojętność"]
- okazywanie chłodu emocjonalnego, dystansu lub spłaszczonej uczuciowości" [nieee, moja uczuciowość jest raczej wypukła ;)]

Wnioski?
No dobrze, może i mam tę całą "osobowość". I co z tego? Nie chcę być leczona z osobowości. W sumie podobnie mówiła moja poprzednia lekarka, dr S. - problem z dystymią polega na tym, że trudno stwierdzić, gdzie się kończy choroba, a zaczyna osobowość.

A może to jednak Zespół Aspergera?

Ponoć na Nowowiejskiej mają jakiegoś speca, może się z nią spotkam...




poniedziałek, 11 kwietnia 2016

no nie!

Jeszcze nie spłaciłam długu u weta, a czekają mnie następne stresy i wydatki. Znalazłam dziś u jednego zmoich szczurów guza :(

niedziela, 10 kwietnia 2016

-

Miesiąc bez kontaktu ze światem...

Fajnie było :D Ale ile teraz muszę nadrobić zaległości, ho, ho!

Mam nadzieję, że od jutra będę pisać codziennie, czy to na bloggerze, czy gdzie indziej. Przyda się, bo odwykłam od posługiwania się ludzką mową.

piątek, 4 marca 2016

co za dzień!

Ok. dziewiątej rano miałam się stawić z Suczą u weta. Stawiłyśmy się, ale p. dr się spóźniła, poprzedni pacjent długo siedział i weszłyśmy do gabinetu sporo po 10. Obeszło się bez znieczulania i szycia, za to potraktowano Sucz zszywaczem! :O Chirurgicznym podobno ;) Za to ja nie mogłam zrobić zakupów, więc trochę dziś żyję na głodniaka :(

Moje długo czekały na spacer, a gdy wreszcie przyszłam, znów wysiadła winda :(

Jeśli dodać do tego konieczność wyjścia z domu po resztki dla psów i posiniaczone przez abażur łydki, widać, że życie nie jest łatwe. Ale jeszcze żyję...

czwartek, 3 marca 2016

ech...

Sucz dostała abażur na łeb, żeby nie rozlizywała rany. Niestety, czasem udaje jej się go zdjąć. Psy również są chętne do pomocy, więc jestem uwiązana w domu i nie wiem, czy będę mogła pójść spać :(

Mam nadzieję, że jutro zostanie na trochę u weta i kupię coś do jedzenia, bo będzie kiepsko :(

środa, 2 marca 2016

liczne osiągnięcia...

Zwlekłam się z łóżka po nieprzespanej nocy (mógł mieć z tym związek fakt, że obudziłam się wczoraj sporo po 16; mógł, ale nie musiał), wzięłam leki, zadzwoniłam do mojej lekarki z wiadomością, że chwilowo nie mogę przybyć (wielkim plusem psychiatrów jest przyzwyczajenie do wariatów;), a także umyłam się i przebrałam w czyste ubrania pierwszy raz od niedzieli. Czekam aż wyschną mi włosy, żeby wyjść z psami (Sucz stwierdziła, że nie będzie czekać i zsiusiała się w kącie).

Mam mnóstwo planów na dziś, głównie tych niezrealizowanych wczoraj i przedwczoraj.

Pasmatrim, uwidzim kak skazał slepoj...

poniedziałek, 29 lutego 2016

zaginął dziadek :(

Lubię orzechy.

Włoskie, laskowe i każde inne (przynajmniej każde, których próbowałam, pekanów chyba jeszcze nie).

Jak powszechnie(?) wiadomo, najzdrowsze są takie w skorupkach, bo żadne świństwo (szkodniki magazynowe, dziwne chemikalia) się do nich nie dostanie. Jesienią raz czy dwa kupiłam trochę orzechów włoskich u znajomej sadowniczki. Raz czy dwa je komuś oddałam. Przed Bożym Narodzeniem dostałam ze dwie garstki od sąsiadki... wciąż leżą w kącie.

W jakichś tajemniczych okolicznościach wsiąkł dziadek do orzechów. Nie widziałam go od co najmniej 3 miesięcy. Szuflady przeszukane, zajrzałam nawet za szafkę (czyn wymagający sporo siły fizycznej, bystrego wzroku i mnóstwo odwagi). Diabeł ogonem nakrył.

Zmywam właściwie codziennie, czasem więcej niż raz. Moja suszarka ma dwa "kubki" na sztućce, jeden od 30 lat używany do przechowywania trzepaczki, szczotki do butelek i innych dziwnych utensyliów. Właśnie odkryłam, że zaszył się wśród nich i dziadek... ;)

niedziela, 28 lutego 2016

coś dobrego na niedzielę

Dzięki mojej kochanej Nony odkryłam fajną stronę: http://freerice.com/ Można podszkolić się w angielskim czy łacinie, odświeżyć wiedzę geograficzną lub... tabliczkę mnożenia i wspomóc głodujących (podobno; mam nadzieję, że naprawdę).

Jedna poprawna odpowiedź w quizie = 10 ziarenek ryżu dla potrzebujących. Nie brzmi zbyt zachęcająco, ale gra niesamowicie wciąga - po kilku dniach zabawy od niechcenia uzbierałam 68160. Myślę, że to już kilka dobrych łyżek ;)

Podawajcie dalej, drodzy nieistniejący Czytelnicy!

terror-horror-marmelada

Czas wyjść z psami.

Zakładam obrożę i smycz Pierwszemu, zamknąwszy wcześniej Drugiego, bo 3 grzyby w barszcz to za dużo. Sucz siusia z przejęcia, więc jej nie ubieram, tylko wychodzę z Pierwszym. Okazuje się, że winda nie działa. Idziemy drugą klatką, a wracamy pieszo, ponieważ po remoncie nie mam kodu do drzwi.

Dziesiąte piętro.

Zostawiam w domu Pierwszego, zabieram Drugiego, Sucz i śrubokręt. Drugi odmawia współpracy na schodach (dwa piętra w górę do przejścia na drugą klatkę). Odstawiam go do domu i przechodzę z Suczą i śrubokrętem. Na dole wyciągam śrubokręt, niestety, śruby utrzymujące klamkę w miejscu mają łebki jak kajzerki, a śrubokręt wzięłam płaski :(

Nic to, zgarniam wycieraczkę i blokuję drzwi. Sucz odmawia współpracy w kwestii wydalniczej, oddalamy się trochę od bloku. Po powrocie odkrywam, że ktoś domknął drzwi :(

Rozważam ciche wybicie szyby...

Beznadziejnie próbuję raz jeszcze starego kodu... Działa! Poprzednim razem się pomyliłam, powinno być 260-4002 :D

Triumfalne wejście dwu smoczyc :D

piątek, 26 lutego 2016

walka z nie-chce-misiem

Przyszedł mi do głowy fajny trik (już sprawdziłam w praktyce, jest skuteczny) na nastrój "nie chcę sprzątać, chcę owinąć się kocem i zapaść w niebyt czy inne fantazje".
Powiedziałam sobie: "no dobrze, ale najpierw zmyję naczynia, żeby ogrzały mi się ręce" (trochę u nas chłodno).

No i zmyłam. Zamiotłam. Schowałam. Wyrzuciłam. Posegregowałam.

Przypuszczam, że działa to tylko na lubiących zmywać ;)

e:korekta

czwartek, 25 lutego 2016

nie będę bezrobotna :P

Właśnie przeczytałam, jakie papierki należy dostarczyć do Urzędu Pracy.

osoba, która uzyskała absolutorium, lecz nie obroniła pracy dyplomowej oraz nie ma wyznaczonego terminu ewentualnej obrony, powinna do rejestracji dostarczyć zaświadczenie z uczelni o uzyskaniu absolutorium z informacją o niewyznaczonym terminie obrony pracy

Ha, ha.


wszystkie świadectwa pracy, zaświadczenia o okresach wykonywania innej pracy zarobkowej /umowa agencyjna, umowa zlecenie, umowa o dzieło oraz wszystkie inne dokumenty niezbędne do ustalenia ewentualnych uprawnień – oryginały


He, he.

Pracowałam w życiu legalnie w pięciu miejscach (chyba, że o czymś nie pamiętam). Na etat (no dobrze, pół), umowę-zlecenie, umowę o dzieło - lubię urozmaicenie. Nie mam siły biegać po byłych pracodawcach. Kiepsko się czuję ostatnio (fizycznie, chyba kardiologicznie). Za tydzień mam randkę z dr R. Miałam nadzieję być ubezpieczona :( Może jednak czas podjąć "męską decyzję"?

niedziela, 21 lutego 2016

radzę sobie?

Kontynuuję czytanie bloga Dany White. Zapewne mogłabym spędzić czas pożyteczniej, np. sprzątając ;) I w (małych) przerwach tak robiłam. Pies, który przybył do nas pół roku temu i musiał gonić ogon w przedpokoju, wreszcie może oddawać się ukochanej rozrywce w pokoju zwanym szumnie "dużym". A zakręt korytarza, od kilku LAT tarasowany przez kolejne pokolenia kartonowych pudeł znienacka odzyskał przyrodzoną szerokość.

Tuż przed tą niedzielą przez godzinę zamiatałam, zmywałam, porządkowałam i czyściłam.

Dom wciąż wygląda jak wyjątkowo zaniedbany chlew.

Ale jest odrobinę lepiej :)

Odrobinę lepiej to lepiej, nawet jeśli tylko odrobinę.

I tego będę się trzymać :)

środa, 17 lutego 2016

diagnoza?

Przeżywam "kryzys diagnostyczny". Tzn. znowu podejrzewam, że źle mnie zdiagnozowano, jestem całkiem zdrowa i odczepcie się ode mnie.

Niemniej jednak jestem doświadczoną domniemaną dystymiczką (w skrócie DDD) i nie odstawiam leków. O. A przynajmniej jeszcze nie. Dziś, w każdym razie, wzięłam.

Następna wizyta u dr R. drugiego marca, muszę wziąć ze sobą jakąś kartkę cy cóś. I zapytać o diagnozę ZA (ostatnio rozmawiałam ze znajomym przez telefon, umówiliśmy się na spotkanie, a po dwu minutach wysłałam SMS-a z pytaniem: gdzie i kiedy się widzimy?).


Wiem, że potrzebuję rutyny, ale na wiedzy się kończy. Potrzebuję pracy (w tym roku zarobiłam 230 zł, z czego 150 dostałam od owego znajomego 2 dni temu - jest cokolwiek dramatycznie), ale nie mam na nią siły. Potrzebuję się umyć (znów chodzę i śpię w tych samych łachach od kilku dni), ale j.w.






Czasami samotność nie jest błogosławieństwem. Czasami chciałabym porozmawiać. Rzadko. Ale się zdarza.

wtorek, 16 lutego 2016

no cóż...

Leżenie pod trzema psami to najprzyjemniejszy sposób spędzania czasu. Furda sprzątanie! :P

piątek, 12 lutego 2016

Wielki Post

Jakiż to rozsądny wynalazek :)

Odstawiłam fejsa (skrabelek to jeden z moich dwu nałogów). Ograniczyłam moje ukochane forum do niedziel (drugi). Mięsa nie jem już od dwu tygodni (fachowo: od Sześćdziesiątnicy), zmniejszyłam też liczbę i obfitość posiłków (powiedzmy sobie szczerze, brak kasy MIAŁ na to wpływ).

Sprzątam.

Mam więcej czasu na modlitwę i czytanie.

Widzę światełko w tunelu... No, jak na razie przez lornetkę ;)

niedziela, 17 stycznia 2016

-

Kiepsko.

Problemy z wychodzeniem z domu - b.duże. Łatwiej po ciemku, ale i tak nie poszłam na wieczorną Mszę w moim kościele. Pójdę później, do takiego, gdzie łatwiej zaszyć się w kącie.



Miałam zamiar w nowym roku więcej pisać, ale nie bardzo widzę w tym jakiś sens. Zresztą, nudne to raczej.

poniedziałek, 4 stycznia 2016

-

Jeszcze żyję :(



e:Mam dosyć siebie,ciągle jęczę, zawracam komuś głowę, jestem beznadziejna. Dosyć! Chcę umrzeć!!!

sobota, 5 grudnia 2015

bezowocnie szukam pomocy :(

Doszłam do wybitnie odkrywczego wniosku, że nie poradzę sobie sama z... niczym.

Według tych definicji:

"Do umiarkowanego stopnia niepełnosprawności zalicza się osobę z naruszoną sprawnością organizmu, niezdolną do pracy albo zdolną do pracy jedynie w warunkach pracy chronionej lub wymagającą czasowej albo częściowej pomocy innych osób w celu pełnienia ról społecznych."
"Do lekkiego stopnia niepełnosprawności zalicza się osobę o naruszonej sprawności organizmu, powodującej w sposób istotny obniżenie zdolności do wykonywania pracy, w porównaniu do zdolności, jaką wykazuje osoba o podobnych kwalifikacjach zawodowych z pełną sprawnością psychiczną i fizyczną, lub mająca ograniczenia w pełnieniu ról społecznych dające się kompensować przy pomocy wyposażenia w przedmioty ortopedyczne, środki pomocnicze lub środki techniczne."

podpadam pod stopień umiarkowany, chociaż orzeczenie miałam na lekki. Łotewer.

Rozglądam się za AONem-wolontariuszem (a dokładniej: asystentką-wolontariuszką), bodaj w wersji zdalnej.

Póki co, bez skutku.

piątek, 4 grudnia 2015

higiena

Zastanawiam się, czy jestem uczulona na ocet, czy jednak nie dopłukałam prania. A może po prostu dostaję wysypki z brudu? Od kilku dni chodzę i śpię w tych samych ciuchach. Wczoraj (albo przedwczoraj, nie pamiętam) umyłam twarz i zęby. To wszystko. Ponieważ moja skóra ma skłonność do pękania tu i ówdzie, jeśli nie jest odpowiednio traktowana, bolą mnie pięty. Prawie nic dziś nie jadłam, bo musiałabym tym celu umyć patelnię (myślałam o wegańskich plackach), a nie miałam na to siły.

I pomyśleć, że jako dziecko miałam nerwicę natręctw objawiającą się nieustannym myciem... A w okolicach dwudziestki liczyłam godziny, by nie myć głowy częściej niż co dobę...

Zabawne to wszystko...




Z wyjątkiem sytuacji moich zwierząt, ale nie mam siły o tym pisać, nie teraz.

środa, 2 grudnia 2015

człowiek to śmieszny zwierz

Źle mi.

Nie radzę sobie z niczym, nie obchodzę nikogo, jedna szczurcia gdzieś mi nawiała, drugą trzeba będzie uśpić, jestem głodna(mam jeszcze trochę kaszy i marchewki z groszkiem, ale jeśli to zjem, nie będzie śniadania), kończy się herbata, powinnam robić mnóstwo rzeczy, zimno w domu, chce umrzeć (jak zawsze), pieką mnie ślepia, od zeszłego tygodnia nie jadłam jabłek(!)...

PS.Tytuł dotyczy drugiego z szeregu nieszczęść. Normalnie sama wszystkich mam pod ogonem, ale jak jest źle, znienacka zaczyna mi być tam niewygodnie ;)

poniedziałek, 9 listopada 2015

:(

Chcę umrzeć. Jak najszybciej.

Wychodzenie z domu to męka. Myślenie o tym strasznie mnie denerwuje. Chyba przejęłam stany lękowe od Brata - ma problem z pierwszą wizytą.

Nigdy nie lubiłam opuszczać domu. W podstawówce wielokrotnie "wagarowałam" w ten sposób - zostawałam w domu, trochę sprzątałam, żeby udobruchać Mamę (oraz sumienie).

Piszę tego posta po trochu od prawie godziny. Uspokoiłam się trochę, może dam radę pójść spać.

niedziela, 8 listopada 2015

-

Dlaczego człowiek tak idiotycznie przeżywa, że nikogo nie obchodzi, skoro "obchodzenie" go irytuje?

Czy po prostu dlatego, że jestem głupia?

sobota, 24 października 2015

czy jestem wampirem energetycznym?

Takie pytanie zadałam dwu bliskim koleżankom. SMS-em, żeby było swobodniej i bardziej niezobowiązująco (kocham SMS-y!)

Jedna odpowiedziała żartobliwie.

Druga poważnie.

Zdaje się, że jestem. Nie wiem, jak się z tego wyleczyć:(

sobota, 3 października 2015

...

Zastanawiam się, czy jest sens pisać. Czy komukolwiek może się to przydać?



Trzy dni temu zrezygnowałam z wizyty u dr R., na korzyść jedzenia.

Wszystko już zjedliśmy...

poniedziałek, 21 września 2015

...

Nie rozumiem ludzi. Nie potrafię się z nimi porozumieć (i przeważnie nie chcę;). Ale nie lubię wystawiać nikogo do wiatru, obrażać itd. - a jednak to robię :( Także w necie. Znów ktoś się na mnie obraził (nawet 2 ktosie), a przecież nie miałam takiego zamiaru...

Szkoda, że kontakt z ludźmi jest konieczny :(

sobota, 29 sierpnia 2015

ha, ha!

Ależ dziś miałam pobudkę!

Zadzwoniła mama jedynego ucznia, żeby odwołać dzisiejszą lekcję :(

Nie wiem, co robić...

A ludzie się dziwią, że biorę te leki i biorę, a nic nie pomagają ;)

piątek, 28 sierpnia 2015

no dobrze...

Spełzłam z łóżka, umyłam twarz, byliśmy na długim spacerze, zjadłam kawałek pizzy od koleżanki. Skoro nie poszłam jeszcze spać, znaczy, że jest jeszcze czwartek, więc czas na czwartkowy różaniec. Nie ma to wiele sensu, ale obiecałam. Jest też czas na szczurzy wybieg - j.w.
Piątek jest moim dniem bez fb, teoretycznie powinnam mieć więc dość czasu, by nadrobić cały tydzień...

czwartek, 27 sierpnia 2015

nic nie ma sensu

W tym: wstanie z łóżka, mycie, zrobienie herbaty...

Jestem słaba jak zdychający mysikrólik.

Tylko zdechnąć jakoś nie mogę :(

niedziela, 16 sierpnia 2015

:(

Szczurcia nie żyje :(

Miałam już plan, chciałam dziś pojechać do weta od gryzoni po znajomości, specjalnie nie poszłam spać, żeby wybrać się tam przed upałem...

Na szczurzej grupie na fb o takich jak Białaczka mówi się "heart rat". Była najmilszym szczurem w moim życiu :(

sobota, 15 sierpnia 2015

za dobrze mi było...

Sytuacja z każdym dniem się pogarsza. Co rozwiążę jeden problem, pojawiają się dwa następne...

Zachorowała moja ulubiona wistarka, Białaczka. Pełza zamiast chodzić i ma śmiesznie skręconą głowę. Byłam z nią u najbliższego weta, dostała antybiotyk (?). Lekarz twierdzi, że ona nie cierpi, zawszeć to jakaś pociecha. W sumie nawet gdyby mnie było stać na szczurzego weta wahałabym się z pojechaniem tam dzisiaj. Wszyscy są daleko, a upał wciąż trwa.

Reszta mojego stada jakoś dycha, ale bardzo się martwię o znajomego psa i kocicę.

wtorek, 11 sierpnia 2015

wrrr...

Nie dość, że trwa wciąż "fala upałów" (a konkretnie: tsunami), dopadła mnie jakaś podejrzana franca. Pewnie uczulenie. Wygląda jak oparzenie pokrzywą, tylko że pokrywa całe ciało. I swędzi :(

piątek, 7 sierpnia 2015

...

Właśnie straciłam "pracę" (jedną z dwu).

Trochę się cieszę, jak to ja - w obliczu obecnej klęski żywiołowej brak konieczności wychodzenia z domu za dnia jest pewną ulgą.

Z drugiej... Niełatwo było przeżyć tydzień za 100 zł, za 50 będzie to jeszcze trudniejsze :(

Zamierzam spać całymi dniami (noce szkoda marnować, temp. spada poniżej 25 stopni).

piątek, 31 lipca 2015

uff!

Na szczęście jutro pracuję :)

Groził nam brak jedzenia co najmniej do poniedziałku, tydzień był trochę ubogi w zarobki.

No dobrze, może nie tyle brak, ile żebranie po znajomych ;) Też niefajne :(

środa, 29 lipca 2015

na biegunach

Myślę, że jednak mam dwubiegunówkę.

Tyle tylko, że faza manii spotyka mnie rzadko i trwa krótko.

***

Przeniosłam się ostatnio ze spaniem z łóżka na kanapę do drugiego pokoju - jest chłodniej i (czasem) mieścimy się we trójkę z nowym psem. W ten sposób sprytnie rozwiązałam problem ścielenia łóżka ;)

Mycie zębów co wieczór wciąż jest trudne.

czwartek, 9 lipca 2015

idiotyczny tekst nt. D

Jeśli nie wiesz nic o depresji, przeczytaj te wypociny. Dowiesz się, czym depresja NIE JEST.

środa, 8 lipca 2015

-

Jak niżej.

środa, 10 czerwca 2015

oczywiście, nic mi nie wychodzi :(

Jakżeby inaczej.

Umrzeć wreszcie!

czwartek, 4 czerwca 2015

buu...

Mycie zębów przed spaniem to b. trudna sprawa. Zwłaszcza, kiedy rezygnuję ze snu... A potem znienacka usypiam :(

Pocieszam się myślą, że suplementacja witaminą D powinna mnie ochronić przed próchnicą ;)

wtorek, 2 czerwca 2015

tylko tydzień poślizgu :D

Pomysł Dany to wyznaczanie sobie zadań-nie-do-odrzucenia, każdego tygodnia jedno więcej. Zadania są malutkie, dla normalnych ludzi niezauważalne. W jej przypadku dotyczą gospodarstwa domowego, u mnie będzie nie tylko to.

A zatem w zeszłym tygodniu zaczęłam z pierwszym: ścielenie łóżka.

Brzmi dziwnie? Nie dla mnie. Owszem, z zasady przykrywam je kapą/kocem/czymś tam, ale teraz zaczęłam najpierw usuwać "gruz". Książki, czasopisma, ze dwa długopisy, kabel od lapka, tona okruchów...

Przez 7 dni było w porządku, mam nadzieję, że mi to wejdzie w krew.

Zadanie-nie-do-odrzucenia od tego tygodnia: przed pójściem spać umyć zęby. Dla mnie to wcale nie jest takie oczywiste... :(

wtorek, 26 maja 2015

no nieźle!

Przez cztery miesiące nie napisałam tu ani słowa.

Wbrew pozorom nie oznacza to, że nic się nie działo w moim życiu. Działo się sporo.

W lutym udało się wyadoptować suczkę, która mieszkała u mnie od połowy listopada. W marcu (a dokładniej, przez cały Wielki Post) nie jadłam mięsa, co okazało się całkiem łatwe (nierobienie jest zawsze dla mnie prostsze niż robienie;). W kwietniu udało mi się spędzić Wielkanoc jednoosobowo, co nie było jednak tak fajne, jak być powinno, bo byłam trochę chora (dlatego wykręciłam się od spotkania z rodziną). W maju poszłam do mojej lekarki z aktualną diagnozą - albo mam dwubiegunówkę, albo jest lepiej(!). Albo jedno i drugie;)

Obecnie jest - powiedzmy - średnio. Byłoby dobrze, gdyby nie śmierć mojej suki w zeszłym tygodniu:(


Zmieniła mi się koncepcja bloga, częściowo pod wpływem Dany White z aslobcomesclean.com. Ciekawe, czy dam radę pisać codziennie, czy nie uświerknę z nudów...

Zapiski codzienne rozpoczynam jutro (tzn. dziś, ale po oficjalnym spaniu;).

środa, 14 stycznia 2015

ważna sprawa!!!

Do wszystkich, którzy to mogą przeczytać. Stop. Jest akcja. Stop. Trzeba pomóc. Stop. Mamy tylko 3 dni. Stop. Więcej info tutaj.

niedziela, 11 stycznia 2015

dobra stara ucieczka w sen

Spałam ok. 15 godzin jednym ciągiem.

Mając w domu szczeniaka potrzebującego czterech posiłków dziennie.

Mając w domu dorosłe psy potrzebujące spacerów (20 godzin przerwy!).

Mając w domu gryzonie potrzebujące jedzenia, picia, wybiegu i sprzątnięcia w klatkach.

Mając w domu koszmarny bałagan - zero czystych szklanek i czystych majtek.

Chciałabym znowu tak zasnąć...

No i nie obudzić się, oczywiście.

piątek, 9 stycznia 2015

odmawiam uporczywej terapii

Nie potrzebuję leków, potrzebuję umrzeć.

piątek, 2 stycznia 2015

...

Może już o tym pisałam, ale czuję się torturowana. Ilekroć zaczerpnę oddechu i wydaje mi się, że poradzę sobie z jakimś małym wrednym kawałkiem rzeczywistości, znowu wciska mnie pod wodę, podstawia nogę i miażdży. Żyję już chyba tylko z czystego masochizmu.

niedziela, 28 grudnia 2014

zdecydowałam się...

...na odstawienie leków.

Nie mam siły pisać, czemu, bo dziś czuję się wyjątkowo źle. Ale to koniec.

piątek, 26 grudnia 2014

już rozumiem...

...skąd ta zwyżka samobójstw na Boże Narodzenie. Widać więcej ludzi ma taką rodzinę jak ja. Na szczęście to już się skończyło i mam luzik... do Wielkanocy ;)

niedziela, 7 grudnia 2014

nie wytrzymam!

Wszystko wskazuje na to, że drugiego szczeniaka trzeba uśpić. Koleżanka na fejsie radzi szydełkowanie zamiast zajmowania się psami. Niestety, szydełkować też nie potrafię.

Dlaczego dałam je sobie wcisnąć? I dlaczego dziewczyny, który mi wcisnęły psy tak olewają sprawę?

Potrzeba autodestrukcji wzrasta...

wtorek, 2 grudnia 2014

...

Płakałabym, gdybym miała na to siłę.

Jestem zbyt zmęczona, by być w stanie robić cokolwiek. Od prawie trzech tygodni mam w domu szczeniaki z nosówką. Stan dwu się pogorszył.

czwartek, 13 listopada 2014

w koło Macieju

Kolejny kiepski dzień. Okazało się, że koleżanka, na której mejla czekałam, czekała na mnie i została bez żadnej pomocy z progeniturą. Nornik, który uciekł 4 dni temu wciąż nie daje się złapać. Hydraulika padła definitywnie. W dodatku znów coś przypadkiem zlicytowałam, a - jak zawsze - jestem bez kasy.

Nic, tylko się pochlastać. Choć łatwiej byłoby się utopić, wanna wciąż pełna, bo bateria przecieka...

piątek, 24 października 2014

gupi człek...

Zasadniczo jestem b. egocentryczna, mam w nosie, co myślą inni itd. Ale znalezienie na fejsie złośliwostki od ex-dobrej koleżanki rozpieprzyło mi wieczór. Gratulacje, "Paulo"...

czwartek, 9 października 2014

myślenie

Gdyby tylko chodziło o brak siły i ból...

Niestety, intelektualnie też jest źle. Wydaje się, że nie jestem w stanie logicznie myśleć, mam coraz większe problemy z pamięcią, jestem rekordowo rozkojarzona...

Zastanawiam się, czy ma to związek z lekami, a raczej ich brakiem. Citalopramu chwilowo nie przyjmuję (ze względu na pewne plany na przyszły tydzień:), a o buproprionie chyba często zapominam. Ale jaki sklerotyk pamięta o tym, by wziąć leki? ;)

niedziela, 28 września 2014

taka myśl...

Właśnie przeczytałam.

"Samobójstwo to przedłużenie cierpienia, przed którym chcemy uciec na wieczność."

Nie jestem taka pewna... Kiedy jest naprawdę źle, piekło wydaje mi się wcale niezłym rozwiązaniem.

Ale może jednak autor miał rację...

sobota, 20 września 2014

stronami deszcze, stronami pogoda

Strasznie dawno nie pisałam, nie wiem właściwie, czemu.

Obecnie jest - jak na mnie - bdb psychicznie oraz - jak na mnie - b. źle fizycznie. Przez pewien czas nie miałam leków albo brałam je w kratkę. Obecnie mam oba, ale przyjmuję tylko wellbutrin, bo lada dzień idę pod nóż, a citalopram w ramach bonusu rozrzedza krew. Ciekawe, czy będę się lepiej czuć, gdy do niego wrócę.

Z dobrych wiadomości: chudnę :) Jako, że nie mam za bardzo apetytu (a często również kasy;), ważę obecnie prawie 15 kg mniej niż zimą. Ścięcie włosów pewnie też pomogło ;)))

Tyle napisałam, namęczyłam się, więc znowu idę spać.

wtorek, 26 sierpnia 2014

proszę...

...żeby to się wreszcie skończyło, nie mam siły, nie daję rady, cienias jestem straszny...

niedziela, 24 sierpnia 2014

jedzenie

Ostatnio jakoś kłuje mnie w zęby. No i nie chce mi się go przygotowywać.

Choćby dziś - miałam fajny pomysł na prostą potrawę, a ostatecznie zjadłam tylko cztery plasterki sera, które miały iść na wierzch.

Nie mogę narzekać, bo fajnie chudnę - od zimy jakieś 12 kg:)

Chwilami zastanawiam się wręcz, czy diagnoza zaburzeń odżywiania nie była częściowo zgodna z prawdą, aczkolwiek podejrzana byłam o BED albo bulimię...

środa, 13 sierpnia 2014

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

psi-psi :(

Szczenna suczka, która trafiła do mnie w sobotę jutro najprawdopodobniej jedzie do schroniska. Będzie miała sterylkę aborcyjną albo uśpi się szczeniaki zaraz po narodzinach.

Jasne, że to głupie, że się tym przejmuję...

I tym, że nie mam dla niej domu stałego...

I tym, że nie mogę mieć trzeciego psa...

środa, 23 lipca 2014

znowu :(

Znowu zła noc, wszystko schrzanione, od niedzielnego popołudnia nie umyłam zębów i to najmniejszy problem.

Sens jakiegokolwiek wysiłku wydaje mi się wątpliwy.

poniedziałek, 14 lipca 2014

postanowienie

Nigdy już, ale to nigdy nie będę narzekać w necie! A przynajmniej nie na sprawy, na które można jakoś poradzić.

e: chcę umrzeć!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

czwartek, 10 lipca 2014

a po drugiej stronie Wisły...

... gra właśnie Metallica :(
Oczywiście, nie miałam biletu, ale myślałam, żeby się wybrać w okolice stadionu.
Teraz robię za broń biologiczną...

e:poprawka - wczoraj był dziesiąty, więc Sonisphere jest dzisiaj. Mała różnica :(

nie wytrzymam dłużej

Nic to, że mam ospę.

Nic to, że mam okres i brak podpasek.

Nic to, że od maja żeruję na dobrych ludziach, choć staram się hamować.

Nic to, że jestem głodna i spragniona, i taka pozostanę.

Nic to, że pogoda jest wykańczająca.

Nic to, że zawaliłam wszystkie zobowiązania modlitewne.

Nic to, że moje psy nie mają co jeść.

Nic to, że głupota pewnych użytkowników fb mnie dobija.

Nic to.

Ale te wszystkie nice to za dużo dla mnie. Nie jestem dość silna, by żyć.

Proszę, pomódl się dla mnie o rychłą śmierć. Proszę...

sobota, 5 lipca 2014

+

Chudnę ostatnio :)

Pewnie dlatego, że mi jakoś nie po drodze z jedzeniem.

piątek, 4 lipca 2014

po staremu...

Kolejny zły dzień, po kolejnej złej nocy.

"Zła" nie oznacza "nieprzespana", a "zły" - "dzień strasznego bólu", o nie.

Rzeczywistość jest gorsza. Znowu zasnęłam przed czasem, zanim umyłam zęby i resztę, przed zakończeniem Różańca, którego sama się podjęłam... Tym razem za to, wyjątkowo, przynajmniej wyprowadziłam psy.

A dzisiaj? Cóż, nie zrobiłam niczego, co usprawiedliwiałoby moje istnienie. Trwam w brudzie, bawię się kompem, nie wyszłam po zakupy na kredyt (mimo, że jestem spragniona owoców), nie poszłam do kościoła (pierwszy piątek miesiąca)...

Obawiam się, że jestem przypadkiem beznadziejnym...

środa, 18 czerwca 2014

....................

3 tygodnie bez prądu, drygi tydzień domniemanej anginy, fura rachunków, których nie zapłace... I antypatyczny kot, ktory przestawil klawiature...

A ostatnio myslalam juz, ze to koniec...

piątek, 9 maja 2014

dół...

Dół na dole dołem pogania :(((

Dobrze, że nie mam pracy - szybko bym ją straciła.

Nie mam siły do tej huśtawki...

e: troszeńkę odbiłam od dna, może jeszcze trochę pożyję :}

niedziela, 13 kwietnia 2014

?

Dlaczego sensowni ludzie umierają, a zostają takie śmiecie jak ja?

wtorek, 8 kwietnia 2014

zwiędła i obolała

Tydzień bez głównego leku chyba trochę zaszkodził - jestem jak zwiędła sałata z bolącymi odnóżami. A nadciąga wszak Wielkanoc...

Zasadniczo nie odczuwam dojmującej potrzeby sprzątania, ale przybywa mój Brat, alergik. A siły jak nie było, tak nie ma:(

sobota, 5 kwietnia 2014

aaa!

Mam receptę!

piątek, 28 marca 2014

pojawiam się i znikam:S

Zupełne wariactwo. 2-3 dni totalnego doła (na moje oko Rów Mariański), 2-3 dni OK.

Dwubiegunówka?

W każdym razie, póki co, żyję.

wtorek, 25 marca 2014

znikam.

Nie mam siły.

Mam za to dość robienia przyjemnego wyrazu twarzy. Dość leków, które przestały działać. Dość chodzenia do lekarza (co za idiota zbudował psychiatryk w samym centrum miasta?). Dość wychodzenia z domu, mycia się i wstawania z łóżka. Dość pisania tutaj (tak jakby to miało w ogóle sens!).

Jednym słowem: dość życia.

Odstawiam leki.

poniedziałek, 24 marca 2014

jednak nie jest dobrze...

Zastanawiałam się dzisiaj, czy - w razie czego - byłabym w stanie najpierw zabić moje psy...

Przespałam większą część dnia, spóźniłam się na ostatnią Mszę w okolicy, bo nie mogłam szybko iść (mdłości), z nielicznymi moimi obowiązkami nie daję rady...

:(

czwartek, 20 marca 2014

mimochodem...

Mała reklama;)

Skoro nie bardzo mogę robić coś sensownego, podzielę się chociaż dobrą wyszukiwarką. Dlaczego jest dobra? Ponieważ za każde wyszukiwanie jeden cent wędruje na zbożny cel, który można wcześniej wybrać.

Zebrałam już prawie 18 dolarów - jak na moje "dochody" to wcale poważna suma:)

PS.A dziś jest ze mną trochę lepiej.

środa, 19 marca 2014

jest gorzej

Mam wrażenie, że "cofnęłam się w rozwoju". Czuję się tak, jak przed powrotem na leki.
Dziś - pierwszy raz w życiu - pomyślałam, że brak psów miałby pewne zalety. Np.nie musiałabym codziennie wstawać z łóżka...

Miałam dziś spotkać się z dr R. Udało mi się wstać, a ponieważ nie umyłam się i nie wyszłam z psami, dotarłam prawie na czas. Siedziałam w poczekalni nieco ponad godzinę, ale pani doktór nie było. Nie miałam siły rozmawiać z kimś innym, więc wróciłam do domu.

Ciekawe, czy przetrwam następne odstawienie leków...

piątek, 14 marca 2014

nie nadaję się i tyle!

Do normalnego życia, by było precyzyjniej.

Przez miesiąc nie zdobyłam transportu na mebel, który b.by mi się przydał. Szukałam więc chętnych do odbioru tego szczęścia. Niby znalazłam, ale... nie wiem, czy sprawa wypali... Może za chaotycznie piszę, za dużo piszę, za głupio piszę...

Nie nadaję się do takich spraw. B.chciałabym, żeby to wszystko się skończyło...

czwartek, 6 marca 2014

tylko sny

To jedyny pozytywny element w moim beznadziejnym życiu. W snach nic nie boli, można się poruszać płynnie i szybko. Wszystko jest takie, jak powinno być.

A rzeczywistość* skrzeczy.

Być może mój organizm po prostu nie lubi antybiotyków (wychodzę z wrednej infekcji). Może to tylko to. Czuję się tak, jakbym odstawiła moje leki. Bolą mnie stawy, wciąż mi zimno i źle, a grawitacja znowu jest podkręcona na maxa. Kolebię się ulicą i marzę o tym, by położyć się pod płotem i więcej nie wstać. No i ta porażająca siła snu - jak za czasów opipramolu:( Wczoraj poszłam spać wcześnie (jak na mnie), prawie na pewno przed drugą. Nie nastawiałam budzika, bo gdzieś wsiąkł. Obudziłam się po w pół do pierwszej, czyli spóźniłam się do niby-pracy (choć zrezygnowałam z mycia - kolejny objaw). Spacery z psami, pójście po wodę i przed piątą byłam w domu, położyłam się i na cztery godziny zapadłam w szczęśliwy niebyt.

Może powinnam zwiększyć dawkę?

e: to pospolitość skrzeczy, oczywiście, ale niestety rzeczywistość bywa pospolita :P

wtorek, 4 marca 2014

uch:(

Moja lekarka subtelnie sugeruje powrót na terapię grupową:(((

Uzasadnia to tym, że po ustabilizowaniu się nie-bardzo-złego nastroju, dobrze jest wprowadzić pewną rutynę.

Cóż, ma rację.

Tylko, że nie jestem ustabilizowana, mój nastrój (który i tak mnie nie obchodzi) jest taki jak zwykle, no i nie jest to rutyna, o której marzę.

Pociesza mnie tylko to, że - chyba - nie mogę chodzić na terapię nie będąc ubezpieczoną;)

środa, 19 lutego 2014

psychobrednie

Po dłuższej przerwie (brak netu) znowu reklama Tomasza Witkowskiego. Tym razem, na zachętę, kilka psychologicznych "mitów" z "Zakazanej psychologii 2". Dla uzasadnienia (opartego na badaniach naukowych) należy zajrzeć do książki;)

Składniki "mitu wczesnego dzieciństwa":
"1.Osobowość człowieka kształtuje się pod wpływem doświadczeń z wczesnego dzieciństwa.
2.Problemy psychiczne są spowodowane przeżyciami z dzieciństwa.
3.Efektywna terapia zależy od tego, na ile uda się przepracować problemy z dzieciństwa.
Żadne z tych przekonań nie jest prawdziwe (...), natomiast wszystkie bardzo mocno tkwią w świadomości nie tylko zwykłych ludzi, ale również wykształconych psychologów."

NIE MA DOWODÓW, że istnieją (ale terapeuci żyją wszak z wmawiania ludziom, że coś jest z nimi nie tak):
Syndrom DDA
Współuzależnienie

NIE MA DOWODÓW, że działają:
metoda Simontona (Witkowski nazywa ją wdzięcznie "tyranią pozytywnego myślenia";)

oraz, wykorzystywane w terapii dzieci:
metoda Domana-Delagado
kinezjologia edukacyjna (metoda Dennisona)
terapia więzi (UWAGA, ofiary śmiertelne!!!)
metoda Vojty
a także... delfinoterapia (jej skuteczność w leczeniu autyzmu jest cokolwiek dyskusyjna).

Naprawdę warto przeczytać tę książkę:)

sobota, 28 grudnia 2013

dobre wieści:)

Od tygodnia mam buproprion+citalopram. Koleżanka obiecała rok lekowego "sponsoringu".

Niesamowite, jak mocno to na mnie podziałało - sprzątałam! Przez 3 dni mało nie odrobiłam miesięcznych zaległości;)

Skutek uboczny: pewnie będę więcej pisać.

poniedziałek, 9 grudnia 2013

wola

D. nie jest (w moim niefachowym odczuciu) chorobą psychiczną, nerwową czy umysłową. To po prostu uwiąd woli. Jeśli prawdą jest, że wolna wola odróżnia nas od zwierząt, d. odczłowiecza.
ZTCW, każde działanie (poza czystą fizjologią) poprzedza decyzja. Np.umyć garnki czy jednak nie? Wyjść czy zostać w domu? Jeśli wybiera się siłą bezwładu, to jakby się wcale nie podejmowało decyzji. Skutek? Człek jest głodny, ale nie je, bo nie ma jak przygotować posiłku. Ostatnimi czasy musiałam wyrzucić sporo jedzenia, bo nie miałam siły go ugotować czy choćby oskrobać:(((

"Oślina pośród jadła - z głodu padła".

niedziela, 24 listopada 2013

jutro trzecia rocznica...

...pierwszej wizyty u dr R. To naprawdę świetna lekarka <3

Może uda mi się kiedyś do niej wrócić...

Póki co, jeszcze żyję:(

poniedziałek, 4 listopada 2013

beznadzieja

Bo nawet gdybym miała 150 zł miesięcznie więcej, pewnie wydałabym to na jedzenie - może trochę lepsze. Ostatnio było śmiesznie, kasa skończyła się w październiku, ale miałam nadzieję, że pożyczę piątaka na bazarze i dostanę coś na kredyt (bycie stałą klientką - od 30 lat! - b.się opłaca;). Niestety, spędziłam u uczennicy więcej czasu niż planowałam i... Ale daliśmy radę przetrwać.

Co nie zmienia faktu, że nie chcę "przetrwywać"..

sobota, 2 listopada 2013

:(

Nie vviem, po co to vvszystko. To i tak nie ma sensu...

środa, 30 października 2013

nie piszę ostatnio, bo...

a)mam problem z komputerem. M.in.bojkotuje literę na początku vvinogron.
b)nic ciekavvego się nie dzieje - po prostu jest coraz gorzej:(

poniedziałek, 21 października 2013

powrót do niemowlęctwa;)

O ile się orientuję, małe dzieci dużo śpią. Rozsądne istotki! Idę w ich ślady. Ostatni raz czułam się podobnie jak teraz, gdy kilkanaście lat temu przyjmowałam opipramol.
Sytuacja w ogóle była zabawna, bo nie wiem, czemu mi go przepisano. Poszłam do neurologa z drętwych przyczyn (drętwiało mi znienacka np.pół ciała) i dostałam właśnie to.
Cóż, nie polecam. Reakcja: spanie ok.15 godzin na dobę. Z drugiej strony, my, śpiochy, nie potrzebujemy wiele, aby zapaść w letarg... Z trzeciej strony, gdyby inni ludzie (a zwłaszcza filmowcy;) mieli takie sny, też by spali namiętnie:D Moja podświadomość zasługuje na Oskara:)))

PS.Jeszcze 2 dni biletu miesięcznego. Ciekawe, czy czegoś uda mi się dokonać...

poniedziałek, 14 października 2013

nuda

Świadomość, że lepiej nie będzie, może być tylko gorzej... Jutro będzie takie, jak zwykle - niedane, znów coś zawalę... Po co próbować? Po co się męczyć? I tak przecież nic nie robiąc przez cały dzień, jestem znużona.
Nie, nie sądzę, że wstawałabym z łóżka, gdyby nie psy, a i one muszą mieć do mnie anielską cierpliwość...

Optymistyczny (sic!) akcent na zakończenie: troszkę sprzątałam "zagrożona" miłym gościem. Z wizyty nic nie wyszło (schrzaniłam sprawę, bo jakżeby inaczej), ale odkryłam, że stół w kuchni nadal istnieje! I zdrapałam z niego resztki ciasta pierniczkowego z ostatniego BN ;)))

piątek, 4 października 2013

Marynika to ja :(

A ona śpi i śpi, doprawdy, jak na złość,

tak może spać i spać, i nigdy nie ma dość.

Już słychać wre robota w lesie,

nie śpij, obudźże się,

Maryniko, Maryniko.

czwartek, 3 października 2013

jeszcze...

Jeszcze wstaję z łóżka, jeszcze czasem próbuję gotować (jeśli jest co;), jeszcze czytam, choć nic trudnego... Ale jak długo?

Jasne, wiem, że zawsze chodzi o przetrwanie JEDNEGO dnia, niemniej jednak ludzkie stwory robią plany, robią zapasy, planują przyszłość... Jeśli nie ma nic do planowania, robi się jakoś łyso, bo po co wstawać? Jutro - prawdopodobnie - jakoś przebiduję, co potem? Gdyby nie psy i nie to, że nie mam żadnych leków w domu, pewnie próbowałabym się... uspokoić. Tak jak te 12-14 lat temu, kiedy wzięłam 11-krotną dawkę uspokajacza. Ziołowego, więc skutków nie było (jak łatwo zgadnąć, straciłam wtedy serce do fitoterapii;). Łykanie tabletek jest najłatwiejsze. Przeszło 20 lat temu próbowałam swoich sił z nożem, ledwie zadrapanie...

Nie mam siły, aby żyć, nie mam siły, by się zabić - niezbity dowód (gdyby do czegoś był potrzebny) na to, że jestem żałosna...

poniedziałek, 30 września 2013

"Zakazana psychologia" - kilka cytatów

Autor, Tomasz Witkowski, jest doktorem psychologii. I pisze tak (pogrubienia moje):

"Rozpoczynałem swoje studia z wiarą, że psychologia potrafi wiele rzeczy wyjaśnić. Wielokrotnie wiara ta była poddawana ogromnej próbie przez hochsztaplerów różnej maści... Dzisiaj nierzadko wstydzę się tego, że jestem psychologiem. Wstydzę się, ponieważ przedstawiciele mojego zawodu na całym świecie nadużywają swojej pozycji, a zarzuty stawiane badaniom psychologicznym lub terapiom, z jakimi często się spotykam, muszę uznać za słuszne i spuścić ze wstydem głowę. Nie chcę przez całe życie czuć się jak członek grupy oszustów i naciągaczy, a niejednokrotnie przynależność do tej grupy zawodowej do tego się sprowadza."

"jeśli możesz, omijaj terapeutów szerokim łukiem. Powodów jest naprawdę wiele.(...)
Pierwszy powód mojej nieufności tkwi już w sformułowaniu terapii i jej naturze. [psychoterapia polega na pomaganiu] ludziom w modyfikowaniu osobistych cech, takich jak uczucia, wartości*, postawy i zachowania, które są oceniane jako nieprzystosowawcze."
"Rozmarzywszy się nieco, załóżmy, że znaleźliśmy terapeutę, którego system wartości jest zgodny z naszym własnym i zdecydowaliśmy się rozpocząć terapię. Czy coś jeszcze może nam grozić? Niestety tak. (...) uzależnienie od terapii (...)brak medycznego przygotowania terapeutów (...) nierzadkie są sytuacje, kiedy terapia przynosi negatywne skutki i znaczne pogorszenie stanu pacjenta (...) Pacjent udający się na terapię ma również dość duże szanse(...), że będzie molestowany seksualnie"

[nie da się ukryć, miałam szczęście, bo nie ucierpiałam na psychoterapii;) Tyle, że nic nie pomogła]

NAPRAWDĘ POLECAM TĘ KSIĄŻKĘ!




sobota, 28 września 2013

gorzej i gorzej

Jestem coraz bardziej nieżywa, śpię w dzień, w nocy i pomiędzy, w domu entropia wzrasta wykładniczo, lada dzień będę się bała wejść do kuchni;)

A z pozytywów: przeczytałam "Zakazaną psychologię" T.Witkowskiego - mowy nie ma, żebym wróciła do psychoterapii! (więcej napiszę następnym razem).

czwartek, 26 września 2013

higiena

A raczej jej brak.
Biorąc pod uwagę moją dziecięcą nerwicę natręctw (mycie rąk) i późniejszą "obsesję" (mycie włosów), stan obecny jest wręcz śmieszny. Dobrze, że sama mieszkam, bo trudno by było ze mną wytrzymać;)
Tyle energii potrzeba do mycia, a przeważnie ledwie jest siła by wstać z łóżka. No i to wieczne nieplanowane zasypianie... Potem człowiek się budzi i zastanawia, po co właściwie...

wtorek, 17 września 2013

:(

Pogoda na długie spacery + brak czasu (zawiniony) = źle

niedziela, 15 września 2013

...

To wszystko nie ma sensu...

czwartek, 5 września 2013

wypłakać się muszę

Nie zwykłam płakać, naprawdę, ale.. Alternatywą byłoby powieszenie się, przynajmniej honorowe.
Dlaczego jestem tak głupia? Przecież było oczywiste, że nie dam rady.
Dostałam tłumaczenie ze słuchu, mój komputer nie otwiera mp4, trzeba to zrobić online, a połączenie siada co chwila. Może zresztą całkiem wysiąść, od dwu miesięcy nie płaciłam rachunków. Klawiatura - jak zwykle - się nie słucha. No i ja - totalna beznadzieja.

Śmierci!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

poniedziałek, 2 września 2013

cytacik na pociechę


"Osoby leniwej nie boli jej lenistwo, pesymista żyje w zgodzie ze swoim pesymizmem. Dystymik tymczasem ma ciągłe wrażenie, że to nie jest jego świat, że pesymizm spłynął na niego nieuczciwie, a każdy nieprzepracowany dzień jest stratą i chciałby żyć inaczej, ale... nie może tego zrobić. Pomimo ukrytej ambicji, jego plany życiowe nie istnieją, a życie towarzyskie i zawodowe - jeżeli w ogóle jakieś jest - się nie układa.

Nierozpoznana i nieleczona dystymia może trwać przez całe życie i kształtować rzeczywistość chorego oraz jego najbliższych. Tak naprawdę człowiek z czasem przyzwyczaja się, smutek, brak motywacji i chęci wydają mu się już czymś normalnym, częścią jego osobowości - sporadycznie używana nazwa "depresyjne zaburzenie osobowości" doskonale obrazuje ten stan."

Źródło

różnica między R i S

Uważam, że jest ogromna.

Myśli "rezygnacyjne" - to najzwyklejsze pragnienie śmierci, naturalne jak głód czy potrzeba snu. Czy są tacy, którzy ich nie mają?

Myśli samobójcze sensu stricto miewam rzadko. Chciałabym wierzyć, że powodem tego jest wiara i przyzwoitość, ale chyba raczej tchórzostwo. Jeszcze jako dziecko doświadczyłam, że niełatwo krzywdzić siebie celowo. Instynkt samozachowawczy?

Jeśli ktoś mógłby westchnąć za mnie, o koniec, byłabym wdzięczna.

środa, 21 sierpnia 2013

pogoda dla biegaczy;)

No dobrze, chodziarzy - moje kolana nie uznają biegania.

Na termometrze 15 stopni, niebo rozkosznie zachmurzone, deszcz pada i pada, trudno mi usiedzieć w domu.

Nie wiem, kto to wymyślił, że depresantom wychodzi na zdrowie słoneczna pogoda, ale albo ów gość był idiotą, albo nie mam depresji. Howgh!

czwartek, 1 sierpnia 2013

rozwiązywanie problemów:)

Dzisiaj pozytywnie:)

Może mało odkrywcza, ale - wydaje mi się - dość dobra technika. Zaczerpnęłam ją z książki "Jak pokonać bulimię?" z tej samej serii, co poprzednia tu wspomniana. Autorki (McCabe, McFarlane, Olmsted) sugerują tę metodę jako sposób na radzenie sobie z autoagresją, co nie należy do moich głównych problemów, ale w innych sytuacjach również "rozpisanie" tego, co człowieka dręczy może pomóc. W gruncie rzeczy, robiłam coś podobnego nie raz PRZED przeczytaniem tej książki (podobnie jak wielu ludzi - pisanie pomaga uporządkować rzeczywistość, może dlatego zaistniała blogosfera? ;), ale ta wersja jest bardziej wyczerpująca. W OBU znaczeniach;)

Arkusz rozwiązywania problemów

1. Zrób listę problemów. Wypisz problemy, z którymi obecnie się zmagasz (małżeńskie, rodzinne, towarzyskie, finansowe, zdrowotne, związane z pracą czy szkołą, zamieszkaniem i kwestiami prawnymi):


2. Wybierz jeden problem, którym chcesz się zająć w pierwszej kolejności (widok długiej listy może być trudny do zniesienia, więc pamiętaj, że powinnaś zajmować się nimi po kolei, warto zacząć od tego, co ci najbardziej doskwiera).


3. Wyznacz cel. Jak wyglądałoby twoje życie bez tego problemu? Co robiłabyś inaczej? Powinnaś jak najdokładniej sprecyzować swoje zamierzenia; cel powinien być też możliwy do zrealizowania.


4. Wymyśl jak najwięcej możliwych sposobów osiągnięcia celu. Nie oceniaj ich na razie, tylko zapisz wszystko, co ci przyjdzie do głowy.


5. Wybierz rozwiązanie. Przejrzyj wszystkie, które wymyśliłaś i dokonaj wyboru. Jeśli masz z tym problemy, spróbuj rozwiązać wady i zalety każdej opcji.


6. Opracuj plan. Jak zamierzasz wprowadzić w życie to rozwiązanie? Jakie kroki musisz poczynić? Dokładnie je określ.


7. Wprowadź plan w życie. Zacznij działać według opracowanego planu.


8. Oceń wyniki. Po zrealizowaniu planu zastanów się nad tym, jakie przyniósł skutki. Czy osiągnęłaś zamierzony cel? Czy może musisz wypróbować inne rozwiązanie? Czy napotkałaś jakieś przeszkody? Jeśli twoje działania zakończyły się powodzeniem, czy jesteś już gotowa rozpocząć pracę nad kolejnym problemem, poczynając od punktu drugiego?


Tak, wiem, że to nie takie proste, zwłaszcza dla depresanta, czyli kogoś, kto ma problemy z podejmowaniem decyzji, wytrwałością, koncentracją itd. Dlatego proponuję drobną modyfikację - zacznij od najmniejszego, najłatwiejszego problemu. Idź małymi kroczkami. Nie napiszę "na pewno się uda", bo nie jestem aż taką kretynką;) Ale BYĆ MOŻE się uda. Nie dowiesz się, póki nie spróbujesz:D

piątek, 26 lipca 2013

...

Dziś krótko, tylko malutki sznurek do ciekawego bloga. Polecam!

czwartek, 25 lipca 2013

szczęście płodowe (z R w kółeczku)

Takie sobie ukułam określenie na moje usposobienie, samopoczucie, czy jak to tam nazwać.
Depresanci nie mają obowiązku być nieszczęśliwymi (aczkolwiek z drugiej strony, SP podważa diagnozę;). Tylko to szczęście jest trochę kulawe. Dziecko w brzuchu ma wszystko, czego mu potrzeba, ale wcześniej czy później musi wyjść. Nie ma zmiłuj się...
Ze mną też (niemal) wszystko jest w porządku, dopóki nie muszę wyjść z domu, zrobić zakupów, zarobić na zakupy, znaleźć pracy... Być może trafienie szóstki w totka pomogło by na wszystko:))) A może nie.

środa, 24 lipca 2013

mam dość.

Cóż, nic nadzwyczajnego. Ale to, że zdarzyło mi się dziś płakać, JEST nietypowe, ponieważ żywię dla tego zajęcia najgłębszą pogardę.
Nie mam siły do tej mojej nędzy; do ludzi, którym się wydaje, że wszystkich stać na bilety autobusowe, do dziur w pamięci (kilkakrotnie już "przedłużałam książkę", której po prostu nie mogę nigdzie znaleźć); do teoretyczności decyzji (co z tego, że "zdecydowałam" o zrobieniu badań czy operacji, jak i tak tego nie zrobię?); do wstawania z łóżka (po co? No po co???).

Tych, którzy tu zajrzą, proszę o modlitwę o śmierć dla mnie - jak najszybciej.

czwartek, 18 lipca 2013

tęsknota za trumną;)

Jeśli można tęsknić za czymś, czego się nie zna, oczywiście.

Wczoraj rozkoszowałam się leżeniem w domu (już zaczęłam pisać "siedzeniem", ale to nie byłaby prawda). Cicho, chłodno, spokojnie, żadnych ludzi w zasięgu wzroku, cudowna samotność... No trumna jak nic:D

czwartek, 11 lipca 2013

słabo mi...

...i to mnie wkurza, rzecz jasna. Jeśli wierzyć ciśnieniomierzowi, jest OK. No to dlaczego? Falvit łykam, myślę, że anemii nie mam. Brałam pod uwagę sprawy tarczycowe, ale poczytałam o objawach i mi nie pasuje. Zależności pogodowej też nie widzę. Kardiologia albo hipochondria...

PS.Jestem na tropie. Ciśnienie wprawdzie prawidłowe, ale puls nędzny (chociaż nie wiem, czy 55 zasługuje już na zaszczytną nazwę bradykardii;) Przy okazji, polecam ciekawą stronę dla anglojęzycznych.

poniedziałek, 8 lipca 2013

terapia grupowa

Cóż... Osobiście nie polecam.

Jedyne w miarę sensowne wskazanie w tym kierunku to przeświadczenie o własnej wyjątkowości... Idź i dowiedz się, że inni mają tak samo. Odkrywcze jak nie wiem, co :P

Prawdę powiedziawszy, nie mam nic wspólnego z ludźmi, których poznałam na terapii (dla porządku: chodziłam na t.psychodynamiczną). Było to ciekawe doświadczenie, owszem. Jeśli masz czas i chęć, być może warto tego doświadczyć, ale słowo "terapia" jest tu dla mnie nadużyciem.

PS.Czy wspominałam już, że w ogóle nie wierzę w psychoterapię? ;)

środa, 3 lipca 2013

:(((

Miałam tak skromne plany na popołudnio-wieczór, ale i tak zawaliłam...

Po co w ogóle robić plany? I tak jestem jak plankton bezwolna... Tylko że plankton ma swoje miejsce w przyrodzie, jest pożyteczny, inne stworzenia mogą się nim pożywić, no i fitoplankton produkuje tlen. Człowiek nawet w trumnie się marnuje:(

...

Myślę, że powinnam pisać częściej. Jeśli ten blog komuś ma kiedyś pomóc (jedyny sens, jaki widzę w pisaniu)...

Ostatnio nie działo się nic szczególnego, no, może poza odkryciem z dziedziny teologii (piekło nie jest takie straszne jak moja doczesność;) oraz dalszym kapcanieniem. Powoli dochodzę do wniosku, że renta nie była by może takim złym pomysłem... Tyle, że najpierw trzeba wrócić do leczenia i znów wszystko rozbija się o kasę.

poniedziałek, 27 maja 2013

zostało więc nas troje........

Przez cały dzień nie mogłam się zmobilizować, żeby zgarnąć króliczego trupka, to teraz mam. Konkretnie, mam zgagowate mdłości:( Przypuszczam, że to nawrót wrzodów żołądka. Zbieram dolegliwości jak znaczki pocztowe dla P. - tylko, że ze znaczków jest przynajmniej jakiś pożytek...

sobota, 18 maja 2013

uporczywa terapia?

Zastanawiam się ostatnio, czy to dobrze, że Dobrzy Ludzie mi pomagają... Gdyby nie to, byłoby po mnie, zapewne, ale czy jest sens marnować środki na studnię bez dna?

***

Nie mam siły... Przetrwanie dnia jest bardzo trudne. Zrobienie czegoś więcej graniczy z niemożliwością:(((

środa, 1 maja 2013

jeszcze żyję...

Z dobrych wiadomości: póki co, przestałam miesiączkować. Jupi! Tylko tak dalej, precz z jedzeniem (zawsze mówiłam, że to mieszczański przesąd;)

Ze złych wiadomości: żarcia niet. Dla ścisłości, jest siano i jabłka, królikowi wystarczy. TUSZĘ, że użebrzę trochę psiej karmy na kredyt (jeśli przychodnia będzie otwarta w "święto"). Mix jabłek z mąką powinien być jadalny dla istoty ludzkiej, mam nadzieję.

Drugi dzień leżę w łóżku. Zawszeć to jakieś rozwiązanie problemu energii, pardon, braku energii. Dziś (no dobrze, wczoraj, choć blogowy zegar coś kręci) zwlekłam się na trzy godziny, żeby zanieść PITa (jedynie 13 przystanków, ale myślałam, że padnę - trochę ostatnio kuleję).

PS.Miałam napisać już dawno i zupełnie o czymś innym, ale komputer nawala, a obecnie nie mam siły - może napiszę w rocznicę:P

sobota, 13 kwietnia 2013

-----------------------

Ciekawe, może wszyscy tak mają? Wdech-wydech, um-rzeć, um-rzeć...

Ale tylko mięczaki chodzą po lekarzach, zamęczają sobą innych...

Wiem, że życie to obowiązek, przeważnie także przyjemność (jedyna, gdzie wyglądam końca;). Wiem. Rozumowo się zgadzam. Tylko jestem zmęczona:(

niedziela, 7 kwietnia 2013

nie jest źle... to bardzo podejrzane;)

Ostatnio jestem w najlepszej formie od wielu miesięcy. Nie wiem, skąd mi się to wzięło.

Hipotezy robocze są dwie...

wtorek, 5 marca 2013

sama nie wiem...

2-3 dni było lepiej, ale zastanawiam się, czy nie ma to związku z sytuacją finansową po prostu. Jeśli nie bardzo mamy co jeść i w dodatku szanse na kasę więdną z dnia na dzień, trudno jest być w formie.

niedziela, 24 lutego 2013

źle

Źle
źle
źle
źle
źle
źle
źle
źle
źle
źle

środa, 20 lutego 2013

miałam dzisiaj wizytę...

Nie dotarłam.
To wszystko zwyczajnie nie ma sensu.
W tej chwili jestem na krawędzi mojej wiotkiej wytrzymałości psychicznej, nie wiem, co jest poza nią.
"Pracuję" tyle, ile jestem w stanie. Gdyby to było możliwe, przestałabym. Wychodzenie z domu to koszmar. W sumie, co za różnica - i tak nie starcza na życie.

Brakuje mi tu bardzo wymownych emotek;)

czwartek, 14 lutego 2013

poniedziałek, 11 lutego 2013

jeszcze żyję:S

Minęły dwa tygodnie od odstawienia. Wciąż codziennie wstaję z łóżka. Jem mniej więcej normalnie. No, może więcej;) Ale w mojej sytuacji problem z pożywieniem ma inną genezę, niezależnie od tego, co mogą sobie wyobrażać lekarze. Jeśli przetrwam, prawdziwe zaburzenia (binge eating disorder zapewne) mam jak w banku.

Gorzej z higieną i innymi przesądami:(((

Niemniej jednak, wciąż żyję...

sobota, 26 stycznia 2013

dzień drugi

Tak, jest gorzej. Większa potrzeba końca niż zwykle.
Z drugiej strony, kilka drobnych problemów i padam, normalka.
Nie pamiętam, czy kiedyś było inaczej...

niedziela, 20 stycznia 2013

:(((

Nawet mój własny pies mnie olewa. Uciekł cztery godziny temu. Kiedy rzucam coś do jedzenia, częstuje się, ale nie daje się złapać.
Zjadł już chyba wszystkie świństwa w okolicy, obwarczał się z sąsiadem, może kogoś przestraszył...

sobota, 12 stycznia 2013

...

Odstawiam leki. Zobaczymy, jaki będzie skutek z blogowego punktu widzenia - częstsze wpisy czy wcale?
W sumie nie wydaje mi się, aby ktoś mógł odnieść korzyść z mojego pisania, więc nie ma sensu marnować paliw kopalnych;)

poniedziałek, 10 grudnia 2012

:(

Czegoś mi brak, coś dziś jest nie tak, jak powinno...

poniedziałek, 26 listopada 2012

2 lata temu...

...wróciłam do terapii.

W ostatniej chwili, można powiedzieć. Jeszcze wstawałam z łóżka, ale z coraz większym trudem.

Przez te dwa lata zaczęłam pracę i skończyłam pracę; schudłam, utyłam i przestałam się ważyć; dostałam zaświadczenie o niepełnosprawności i nic z niego nie mam...
Innymi słowy, wszystko w normie;)

środa, 14 listopada 2012

Numb...

...to dobre słowo, pasuje do tego wszystkiego -> "Numb" Linkin Park

Evanescence też to ładnie ujęli.

Że nie wspomnę o Metallice... Lekko licząc, co trzeci kawałek sprawia wrażenie napisanego w trakcie epizodu. Z drugiej strony, "St.Anger" parę razy mnie ratował - to śmieszne, że kawałek o facecie, który się wiesza, ma w sobie tyle życia;)

Dzięki Ci, Boże, za ciężką muzę:)))

Zmiany...

Zdaje się, miałam przywidzenia, wcale nie jest tak dobrze:(

Fizycznie - tak, tak fantastycznie dawno nie było; ale za to psychika kwiczy. Czuję się trochę jak Chameleon Piersa Anthony'ego - tak źle i tak niedobrze.

Teoretycznie wiem, co powinnam zrobić. Zawsze pomaga. Tylko ten niechciej, który mnie gnębi...

Odgrażałam się, że zwiększę dawkę (he, he, poprzednio jak zwiększyłam, nie zawracałam sobie głowy odgrażaniem się, czyli chyba jest lepiej;).

Błędne koło, brudne naczynia zarastają pleśnią (naprawdę!), chociaż bardzo lubię zmywać.


Zaczęłam pisać powyższe, kiedy poczułam potęgę modlitwy:D Wstałam, jakby coś mnie pociągnęło za kark, i poszłam zmywać:D

Tylko trudno o kogoś, kto by się modlił nieustannie:( Wygoniony demon wrócił... Z kumplami...





wtorek, 6 listopada 2012

Oj, kiepsko ze mną...;)

Bardzo podejrzana sprawa. Od przeszło tygodnia jestem całkiem żywa (jak na mnie;). Zwlekam się z łóżka (NIE TWIERDZĘ, że o poranku), robię coś w domu (aczkolwiek z niedowierzania trochę niedużo, bo obawiam się, że cholera dopadnie mnie w trakcie)...
To chyba stan patologiczny!

piątek, 26 października 2012

Z porad praktycznych...;)

Jak czytać?
Otóż, żeby tekst był widoczny, trzeba przesuwać go do góry, żeby był na najciemniejszym tle. Zdjęcie jest za piękne, żeby je zasłaniać:D

niedziela, 21 października 2012

Technicznie...

Chciałam uzupełnić profil, ale nie bardzo pamiętam, co mnie interesuje:(
No i trudno wymienić wszystkie książki... Ale kiedyś postaram się stworzyć listę przynajmniej pierwszej setki;)

wtorek, 16 października 2012

Nici ze snu...

...trzeba wyekspediować P. do domu, do Stanów. To znaczy: zaopatrzyć w odpowiednią ilość lektur, słodyczy i psiej sierści;) Obawiam się, że zajmie mi to czas do rana. Ale jak wrócę z lotniska...

Chyba jestem wyrodną siostrą:(

Wyjście z depresji

Jakie są pierwsze znaki ostrzegawcze, które świadczą o tym, że czeka cię gwałtowne pogorszenie samopoczucia?
Wycofanie. Brak aktywności. Zniechęcenie. Niepokój. Brak apetytu. Mdłości. Negatywne nastawienie. Całkowita utrata zainteresowania otoczeniem. Żałowanie wcześniej podjętych decyzji. Uczucie, że nikt mnie nie rozumie. Unikanie ludzi. Wrażenie niezdarności, upuszczanie przedmiotów. Płaczliwość.


Inne oznaki nadchodzącej depresji, które udało ci się dostrzec:
Chcę się schować, do domu jak najprędzej. Jeśli jestem w domu, nie wychodzić, nie odbierać telefonu itd.

niedziela, 7 października 2012

Ciąg dalszy (zapewne) nastąpi...

...teraz jestem zbyt zmęczona sobą, aby "kopiować i wklejać". Ludzki umysł nie został stworzony do zajmowania się sobą.
Coś ładnego dla odpoczynku:)

Doświadczanie depresji

Wszystko jest beznadziejne. Jestem do niczego. Najchętniej stale bym spała. Brak mi energii. Czuję się skrajnie wyczerpana. Brak mi motywacji. Jestem powolna. Jestem przygnębiona. Łatwo wpadam w złość. Czuję się samotna i opuszczona (czasami). Mam trudności z koncentracją. Czuję się brzydka. Nie potrafię normalnie funkcjonować. Nie chcę nikogo widzieć. Odczuwam napięcie. Czuję się obciążona. Chcę stracić świadomość. Czuję się jak zakurzona brudna szyba. Czuję się bezradna. Chcę umrzeć! Jestem nieudacznikiem. Mam nadwagę. Czuję wewnętrzną martwotę i otępienie. Nie potrafię się pozbierać. Nienawidzę siebie (czasami). Mam kłopoty zdrowotne. Chcę zwinąć się w kłębek i przestać istnieć. Wszystkim zawadzam. Nie potrafię podejmować decyzji. Czekam, aż coś się zdarzy. Jestem brudną plamą, zaburzeniem, zniekształceniem, ciężarem dla innych. Nie mam siły żyć. Nikomu nie ufam. I nikomu nie jestem potrzebna. Świat byłby lepszy, gdyby mnie na nim nie było. Skurcz żołądka. Mdłości. Ból głowy. Ból żołądka. Ból kończyn. Niskie ciśnienie. Ucisk w klatce piersiowej. Uczucie ciężkości kończyn. Mam kłopoty z oddychaniem. Mam wrażenie, że krew przestaje płynąć. Jest gęsta i obrzydliwa. Nie mam czym oddychać. Jest mi zimno, bardzo, bardzo zimno.

To zdanie jest genialne:

Nie możesz zapominać o tym, że jeśli twoja terapia ma być skuteczna, musisz uznawać ją za właściwą. Czy masz wrażenie, że istnieje plan leczenia, który możesz swobodnie zaakceptować i który proponuje właściwy sposób podejścia do twoich zaburzeń? Chyba tak. Jeśli tak, to, na czym polega ten plan? Wellbutrin + ew. jakiś SSRI. Porozmawiać z dr R. o sensowności dalszej psychoterapii. Mój pomysł alternatywny: naturoterapia (dużo snu, słońce, cisza, rośliny&zwierzęta) oraz intensywne życie duchowe.

Wziąć sprawy w swoje ręce

Jakimi słowami lekarze określili twoją przypadłość? Dystymia, depresja, zaburzenia odżywiania. A jak sama nazwałabyś to, co ci dolega? Niedojrzałość, nieradzenie sobie z życiem, lenistwo, łakomstwo. Jak sądzisz, co może być przyczyną twoich zaburzeń? Wrodzone problemy z synapsami. Grzech pierworodny. Dlaczego tak sądzisz? Ponieważ zawsze tak było. Nie miałam też w dzieciństwie żadnej traumy, którą można by za to obwiniać. No, chyba, że bycie dziwadłem (nieakceptowanym przez rówieśników). Ale co tu jest skutkiem, a co przyczyną?

Pierwszy krok

Opisz swoje własne doświadczenia związane z wahaniami nastroju oraz ich wpływ na twoje życie.
Nic mi się nie chce. Nic mnie nie obchodzi. Jestem wiecznie senna, zmęczona, choć nic takiego nie robię. Często jestem cała obolała. Mam problemy z pamięcią, zwłaszcza krótkoterminową oraz z koncentracją. Podejmowanie decyzji zajmuje mi mnóstwo czasu; nie jestem pewna sensowności decyzji już podjętych. Zawaliłam studia. Nie jestem w stanie podjąć dobrze płatnej pracy. Wciąż pasożytuję na innych.
W jakiej dziedzinie czujesz się dobra? W żadnej. Ale jestem dość znośna w: czytelnictwie, tłumaczeniach, szaradziarstwie, dietetyce, uczeniu się języków (o ile nie jest b. źle), uczeniu gramatyki angielskiej, słuchaniu ludzi.
Wypisz swoje najbardziej znaczące osiągnięcia. Zdanie matury i dostanie się na studia. Długie lata studiów. Certyfikaty. Kilkakrotne znalezienie pracy. Schudnięcie. Uniknięcie nałogów. Utrzymanie się (i psów) przy życiu.

M.E.Copeland, "Jak wygrać z depresją?"

Zasadniczo nie wierzę w psychoterapię, zwłaszcza w przypadku zaburzeń endogennych. Wolę się leczyć po swojemu. Książka p.Copeland (potwornie amerykańska;) trochę mi w tym pomaga. Oto moje notatki na niej oparte (w kilku postach, ponieważ nie opanowałam jeszcze sztuki tworzenia akapitów;)

środa, 3 października 2012

Zdjęcia - www.strykowski.net Piękne zdjęcie "psiej bidy"

piątek, 28 września 2012

Po co?

Bardzo długo myślałam, że blogi tworzą ekshibicjoniści, przyznaję bez bicia;) Później raz i drugi usłyszałam o kimś sensownym, kto bloguje - byłam raczej zdziwiona. Potem zajrzałam tu i tam. Ale tak do końca przekonała mnie dopiero Pani Łyżeczka, bo najlepiej czyta mi się to, co na papierze:) Powoli zaczynałam myśleć o pisaniu... No ale o czym? Wszak nie mam czym się podzielić:( Niedawno zaczęłam systematyzować swoją "walkę" z depresją. Może to się komuś przyda? Kilka obserwacji doświadczonej nie-pełno-sprawnej.
To moje patrzenie przez palce to przyglądanie się światu zza zasłony. Z ukrycia. W oderwaniu. Moja walka z chorobą, która - być może - jest tylko złudzeniem kilku lekarzy. Powrót do normalności, o ile była kiedyś jakaś normalność...
Zaczynam...