Tak bardzo męczy.
Ten tydzień w sumie nie był zły - zarobiłam 30zł, drugie 30 pożyczyłam. I co z tego? Żeby te pieniądze miały wartość 60zł, potrzeba zacząć od zera, a tak - wrzucam grosze do studni bez dna :(
Obecnie mam 3zł. Jeśli uda mi się wyjść z domu, mogłabym dokupić pieczywo do parówek z wczoraj (2 posiłki). Mam jeszcze ryż (czuję się, jakbym wyżerała psom karmę ;), przyprawy i cukier, więc przebiduję po poniedziałku.
Bawię się myślą kupienia zakładu LOTTO - trafienie piątki pewnie by mi pomogło ;)
Mój pies przeżywa, jak sądzę, załamanie nerwowe :( OK, biegunka może mieć inne powody, ale zachowuje się również nietypowo. Nie wiem, czy powodem jest nadmiar psów w domu (od lutego przez większość czasu tymczasujemy), czy ich wiek (szczenięta są b.męczące, nie tylko dla mnie), czy moje załamanie - B.jest wyjątkowo empatycznym stworzeniem.
sobota, 16 lipca 2016
sobota, 9 lipca 2016
odcięta od świata
Znowu.
Plus: oszczędzam paliwa kopalne ;)
Zamierzam napisać po kilka postów na różne blogi i wlepić je w pon. po południu, kiedy znowu będę gościć u koleżanki. O ile nie zaśpię, jak dziś.
Hipersomnia jest śmieszna - śpisz cały dzień i całą noc i jeszcze mógłbyś spać :)
Plus: oszczędzam paliwa kopalne ;)
Zamierzam napisać po kilka postów na różne blogi i wlepić je w pon. po południu, kiedy znowu będę gościć u koleżanki. O ile nie zaśpię, jak dziś.
Hipersomnia jest śmieszna - śpisz cały dzień i całą noc i jeszcze mógłbyś spać :)
wtorek, 5 lipca 2016
p.o.jedzenia ;)
W tym roku mam duże zużycie cukru - dostałam od Szlachetnej Paczki 10kg, dałam koleżance tylko 2, a już mi dawno wyszedł. Dziś poratowała mnie taż koleżanka połową paczki, mogę więc jeść cukier i zapijać go gorzką herbatą.
Nie upieram się, że to bardzo odżywcze, ale w końcu zdrową dietę wymyślili ludzie, którzy mają za dużo pieniędzy :P
Nie upieram się, że to bardzo odżywcze, ale w końcu zdrową dietę wymyślili ludzie, którzy mają za dużo pieniędzy :P
niedziela, 3 lipca 2016
sobota, 2 lipca 2016
tradycyjnie...
...nie radzę sobie z niczym.
W soboty miałam uczyć koleżankę w ramach wolontariatu (brakuje mi go bardzo) - znowu zaspałam. Czas wyjść z suczą na spacer, ale najpierw trzeba by "wysadzić" szczeniaki - nie są zainteresowane siusianiem/kupcianiem (za wyjątkiem Nini, która potrzebę załatwiła przed wyjściem z "kojca"). Jestem głodna i śpiąca - przynajmniej na to drugie mogłabym coś poradzić, ale czekam na odzew od koleżanki (telefon zawsze wie, kiedy nie powinien się rozładować, zresztą z nią nie sposób wymienić tylko dwa słowa, więc unikam dzwonienia ;) - właściwie zawsze unikam dzwonienia, do wszystkich :P ).
Słonecznie, ale nie tak gorąco jak było wcześniej - dobra pogoda na sprzątanie...
e:E.napisała, przemówiłyśmy się na poniedziałek. Pogoda ma ponoć być bardziej znośna, zaraz idę z suczą, smażę śniadanie (śniło mi sięniedawno, że odkryłam idealne proporcje wegańskich placków, niestety, w realu nie ma tak dobrze) i idę sprzątać.
W soboty miałam uczyć koleżankę w ramach wolontariatu (brakuje mi go bardzo) - znowu zaspałam. Czas wyjść z suczą na spacer, ale najpierw trzeba by "wysadzić" szczeniaki - nie są zainteresowane siusianiem/kupcianiem (za wyjątkiem Nini, która potrzebę załatwiła przed wyjściem z "kojca"). Jestem głodna i śpiąca - przynajmniej na to drugie mogłabym coś poradzić, ale czekam na odzew od koleżanki (telefon zawsze wie, kiedy nie powinien się rozładować, zresztą z nią nie sposób wymienić tylko dwa słowa, więc unikam dzwonienia ;) - właściwie zawsze unikam dzwonienia, do wszystkich :P ).
Słonecznie, ale nie tak gorąco jak było wcześniej - dobra pogoda na sprzątanie...
e:E.napisała, przemówiłyśmy się na poniedziałek. Pogoda ma ponoć być bardziej znośna, zaraz idę z suczą, smażę śniadanie (śniło mi sięniedawno, że odkryłam idealne proporcje wegańskich placków, niestety, w realu nie ma tak dobrze) i idę sprzątać.
piątek, 24 czerwca 2016
zwierzątkowo
Jak powszechnie wiadomo, jestem b.przewidująca, sprytna i jeszcze jakaś.
Miałam zamiar wprowadzić zasadę, że ew.chętny do tymczasowania poza tym, co oczywiste, zapewnia dobre pożywienie mojemu stadu - żeby wynagrodzić im czas poświęcony tymczasowiczom (tymczasowanie za pieniądze jest be i fuj, ale za karmę może być;)
W nocy przyjechała do mnie sucz ze szczeniakami. Póki co, "objadają" moje psy...
***
Wczoraj wygrzebałam najostatniejsze, pamiątkowe 5 dolarów kanadyjskich. Najpierw poszłam do biletomatu na przystanku koło domu, żeby sprawdzić, czy nie zostało mi coś na karcie, ale był zepsuty, przyjmował tylko gotówkę. Poszłam do kantoru i do następnego przystanku - automat się zawiesił. Z warkotem poszłam jeszcze dalej - zepsuty, przyjmuje jedynie karty, a na karcie nic nie mam. Wróciłam do domu nieżywa, a moja szczurzyca jest wciąż sierotą :(
***
Sieroctwo bardzo szczury frustruje - przedwczoraj zamordowała mysz!!! Zdekapitowała ją i pożarła głowę, mimo że jest weganką. Skutek: nie dość, że potrzebuję towarzystwa dla pojedynczej szczurzycy, to i dla pojedynczej myszy :P
***
Chyba czas zacząć pisać bloga zwierzątkowego ;)
Miałam zamiar wprowadzić zasadę, że ew.chętny do tymczasowania poza tym, co oczywiste, zapewnia dobre pożywienie mojemu stadu - żeby wynagrodzić im czas poświęcony tymczasowiczom (tymczasowanie za pieniądze jest be i fuj, ale za karmę może być;)
W nocy przyjechała do mnie sucz ze szczeniakami. Póki co, "objadają" moje psy...
***
Wczoraj wygrzebałam najostatniejsze, pamiątkowe 5 dolarów kanadyjskich. Najpierw poszłam do biletomatu na przystanku koło domu, żeby sprawdzić, czy nie zostało mi coś na karcie, ale był zepsuty, przyjmował tylko gotówkę. Poszłam do kantoru i do następnego przystanku - automat się zawiesił. Z warkotem poszłam jeszcze dalej - zepsuty, przyjmuje jedynie karty, a na karcie nic nie mam. Wróciłam do domu nieżywa, a moja szczurzyca jest wciąż sierotą :(
***
Sieroctwo bardzo szczury frustruje - przedwczoraj zamordowała mysz!!! Zdekapitowała ją i pożarła głowę, mimo że jest weganką. Skutek: nie dość, że potrzebuję towarzystwa dla pojedynczej szczurzycy, to i dla pojedynczej myszy :P
***
Chyba czas zacząć pisać bloga zwierzątkowego ;)
poniedziałek, 20 czerwca 2016
troszkę niefajnie :(
Tak jakby mi się pogarsza. B.odczuwam potrzebę Asyst.ON, ale obecnie nie mam ani orzeczenia, ani pieniędzy, więc mogę sobie pofiukać.
Potrzebuję wsparcia. Nie mam na nie szansy. Rozważam stworzenie "imaginary asistant", ale mam lęki i moczenia nocne, że nie skończy się to dobrze :-S
Potrzebuję wsparcia. Nie mam na nie szansy. Rozważam stworzenie "imaginary asistant", ale mam lęki i moczenia nocne, że nie skończy się to dobrze :-S
czwartek, 16 czerwca 2016
a co tam!
Znowu zaspałam i nie poszłam do mojej lekarki :( Ale nie martwię się przesadnie, w końcu i tak nie biorę leków :P Na badanie krwi jest chyba za wcześnie. Więc luzik. Muszę tylko jutro do niej zadzwonić, żeby nie myślała, że nie żyję :)
wtorek, 14 czerwca 2016
oops, I didn't do it again!
[nie dość, że żaden słodki ciężar na mnie nie leży, wreszcie dorobiłam się myszy; komputerowej;)]
Od jakiegoś czasu chodzi po mnie post o wdzięcznym tytule "konie i psy". Właściwie już zaczęłam go pisać, kiedy okazało się, że trochę na niego za wcześnie :P
Dawno, dawno temu, kiedy zaczynałam blogowanie pisałam o książce M.E.Copeland "Jak wygrać z depresją?". Miałam szczery zamiar "przerobić" ją tutaj (coś, co wielokrotnie robiłam w realu), ale jakoś mi nie wyszło (jak zwykle).
A więc wracam. Od jutra, obecnie mam doła :(
Od jakiegoś czasu chodzi po mnie post o wdzięcznym tytule "konie i psy". Właściwie już zaczęłam go pisać, kiedy okazało się, że trochę na niego za wcześnie :P
Dawno, dawno temu, kiedy zaczynałam blogowanie pisałam o książce M.E.Copeland "Jak wygrać z depresją?". Miałam szczery zamiar "przerobić" ją tutaj (coś, co wielokrotnie robiłam w realu), ale jakoś mi nie wyszło (jak zwykle).
A więc wracam. Od jutra, obecnie mam doła :(
sobota, 11 czerwca 2016
nie mogę pisać...
...sucz leży mi na prawej ręce. Za 10 godzin pojedzie do domu stałego, więc nie chcę jej zrzucać ;)
A tyle pomysłów na posty mam, no :D
A tyle pomysłów na posty mam, no :D
wtorek, 7 czerwca 2016
-
Lęków póki co nie mam. Za to jestem rozdrażniona (jak na mnie). Boję się, że uszkodzę jakieś niesforne szczenię :(
e:wróc to tempo :( Od dwu dni idę do lecznicy wet., w której wiszę kasę. Chwilowo mogę oddać, przynajmniej część. Dziś już nie pójdę, za pół godziny zamykają, a to daleko :(
Ech, przydałby mi się Asystent ON.
e:wróc to tempo :( Od dwu dni idę do lecznicy wet., w której wiszę kasę. Chwilowo mogę oddać, przynajmniej część. Dziś już nie pójdę, za pół godziny zamykają, a to daleko :(
Ech, przydałby mi się Asystent ON.
poniedziałek, 6 czerwca 2016
glany rządzą!
Przez 2 tygodnie byłam zbyt zmęczona, by wiązać sznurowadła, wychodziłam więc z domu prawie zawsze w kapciach. Wydawałoby się, że podróbka crocsów powinna się sprawdzać również w plenerze.
Nie sprawdziła się.
Siniaki, otarcia, kulawizna...
Wykrzesałam więc z siebie resztki sił i powróciłam do normalnych butów. Dwa dni później czuję się bardziej "sobą". These legs were made for walkin' :D
A dziś było sporo łażenia. W ramach uczenia szczeniaków spacerowania, wyszłam z każdą osobno w asyście B., żeby pokazał, co się robi na dworze ;) Smarkate wiedzą już, że się siusia i kupcia, ale poza tym tylko by się gryzły :)
Lekko licząc, jakieś trzy godziny chodzenia przez "cały dzień" (od południa do jakiejś 23).
Rozpiera mnie energia, nie? Nic dziwnego, wróciłam do witaminek z żeńszeniem. Ciekawe, kiedy zaczną się napady lęku? :P
Nie sprawdziła się.
Siniaki, otarcia, kulawizna...
Wykrzesałam więc z siebie resztki sił i powróciłam do normalnych butów. Dwa dni później czuję się bardziej "sobą". These legs were made for walkin' :D
A dziś było sporo łażenia. W ramach uczenia szczeniaków spacerowania, wyszłam z każdą osobno w asyście B., żeby pokazał, co się robi na dworze ;) Smarkate wiedzą już, że się siusia i kupcia, ale poza tym tylko by się gryzły :)
Lekko licząc, jakieś trzy godziny chodzenia przez "cały dzień" (od południa do jakiejś 23).
Rozpiera mnie energia, nie? Nic dziwnego, wróciłam do witaminek z żeńszeniem. Ciekawe, kiedy zaczną się napady lęku? :P
czwartek, 2 czerwca 2016
leżę i nie kwiczę
Finansowo i psychicznie ciut lepiej, somatycznie - wciąż b.źle :(
Boję się wychodzić z domu, by nie zemdleć na ulicy. Boję się, że przewrócę się i zmiażdżę szczeniaka :( Prawie nic nie robię, bo nie mam siły.
Boję się wychodzić z domu, by nie zemdleć na ulicy. Boję się, że przewrócę się i zmiażdżę szczeniaka :( Prawie nic nie robię, bo nie mam siły.
wtorek, 31 maja 2016
leniwa niedziela...
Szczeniaki zostały zaczipowane, wróciłyśmy w samo południe, ale udało mi się nie skonać z gorąca. Wieczorem rozsądnie stwierdziłam, że pójdę do najchłodniejszego kościoła w okolicy ;) Jednak zestaw: odstawienie leków, okres i niedojadanie wystarczył :( Całą Mszę przesiedziałam w kąciku, a potem powlokłam się do koleżanki mieszkającej opodal, żeby poratowała mnie podpaskami i cukierkami. Wracałam od niej straaasznie długo...
****
Nędza b.mnie męczy :( Co zarobię 10 zł, już ich nie mam. Jasne, człowiek jest w stanie tak żyć, ale co to za życie? Ostatnia torebka Liptona i zastanawianie się, czy wypić herbatę teraz, czy po wstaniu, a może w środę, kiedy idę do podopiecznej? Brak kremu do ciała? Niby nic, ale po 2-3 dniach moja felerna skóra zaczyna swędzieć.
Chyba tylko wygrana w totka może mnie uratować. Tyle że nie gram, bo mnie nie stać :P Tylu ludziom wiszę kasę, że to po prostu w głowie się nie mieści. Co mogłabym sprzedać, co ma jakąkolwiek wartość? Czy półwieczne sztućce są więcej, czy mniej warte od współczesnych? "Kryształy"? Kolekcje?
W sumie najlepiej byłoby sprzedać mieszkanie ;))) Jedyna rzecz, która na pewno ma jakąś zauważalną wartość - parę lat temu wyceniono je na 160 tysięcy, jeśli dobrze pamiętam. Ale nie jestem w stanie (i nie chcę!) się przeprowadzać.
****
Nędza b.mnie męczy :( Co zarobię 10 zł, już ich nie mam. Jasne, człowiek jest w stanie tak żyć, ale co to za życie? Ostatnia torebka Liptona i zastanawianie się, czy wypić herbatę teraz, czy po wstaniu, a może w środę, kiedy idę do podopiecznej? Brak kremu do ciała? Niby nic, ale po 2-3 dniach moja felerna skóra zaczyna swędzieć.
Chyba tylko wygrana w totka może mnie uratować. Tyle że nie gram, bo mnie nie stać :P Tylu ludziom wiszę kasę, że to po prostu w głowie się nie mieści. Co mogłabym sprzedać, co ma jakąkolwiek wartość? Czy półwieczne sztućce są więcej, czy mniej warte od współczesnych? "Kryształy"? Kolekcje?
W sumie najlepiej byłoby sprzedać mieszkanie ;))) Jedyna rzecz, która na pewno ma jakąś zauważalną wartość - parę lat temu wyceniono je na 160 tysięcy, jeśli dobrze pamiętam. Ale nie jestem w stanie (i nie chcę!) się przeprowadzać.
wtorek, 24 maja 2016
-
Dół. Albo czas tracenia złudzeń.
W domu dwie siksy tak mnie zajmują, że zapominam o niejedzeniu ;)
W domu dwie siksy tak mnie zajmują, że zapominam o niejedzeniu ;)
sobota, 21 maja 2016
czekam...
Za półtorej godziny mają włączyć ciepłą wodę (nie było jej od wtorku). Czuję się niedomyta ;)
PS.Od poniedziałku NAPRAWDĘ zacznę pisać CODZIENNIE, howgh!
PS.Od poniedziałku NAPRAWDĘ zacznę pisać CODZIENNIE, howgh!
środa, 18 maja 2016
"realność jest taka, że..."
...jest kiepsko.
Ten rok bije wszelkie rekordy w niskości moich zarobków. Wyliczyłam, że miesięcznie mam tyle, ile w lepszych czasach za półtorej godziny(!). Oczywiście, pomagają mi liczni dobrzy ludzie :)
Wellbutrinu nie mam od półtora tygodnia, Citabax biorę w kratkę. Rachunki mam popłacone do lutego włącznie. Konto zajęte za niepłacenie abonamentu RTV.
Poza tym, mam poważną anemię, podobno wskazany byłby szpital (he, he!). Mam preparaty żelaza od zacnych Koleżanek, dużo śpię i staram się zdrowo odżywiać (miejsce na atak śmiechu).
***
Jeżeli, zacny nieistniejący Czytelniku, szukasz kogoś do nauki angielskiego, opieki nad zwierzem bądź mycia okien - daj znać :)
e: zapomniałam, że mam długi u weta - 150zł, czyli ok.3 miesięcy spacerowania z moją jedyną obecnie podopieczną :(
Ten rok bije wszelkie rekordy w niskości moich zarobków. Wyliczyłam, że miesięcznie mam tyle, ile w lepszych czasach za półtorej godziny(!). Oczywiście, pomagają mi liczni dobrzy ludzie :)
Wellbutrinu nie mam od półtora tygodnia, Citabax biorę w kratkę. Rachunki mam popłacone do lutego włącznie. Konto zajęte za niepłacenie abonamentu RTV.
Poza tym, mam poważną anemię, podobno wskazany byłby szpital (he, he!). Mam preparaty żelaza od zacnych Koleżanek, dużo śpię i staram się zdrowo odżywiać (miejsce na atak śmiechu).
***
Jeżeli, zacny nieistniejący Czytelniku, szukasz kogoś do nauki angielskiego, opieki nad zwierzem bądź mycia okien - daj znać :)
e: zapomniałam, że mam długi u weta - 150zł, czyli ok.3 miesięcy spacerowania z moją jedyną obecnie podopieczną :(
poniedziałek, 16 maja 2016
Minnesocka Masakra Piłką do Igelitu
Dawno nie pisałam, bo zajmuje mnie dobijająca rzeczywistość (ale to temat na oddzielnego posta).
Kilka tygodni temu pisałam Minnesota Multiphasic Personality Inventory (moja wersja nazwy bardziej mi się podoba;).
Namęczyłam się nieźle, bo - wbrew Wikipedii - kazano mi unikać opcji "nie wiem". Niektóre zdania są dość idiotycznie sformułowane. "Większość ludzi jest taka a taka" - łomatko, a czy ja znam większość ludzi?! (Boże, uchowaj!). Albo "Widzę zwierzęta, których inni nie dostrzegają" - no cóż, jestem przyrodnikiem :) "Jestem zadowolony ze swojego życia seksualnego" - z czego?
Wyniki nie były jakoś szczególnie interesujące. Nie wiem tylko, czy dobrze usłyszałam: mam charakter czy osobowość schizoidalną?
Zastanówmy się nad definicjami z Wiki.
"Charakter schizoidalny kształtuje zakłócenie bezpieczeństwa w wieku niemowlęcym.[mit determinizmu dziecięcego!] Przyjmuje się, że źródłem poczucia przerażenia jest niewłaściwa opieka rodzicielska: oschła, nieempatyczna i tworząca w świadomości dziecka poczucie bycia znienawidzonym, niechcianym. [cóż, na pewno byłam "nieplanowana"; niechciana częściowo też, ale jakiż ma to związek z poczuciem?] Dziecko, aby przetrwać taką wewnętrzną wizję opiekuna (od którego w dodatku jest w pełni zależne) może zareagować tylko wycofaniem się, rozdwojeniem, co następnie prowadzi do zablokowania ekspresji życiowej.
Postawa osoby dorosłej: Nacechowana jest lękiem, konfliktowością w relacjach interpersonalnych, postawą unikową. Osoba bywa autodestruktywna [a kto nie bywa?] i ma trudności z samooakceptacją. Ma kłopoty z tworzeniem trwałych kontaktów z innymi ludźmi [a może inni mają te kłopoty? :P] oraz z kontaktami intymnymi. Osoba taka pozostaje w oddzieleniu od własnego self [od czego?!] i bez kontaktu z innymi ludźmi. Osoba cierpi na chroniczne napięcie mięśni i stawów. [to akurat prawda, osoba cierpi;)] Jest to osoba ekstremalnie wrażliwa na wszelkie przejawy szorstkości ze strony środowiska,[no tak, nie cierpię suchego powietrza i nadmiaru światła ;)] która nie potrafi na stałe angażować się w dowolne zajęcie czy relację.
(...)
Zdania skryptowe jakie "nosi w umyśle" i które charakteryzują życiową postawę, przyjmują postać patogenicznych przekonań, jak np.:
Nie mam prawa istnieć [może byłoby lepiej, gdybym nie istniała, ale nie powiedziałabym, że nie mam prawa]
Świat jest zły i tylko zło może mnie spotkać [nie jest!]
Coś ze mną nie tak, jestem nienormalny [a o czym innym jest ten artykuł?]
Gdybym wciąż się nie kontrolował to mógłbym oszaleć i skrzywdzić innych ludzi [nie kontroluję się, niestety]
Zagrażam najbliższym, więc będę samotny [ee...]
Życie jest nieistotne, ważne są metafizyka i to co poza życiem doczesnym. [słyszał kto o metafizyce bez życia? :O]
Osoba taka trwa w społecznym zawieszeniu, [cóż, trwam, nie da się ukryć] w poczuciu izolacji a chroniczne przerażenie wciąż w niej istniejące przykrywa prymitywną, tłumioną wściekłością. Umysłowo zazwyczaj są to osoby bardzo sprawne, przy czym dotyczy to generalnie myślenia abstrakcyjnego, gdyż inteligencja społeczna często nie jest zintegrowana ze stłumionymi emocjami i w związku z tym jest upośledzona."
"Osobowość schizoidalna – typ osobowości cechujący się tendencją do izolowania się, niewytwarzania silnych związków oraz wycofywania się z kontaktów emocjonalnych i społecznych, uznawania ich za niepotrzebne. [brzmi znajomo]Przy dużej wewnętrznej wrażliwości wyrażanie uczuć jest ograniczone, co powoduje pozorny chłód i dystans uczuciowy. Pacjentów ze schizoidalnym zaburzeniem osobowości nie obchodzą ani pochwały, ani nagany. Często występuje u nich poczucie osamotnienia i niezrozumienia przez otoczenie, podejrzliwość, niemożność odczuwania przyjemności.[uff, na szczęście nie :)] Osoby cierpiące na to zaburzenie na ogół działają samotnie, często żyją w świecie marzeń i fantazji, są ambitne, [ani ciut!]skłonne do introspekcji, [blog mógłby tego dowodzić, ale chyba za rzadko piszę ;)] ekscentryczne.
Zaburzenie to jest rzadkie w stosunku do innych zaburzeń osobowości i obejmuje mniej niż 1% populacji, częściej występuje u mężczyzn. [dwa razy bardziej elitarne niż Mensa - to chyba nie dla mnie; o ile wiem, nie jestem też mężczyzną]
Ludzie z osobowością schizoidalną są często wycofani, chłodni i obojętni, co powoduje problemy w kontaktach z innymi ludźmi. Większość osób z tym rozpoznaniem ma kłopot z ustanowieniem relacji lub wyrażaniem swoich uczuć. W trudnych sytuacjach mogą pozostawać bierni. [w łatwych też, myślałam, że to lenistwo :P] Bywa, że ich komunikacja z innymi ludźmi jest obojętna lub lakoniczna. Z powodu ograniczonej komunikacji z innymi nie są w stanie stworzyć poprawnego obrazu tego jak funkcjonują oni w odniesieniu do innych osób.
Uważa się, że obraz taki jest istotny dla samoświadomości i możliwości oceny swoich własnych działań w obrębie sytuacji społecznych. R.D. Laing sugeruje, że niedobór rzeczywistych kontaktów z innymi, może powodować, że obraz ten staje się pusty, ulotny, co prowadzi osoby schizoidalne do poczucia nierealności (sztuczności świata).[to nic niezwykłego]
Gdy ich przestrzeń osobista jest naruszona, czują się one przytłoczone, odczuwają potrzebę uwolnienia się i pozostania niezależnym. Ludzie z osobowością schizoidalną preferują relacje, w których partner nie wymaga od nich bliskości emocjonalnej. Nie unikają oni ludzi jako takich, lecz emocji (zarówno pozytywnych jak i negatywnych) oraz bliskości uczuciowej. [nie wydaje mi się, aby unikanie emocji było w ogóle możliwe]
Oznacza to, że osoby schizoidalne są w stanie tworzyć relacje oparte na poziomie intelektualnym, fizycznym, rodzinnym, zawodowym lub wspólnych czynnościach, dopóki nie wymagają one bliskości emocjonalnej. Donald Winnicott wyjaśnia to zachowanie twierdząc, że osoby schizoidalne "preferują relacje oparte na swoich własnych zasadach". W przypadku gdy nie udaje im się tego osiągnąć, preferują samotność." [100% zgody]
Strasznie długi ten artykuł, więc już tylko kilka punktów:
"Kryteria diagnostyczne DSM-IV
- brak ochoty na zawieranie bliskich związków oraz czerpanie z nich przyjemności, wliczając w to bycie członkiem rodziny [brak ochoty na czerpanie przyjemności? nie mam :)]
- niemal ciągłe wybieranie zajęć samotniczych [wygodniej czyta się w domu niż w autobusie]
- małe – o ile jakiekolwiek – zainteresowanie doświadczeniami erotycznymi z innymi ludźmi [czy ci diagności słyszeli kiedyś o etyce katolickiej?]
- czerpanie przyjemności z niewielu – o ile jakichkolwiek – rodzajów zajęć [zdecydowanie się nie zgadza :)]
- brak bliskich przyjaciół lub powierników innych niż bezpośredni krewni [hm]
- wrażenie bycia obojętnym na pochwały czy krytyki wygłaszane przez innych [b.się staram o tę "obojętność"]
- okazywanie chłodu emocjonalnego, dystansu lub spłaszczonej uczuciowości" [nieee, moja uczuciowość jest raczej wypukła ;)]
Wnioski?
No dobrze, może i mam tę całą "osobowość". I co z tego? Nie chcę być leczona z osobowości. W sumie podobnie mówiła moja poprzednia lekarka, dr S. - problem z dystymią polega na tym, że trudno stwierdzić, gdzie się kończy choroba, a zaczyna osobowość.
A może to jednak Zespół Aspergera?
Ponoć na Nowowiejskiej mają jakiegoś speca, może się z nią spotkam...
Kilka tygodni temu pisałam Minnesota Multiphasic Personality Inventory (moja wersja nazwy bardziej mi się podoba;).
Namęczyłam się nieźle, bo - wbrew Wikipedii - kazano mi unikać opcji "nie wiem". Niektóre zdania są dość idiotycznie sformułowane. "Większość ludzi jest taka a taka" - łomatko, a czy ja znam większość ludzi?! (Boże, uchowaj!). Albo "Widzę zwierzęta, których inni nie dostrzegają" - no cóż, jestem przyrodnikiem :) "Jestem zadowolony ze swojego życia seksualnego" - z czego?
Wyniki nie były jakoś szczególnie interesujące. Nie wiem tylko, czy dobrze usłyszałam: mam charakter czy osobowość schizoidalną?
Zastanówmy się nad definicjami z Wiki.
"Charakter schizoidalny kształtuje zakłócenie bezpieczeństwa w wieku niemowlęcym.[mit determinizmu dziecięcego!] Przyjmuje się, że źródłem poczucia przerażenia jest niewłaściwa opieka rodzicielska: oschła, nieempatyczna i tworząca w świadomości dziecka poczucie bycia znienawidzonym, niechcianym. [cóż, na pewno byłam "nieplanowana"; niechciana częściowo też, ale jakiż ma to związek z poczuciem?] Dziecko, aby przetrwać taką wewnętrzną wizję opiekuna (od którego w dodatku jest w pełni zależne) może zareagować tylko wycofaniem się, rozdwojeniem, co następnie prowadzi do zablokowania ekspresji życiowej.
Postawa osoby dorosłej: Nacechowana jest lękiem, konfliktowością w relacjach interpersonalnych, postawą unikową. Osoba bywa autodestruktywna [a kto nie bywa?] i ma trudności z samooakceptacją. Ma kłopoty z tworzeniem trwałych kontaktów z innymi ludźmi [a może inni mają te kłopoty? :P] oraz z kontaktami intymnymi. Osoba taka pozostaje w oddzieleniu od własnego self [od czego?!] i bez kontaktu z innymi ludźmi. Osoba cierpi na chroniczne napięcie mięśni i stawów. [to akurat prawda, osoba cierpi;)] Jest to osoba ekstremalnie wrażliwa na wszelkie przejawy szorstkości ze strony środowiska,[no tak, nie cierpię suchego powietrza i nadmiaru światła ;)] która nie potrafi na stałe angażować się w dowolne zajęcie czy relację.
(...)
Zdania skryptowe jakie "nosi w umyśle" i które charakteryzują życiową postawę, przyjmują postać patogenicznych przekonań, jak np.:
Nie mam prawa istnieć [może byłoby lepiej, gdybym nie istniała, ale nie powiedziałabym, że nie mam prawa]
Świat jest zły i tylko zło może mnie spotkać [nie jest!]
Coś ze mną nie tak, jestem nienormalny [a o czym innym jest ten artykuł?]
Gdybym wciąż się nie kontrolował to mógłbym oszaleć i skrzywdzić innych ludzi [nie kontroluję się, niestety]
Zagrażam najbliższym, więc będę samotny [ee...]
Życie jest nieistotne, ważne są metafizyka i to co poza życiem doczesnym. [słyszał kto o metafizyce bez życia? :O]
Osoba taka trwa w społecznym zawieszeniu, [cóż, trwam, nie da się ukryć] w poczuciu izolacji a chroniczne przerażenie wciąż w niej istniejące przykrywa prymitywną, tłumioną wściekłością. Umysłowo zazwyczaj są to osoby bardzo sprawne, przy czym dotyczy to generalnie myślenia abstrakcyjnego, gdyż inteligencja społeczna często nie jest zintegrowana ze stłumionymi emocjami i w związku z tym jest upośledzona."
"Osobowość schizoidalna – typ osobowości cechujący się tendencją do izolowania się, niewytwarzania silnych związków oraz wycofywania się z kontaktów emocjonalnych i społecznych, uznawania ich za niepotrzebne. [brzmi znajomo]Przy dużej wewnętrznej wrażliwości wyrażanie uczuć jest ograniczone, co powoduje pozorny chłód i dystans uczuciowy. Pacjentów ze schizoidalnym zaburzeniem osobowości nie obchodzą ani pochwały, ani nagany. Często występuje u nich poczucie osamotnienia i niezrozumienia przez otoczenie, podejrzliwość, niemożność odczuwania przyjemności.[uff, na szczęście nie :)] Osoby cierpiące na to zaburzenie na ogół działają samotnie, często żyją w świecie marzeń i fantazji, są ambitne, [ani ciut!]skłonne do introspekcji, [blog mógłby tego dowodzić, ale chyba za rzadko piszę ;)] ekscentryczne.
Zaburzenie to jest rzadkie w stosunku do innych zaburzeń osobowości i obejmuje mniej niż 1% populacji, częściej występuje u mężczyzn. [dwa razy bardziej elitarne niż Mensa - to chyba nie dla mnie; o ile wiem, nie jestem też mężczyzną]
Ludzie z osobowością schizoidalną są często wycofani, chłodni i obojętni, co powoduje problemy w kontaktach z innymi ludźmi. Większość osób z tym rozpoznaniem ma kłopot z ustanowieniem relacji lub wyrażaniem swoich uczuć. W trudnych sytuacjach mogą pozostawać bierni. [w łatwych też, myślałam, że to lenistwo :P] Bywa, że ich komunikacja z innymi ludźmi jest obojętna lub lakoniczna. Z powodu ograniczonej komunikacji z innymi nie są w stanie stworzyć poprawnego obrazu tego jak funkcjonują oni w odniesieniu do innych osób.
Uważa się, że obraz taki jest istotny dla samoświadomości i możliwości oceny swoich własnych działań w obrębie sytuacji społecznych. R.D. Laing sugeruje, że niedobór rzeczywistych kontaktów z innymi, może powodować, że obraz ten staje się pusty, ulotny, co prowadzi osoby schizoidalne do poczucia nierealności (sztuczności świata).[to nic niezwykłego]
Gdy ich przestrzeń osobista jest naruszona, czują się one przytłoczone, odczuwają potrzebę uwolnienia się i pozostania niezależnym. Ludzie z osobowością schizoidalną preferują relacje, w których partner nie wymaga od nich bliskości emocjonalnej. Nie unikają oni ludzi jako takich, lecz emocji (zarówno pozytywnych jak i negatywnych) oraz bliskości uczuciowej. [nie wydaje mi się, aby unikanie emocji było w ogóle możliwe]
Oznacza to, że osoby schizoidalne są w stanie tworzyć relacje oparte na poziomie intelektualnym, fizycznym, rodzinnym, zawodowym lub wspólnych czynnościach, dopóki nie wymagają one bliskości emocjonalnej. Donald Winnicott wyjaśnia to zachowanie twierdząc, że osoby schizoidalne "preferują relacje oparte na swoich własnych zasadach". W przypadku gdy nie udaje im się tego osiągnąć, preferują samotność." [100% zgody]
Strasznie długi ten artykuł, więc już tylko kilka punktów:
"Kryteria diagnostyczne DSM-IV
- brak ochoty na zawieranie bliskich związków oraz czerpanie z nich przyjemności, wliczając w to bycie członkiem rodziny [brak ochoty na czerpanie przyjemności? nie mam :)]
- niemal ciągłe wybieranie zajęć samotniczych [wygodniej czyta się w domu niż w autobusie]
- małe – o ile jakiekolwiek – zainteresowanie doświadczeniami erotycznymi z innymi ludźmi [czy ci diagności słyszeli kiedyś o etyce katolickiej?]
- czerpanie przyjemności z niewielu – o ile jakichkolwiek – rodzajów zajęć [zdecydowanie się nie zgadza :)]
- brak bliskich przyjaciół lub powierników innych niż bezpośredni krewni [hm]
- wrażenie bycia obojętnym na pochwały czy krytyki wygłaszane przez innych [b.się staram o tę "obojętność"]
- okazywanie chłodu emocjonalnego, dystansu lub spłaszczonej uczuciowości" [nieee, moja uczuciowość jest raczej wypukła ;)]
Wnioski?
No dobrze, może i mam tę całą "osobowość". I co z tego? Nie chcę być leczona z osobowości. W sumie podobnie mówiła moja poprzednia lekarka, dr S. - problem z dystymią polega na tym, że trudno stwierdzić, gdzie się kończy choroba, a zaczyna osobowość.
A może to jednak Zespół Aspergera?
Ponoć na Nowowiejskiej mają jakiegoś speca, może się z nią spotkam...
poniedziałek, 11 kwietnia 2016
no nie!
Jeszcze nie spłaciłam długu u weta, a czekają mnie następne stresy i wydatki. Znalazłam dziś u jednego zmoich szczurów guza :(
niedziela, 10 kwietnia 2016
-
Miesiąc bez kontaktu ze światem...
Fajnie było :D Ale ile teraz muszę nadrobić zaległości, ho, ho!
Mam nadzieję, że od jutra będę pisać codziennie, czy to na bloggerze, czy gdzie indziej. Przyda się, bo odwykłam od posługiwania się ludzką mową.
Fajnie było :D Ale ile teraz muszę nadrobić zaległości, ho, ho!
Mam nadzieję, że od jutra będę pisać codziennie, czy to na bloggerze, czy gdzie indziej. Przyda się, bo odwykłam od posługiwania się ludzką mową.
piątek, 4 marca 2016
co za dzień!
Ok. dziewiątej rano miałam się stawić z Suczą u weta. Stawiłyśmy się, ale p. dr się spóźniła, poprzedni pacjent długo siedział i weszłyśmy do gabinetu sporo po 10. Obeszło się bez znieczulania i szycia, za to potraktowano Sucz zszywaczem! :O Chirurgicznym podobno ;) Za to ja nie mogłam zrobić zakupów, więc trochę dziś żyję na głodniaka :(
Moje długo czekały na spacer, a gdy wreszcie przyszłam, znów wysiadła winda :(
Jeśli dodać do tego konieczność wyjścia z domu po resztki dla psów i posiniaczone przez abażur łydki, widać, że życie nie jest łatwe. Ale jeszcze żyję...
Moje długo czekały na spacer, a gdy wreszcie przyszłam, znów wysiadła winda :(
Jeśli dodać do tego konieczność wyjścia z domu po resztki dla psów i posiniaczone przez abażur łydki, widać, że życie nie jest łatwe. Ale jeszcze żyję...
czwartek, 3 marca 2016
ech...
Sucz dostała abażur na łeb, żeby nie rozlizywała rany. Niestety, czasem udaje jej się go zdjąć. Psy również są chętne do pomocy, więc jestem uwiązana w domu i nie wiem, czy będę mogła pójść spać :(
Mam nadzieję, że jutro zostanie na trochę u weta i kupię coś do jedzenia, bo będzie kiepsko :(
Mam nadzieję, że jutro zostanie na trochę u weta i kupię coś do jedzenia, bo będzie kiepsko :(
środa, 2 marca 2016
liczne osiągnięcia...
Zwlekłam się z łóżka po nieprzespanej nocy (mógł mieć z tym związek fakt, że obudziłam się wczoraj sporo po 16; mógł, ale nie musiał), wzięłam leki, zadzwoniłam do mojej lekarki z wiadomością, że chwilowo nie mogę przybyć (wielkim plusem psychiatrów jest przyzwyczajenie do wariatów;), a także umyłam się i przebrałam w czyste ubrania pierwszy raz od niedzieli. Czekam aż wyschną mi włosy, żeby wyjść z psami (Sucz stwierdziła, że nie będzie czekać i zsiusiała się w kącie).
Mam mnóstwo planów na dziś, głównie tych niezrealizowanych wczoraj i przedwczoraj.
Pasmatrim, uwidzim kak skazał slepoj...
Mam mnóstwo planów na dziś, głównie tych niezrealizowanych wczoraj i przedwczoraj.
Pasmatrim, uwidzim kak skazał slepoj...
poniedziałek, 29 lutego 2016
zaginął dziadek :(
Lubię orzechy.
Włoskie, laskowe i każde inne (przynajmniej każde, których próbowałam, pekanów chyba jeszcze nie).
Jak powszechnie(?) wiadomo, najzdrowsze są takie w skorupkach, bo żadne świństwo (szkodniki magazynowe, dziwne chemikalia) się do nich nie dostanie. Jesienią raz czy dwa kupiłam trochę orzechów włoskich u znajomej sadowniczki. Raz czy dwa je komuś oddałam. Przed Bożym Narodzeniem dostałam ze dwie garstki od sąsiadki... wciąż leżą w kącie.
W jakichś tajemniczych okolicznościach wsiąkł dziadek do orzechów. Nie widziałam go od co najmniej 3 miesięcy. Szuflady przeszukane, zajrzałam nawet za szafkę (czyn wymagający sporo siły fizycznej, bystrego wzroku i mnóstwo odwagi). Diabeł ogonem nakrył.
Zmywam właściwie codziennie, czasem więcej niż raz. Moja suszarka ma dwa "kubki" na sztućce, jeden od 30 lat używany do przechowywania trzepaczki, szczotki do butelek i innych dziwnych utensyliów. Właśnie odkryłam, że zaszył się wśród nich i dziadek... ;)
Włoskie, laskowe i każde inne (przynajmniej każde, których próbowałam, pekanów chyba jeszcze nie).
Jak powszechnie(?) wiadomo, najzdrowsze są takie w skorupkach, bo żadne świństwo (szkodniki magazynowe, dziwne chemikalia) się do nich nie dostanie. Jesienią raz czy dwa kupiłam trochę orzechów włoskich u znajomej sadowniczki. Raz czy dwa je komuś oddałam. Przed Bożym Narodzeniem dostałam ze dwie garstki od sąsiadki... wciąż leżą w kącie.
W jakichś tajemniczych okolicznościach wsiąkł dziadek do orzechów. Nie widziałam go od co najmniej 3 miesięcy. Szuflady przeszukane, zajrzałam nawet za szafkę (czyn wymagający sporo siły fizycznej, bystrego wzroku i mnóstwo odwagi). Diabeł ogonem nakrył.
Zmywam właściwie codziennie, czasem więcej niż raz. Moja suszarka ma dwa "kubki" na sztućce, jeden od 30 lat używany do przechowywania trzepaczki, szczotki do butelek i innych dziwnych utensyliów. Właśnie odkryłam, że zaszył się wśród nich i dziadek... ;)
niedziela, 28 lutego 2016
coś dobrego na niedzielę
Dzięki mojej kochanej Nony odkryłam fajną stronę: http://freerice.com/ Można podszkolić się w angielskim czy łacinie, odświeżyć wiedzę geograficzną lub... tabliczkę mnożenia i wspomóc głodujących (podobno; mam nadzieję, że naprawdę).
Jedna poprawna odpowiedź w quizie = 10 ziarenek ryżu dla potrzebujących. Nie brzmi zbyt zachęcająco, ale gra niesamowicie wciąga - po kilku dniach zabawy od niechcenia uzbierałam 68160. Myślę, że to już kilka dobrych łyżek ;)
Podawajcie dalej, drodzy nieistniejący Czytelnicy!
Jedna poprawna odpowiedź w quizie = 10 ziarenek ryżu dla potrzebujących. Nie brzmi zbyt zachęcająco, ale gra niesamowicie wciąga - po kilku dniach zabawy od niechcenia uzbierałam 68160. Myślę, że to już kilka dobrych łyżek ;)
Podawajcie dalej, drodzy nieistniejący Czytelnicy!
terror-horror-marmelada
Czas wyjść z psami.
Zakładam obrożę i smycz Pierwszemu, zamknąwszy wcześniej Drugiego, bo 3 grzyby w barszcz to za dużo. Sucz siusia z przejęcia, więc jej nie ubieram, tylko wychodzę z Pierwszym. Okazuje się, że winda nie działa. Idziemy drugą klatką, a wracamy pieszo, ponieważ po remoncie nie mam kodu do drzwi.
Dziesiąte piętro.
Zostawiam w domu Pierwszego, zabieram Drugiego, Sucz i śrubokręt. Drugi odmawia współpracy na schodach (dwa piętra w górę do przejścia na drugą klatkę). Odstawiam go do domu i przechodzę z Suczą i śrubokrętem. Na dole wyciągam śrubokręt, niestety, śruby utrzymujące klamkę w miejscu mają łebki jak kajzerki, a śrubokręt wzięłam płaski :(
Nic to, zgarniam wycieraczkę i blokuję drzwi. Sucz odmawia współpracy w kwestii wydalniczej, oddalamy się trochę od bloku. Po powrocie odkrywam, że ktoś domknął drzwi :(
Rozważam ciche wybicie szyby...
Beznadziejnie próbuję raz jeszcze starego kodu... Działa! Poprzednim razem się pomyliłam, powinno być 260-4002 :D
Triumfalne wejście dwu smoczyc :D
Zakładam obrożę i smycz Pierwszemu, zamknąwszy wcześniej Drugiego, bo 3 grzyby w barszcz to za dużo. Sucz siusia z przejęcia, więc jej nie ubieram, tylko wychodzę z Pierwszym. Okazuje się, że winda nie działa. Idziemy drugą klatką, a wracamy pieszo, ponieważ po remoncie nie mam kodu do drzwi.
Dziesiąte piętro.
Zostawiam w domu Pierwszego, zabieram Drugiego, Sucz i śrubokręt. Drugi odmawia współpracy na schodach (dwa piętra w górę do przejścia na drugą klatkę). Odstawiam go do domu i przechodzę z Suczą i śrubokrętem. Na dole wyciągam śrubokręt, niestety, śruby utrzymujące klamkę w miejscu mają łebki jak kajzerki, a śrubokręt wzięłam płaski :(
Nic to, zgarniam wycieraczkę i blokuję drzwi. Sucz odmawia współpracy w kwestii wydalniczej, oddalamy się trochę od bloku. Po powrocie odkrywam, że ktoś domknął drzwi :(
Rozważam ciche wybicie szyby...
Beznadziejnie próbuję raz jeszcze starego kodu... Działa! Poprzednim razem się pomyliłam, powinno być 260-4002 :D
Triumfalne wejście dwu smoczyc :D
piątek, 26 lutego 2016
walka z nie-chce-misiem
Przyszedł mi do głowy fajny trik (już sprawdziłam w praktyce, jest skuteczny) na nastrój "nie chcę sprzątać, chcę owinąć się kocem i zapaść w niebyt czy inne fantazje".
Powiedziałam sobie: "no dobrze, ale najpierw zmyję naczynia, żeby ogrzały mi się ręce" (trochę u nas chłodno).
No i zmyłam. Zamiotłam. Schowałam. Wyrzuciłam. Posegregowałam.
Przypuszczam, że działa to tylko na lubiących zmywać ;)
e:korekta
Powiedziałam sobie: "no dobrze, ale najpierw zmyję naczynia, żeby ogrzały mi się ręce" (trochę u nas chłodno).
No i zmyłam. Zamiotłam. Schowałam. Wyrzuciłam. Posegregowałam.
Przypuszczam, że działa to tylko na lubiących zmywać ;)
e:korekta
czwartek, 25 lutego 2016
nie będę bezrobotna :P
Właśnie przeczytałam, jakie papierki należy dostarczyć do Urzędu Pracy.
osoba, która uzyskała absolutorium, lecz nie obroniła pracy dyplomowej oraz nie ma wyznaczonego terminu ewentualnej obrony, powinna do rejestracji dostarczyć zaświadczenie z uczelni o uzyskaniu absolutorium z informacją o niewyznaczonym terminie obrony pracy
Ha, ha.
wszystkie świadectwa pracy, zaświadczenia o okresach wykonywania innej pracy zarobkowej /umowa agencyjna, umowa zlecenie, umowa o dzieło oraz wszystkie inne dokumenty niezbędne do ustalenia ewentualnych uprawnień – oryginały
He, he.
Pracowałam w życiu legalnie w pięciu miejscach (chyba, że o czymś nie pamiętam). Na etat (no dobrze, pół), umowę-zlecenie, umowę o dzieło - lubię urozmaicenie. Nie mam siły biegać po byłych pracodawcach. Kiepsko się czuję ostatnio (fizycznie, chyba kardiologicznie). Za tydzień mam randkę z dr R. Miałam nadzieję być ubezpieczona :( Może jednak czas podjąć "męską decyzję"?
osoba, która uzyskała absolutorium, lecz nie obroniła pracy dyplomowej oraz nie ma wyznaczonego terminu ewentualnej obrony, powinna do rejestracji dostarczyć zaświadczenie z uczelni o uzyskaniu absolutorium z informacją o niewyznaczonym terminie obrony pracy
Ha, ha.
wszystkie świadectwa pracy, zaświadczenia o okresach wykonywania innej pracy zarobkowej /umowa agencyjna, umowa zlecenie, umowa o dzieło oraz wszystkie inne dokumenty niezbędne do ustalenia ewentualnych uprawnień – oryginały
He, he.
Pracowałam w życiu legalnie w pięciu miejscach (chyba, że o czymś nie pamiętam). Na etat (no dobrze, pół), umowę-zlecenie, umowę o dzieło - lubię urozmaicenie. Nie mam siły biegać po byłych pracodawcach. Kiepsko się czuję ostatnio (fizycznie, chyba kardiologicznie). Za tydzień mam randkę z dr R. Miałam nadzieję być ubezpieczona :( Może jednak czas podjąć "męską decyzję"?
niedziela, 21 lutego 2016
radzę sobie?
Kontynuuję czytanie bloga Dany White. Zapewne mogłabym spędzić czas pożyteczniej, np. sprzątając ;) I w (małych) przerwach tak robiłam. Pies, który przybył do nas pół roku temu i musiał gonić ogon w przedpokoju, wreszcie może oddawać się ukochanej rozrywce w pokoju zwanym szumnie "dużym". A zakręt korytarza, od kilku LAT tarasowany przez kolejne pokolenia kartonowych pudeł znienacka odzyskał przyrodzoną szerokość.
Tuż przed tą niedzielą przez godzinę zamiatałam, zmywałam, porządkowałam i czyściłam.
Dom wciąż wygląda jak wyjątkowo zaniedbany chlew.
Ale jest odrobinę lepiej :)
Odrobinę lepiej to lepiej, nawet jeśli tylko odrobinę.
I tego będę się trzymać :)
Tuż przed tą niedzielą przez godzinę zamiatałam, zmywałam, porządkowałam i czyściłam.
Dom wciąż wygląda jak wyjątkowo zaniedbany chlew.
Ale jest odrobinę lepiej :)
Odrobinę lepiej to lepiej, nawet jeśli tylko odrobinę.
I tego będę się trzymać :)
środa, 17 lutego 2016
diagnoza?
Przeżywam "kryzys diagnostyczny". Tzn. znowu podejrzewam, że źle mnie zdiagnozowano, jestem całkiem zdrowa i odczepcie się ode mnie.
Niemniej jednak jestem doświadczoną domniemaną dystymiczką (w skrócie DDD) i nie odstawiam leków. O. A przynajmniej jeszcze nie. Dziś, w każdym razie, wzięłam.
Następna wizyta u dr R. drugiego marca, muszę wziąć ze sobą jakąś kartkę cy cóś. I zapytać o diagnozę ZA (ostatnio rozmawiałam ze znajomym przez telefon, umówiliśmy się na spotkanie, a po dwu minutach wysłałam SMS-a z pytaniem: gdzie i kiedy się widzimy?).
Wiem, że potrzebuję rutyny, ale na wiedzy się kończy. Potrzebuję pracy (w tym roku zarobiłam 230 zł, z czego 150 dostałam od owego znajomego 2 dni temu - jest cokolwiek dramatycznie), ale nie mam na nią siły. Potrzebuję się umyć (znów chodzę i śpię w tych samych łachach od kilku dni), ale j.w.
Czasami samotność nie jest błogosławieństwem. Czasami chciałabym porozmawiać. Rzadko. Ale się zdarza.
Niemniej jednak jestem doświadczoną domniemaną dystymiczką (w skrócie DDD) i nie odstawiam leków. O. A przynajmniej jeszcze nie. Dziś, w każdym razie, wzięłam.
Następna wizyta u dr R. drugiego marca, muszę wziąć ze sobą jakąś kartkę cy cóś. I zapytać o diagnozę ZA (ostatnio rozmawiałam ze znajomym przez telefon, umówiliśmy się na spotkanie, a po dwu minutach wysłałam SMS-a z pytaniem: gdzie i kiedy się widzimy?).
Wiem, że potrzebuję rutyny, ale na wiedzy się kończy. Potrzebuję pracy (w tym roku zarobiłam 230 zł, z czego 150 dostałam od owego znajomego 2 dni temu - jest cokolwiek dramatycznie), ale nie mam na nią siły. Potrzebuję się umyć (znów chodzę i śpię w tych samych łachach od kilku dni), ale j.w.
Czasami samotność nie jest błogosławieństwem. Czasami chciałabym porozmawiać. Rzadko. Ale się zdarza.
wtorek, 16 lutego 2016
no cóż...
Leżenie pod trzema psami to najprzyjemniejszy sposób spędzania czasu. Furda sprzątanie! :P
piątek, 12 lutego 2016
Wielki Post
Jakiż to rozsądny wynalazek :)
Odstawiłam fejsa (skrabelek to jeden z moich dwu nałogów). Ograniczyłam moje ukochane forum do niedziel (drugi). Mięsa nie jem już od dwu tygodni (fachowo: od Sześćdziesiątnicy), zmniejszyłam też liczbę i obfitość posiłków (powiedzmy sobie szczerze, brak kasy MIAŁ na to wpływ).
Sprzątam.
Mam więcej czasu na modlitwę i czytanie.
Widzę światełko w tunelu... No, jak na razie przez lornetkę ;)
Odstawiłam fejsa (skrabelek to jeden z moich dwu nałogów). Ograniczyłam moje ukochane forum do niedziel (drugi). Mięsa nie jem już od dwu tygodni (fachowo: od Sześćdziesiątnicy), zmniejszyłam też liczbę i obfitość posiłków (powiedzmy sobie szczerze, brak kasy MIAŁ na to wpływ).
Sprzątam.
Mam więcej czasu na modlitwę i czytanie.
Widzę światełko w tunelu... No, jak na razie przez lornetkę ;)
niedziela, 17 stycznia 2016
-
Kiepsko.
Problemy z wychodzeniem z domu - b.duże. Łatwiej po ciemku, ale i tak nie poszłam na wieczorną Mszę w moim kościele. Pójdę później, do takiego, gdzie łatwiej zaszyć się w kącie.
Miałam zamiar w nowym roku więcej pisać, ale nie bardzo widzę w tym jakiś sens. Zresztą, nudne to raczej.
Problemy z wychodzeniem z domu - b.duże. Łatwiej po ciemku, ale i tak nie poszłam na wieczorną Mszę w moim kościele. Pójdę później, do takiego, gdzie łatwiej zaszyć się w kącie.
Miałam zamiar w nowym roku więcej pisać, ale nie bardzo widzę w tym jakiś sens. Zresztą, nudne to raczej.
poniedziałek, 4 stycznia 2016
-
Jeszcze żyję :(
e:Mam dosyć siebie,ciągle jęczę, zawracam komuś głowę, jestem beznadziejna. Dosyć! Chcę umrzeć!!!
e:Mam dosyć siebie,ciągle jęczę, zawracam komuś głowę, jestem beznadziejna. Dosyć! Chcę umrzeć!!!
sobota, 5 grudnia 2015
bezowocnie szukam pomocy :(
Doszłam do wybitnie odkrywczego wniosku, że nie poradzę sobie sama z... niczym.
Według tych definicji:
"Do umiarkowanego stopnia niepełnosprawności zalicza się osobę z naruszoną sprawnością organizmu, niezdolną do pracy albo zdolną do pracy jedynie w warunkach pracy chronionej lub wymagającą czasowej albo częściowej pomocy innych osób w celu pełnienia ról społecznych."
"Do lekkiego stopnia niepełnosprawności zalicza się osobę o naruszonej sprawności organizmu, powodującej w sposób istotny obniżenie zdolności do wykonywania pracy, w porównaniu do zdolności, jaką wykazuje osoba o podobnych kwalifikacjach zawodowych z pełną sprawnością psychiczną i fizyczną, lub mająca ograniczenia w pełnieniu ról społecznych dające się kompensować przy pomocy wyposażenia w przedmioty ortopedyczne, środki pomocnicze lub środki techniczne."
podpadam pod stopień umiarkowany, chociaż orzeczenie miałam na lekki. Łotewer.
Rozglądam się za AONem-wolontariuszem (a dokładniej: asystentką-wolontariuszką), bodaj w wersji zdalnej.
Póki co, bez skutku.
Według tych definicji:
"Do umiarkowanego stopnia niepełnosprawności zalicza się osobę z naruszoną sprawnością organizmu, niezdolną do pracy albo zdolną do pracy jedynie w warunkach pracy chronionej lub wymagającą czasowej albo częściowej pomocy innych osób w celu pełnienia ról społecznych."
"Do lekkiego stopnia niepełnosprawności zalicza się osobę o naruszonej sprawności organizmu, powodującej w sposób istotny obniżenie zdolności do wykonywania pracy, w porównaniu do zdolności, jaką wykazuje osoba o podobnych kwalifikacjach zawodowych z pełną sprawnością psychiczną i fizyczną, lub mająca ograniczenia w pełnieniu ról społecznych dające się kompensować przy pomocy wyposażenia w przedmioty ortopedyczne, środki pomocnicze lub środki techniczne."
podpadam pod stopień umiarkowany, chociaż orzeczenie miałam na lekki. Łotewer.
Rozglądam się za AONem-wolontariuszem (a dokładniej: asystentką-wolontariuszką), bodaj w wersji zdalnej.
Póki co, bez skutku.
piątek, 4 grudnia 2015
higiena
Zastanawiam się, czy jestem uczulona na ocet, czy jednak nie dopłukałam prania. A może po prostu dostaję wysypki z brudu? Od kilku dni chodzę i śpię w tych samych ciuchach. Wczoraj (albo przedwczoraj, nie pamiętam) umyłam twarz i zęby. To wszystko. Ponieważ moja skóra ma skłonność do pękania tu i ówdzie, jeśli nie jest odpowiednio traktowana, bolą mnie pięty. Prawie nic dziś nie jadłam, bo musiałabym tym celu umyć patelnię (myślałam o wegańskich plackach), a nie miałam na to siły.
I pomyśleć, że jako dziecko miałam nerwicę natręctw objawiającą się nieustannym myciem... A w okolicach dwudziestki liczyłam godziny, by nie myć głowy częściej niż co dobę...
Zabawne to wszystko...
Z wyjątkiem sytuacji moich zwierząt, ale nie mam siły o tym pisać, nie teraz.
I pomyśleć, że jako dziecko miałam nerwicę natręctw objawiającą się nieustannym myciem... A w okolicach dwudziestki liczyłam godziny, by nie myć głowy częściej niż co dobę...
Zabawne to wszystko...
Z wyjątkiem sytuacji moich zwierząt, ale nie mam siły o tym pisać, nie teraz.
środa, 2 grudnia 2015
człowiek to śmieszny zwierz
Źle mi.
Nie radzę sobie z niczym, nie obchodzę nikogo, jedna szczurcia gdzieś mi nawiała, drugą trzeba będzie uśpić, jestem głodna(mam jeszcze trochę kaszy i marchewki z groszkiem, ale jeśli to zjem, nie będzie śniadania), kończy się herbata, powinnam robić mnóstwo rzeczy, zimno w domu, chce umrzeć (jak zawsze), pieką mnie ślepia, od zeszłego tygodnia nie jadłam jabłek(!)...
PS.Tytuł dotyczy drugiego z szeregu nieszczęść. Normalnie sama wszystkich mam pod ogonem, ale jak jest źle, znienacka zaczyna mi być tam niewygodnie ;)
Nie radzę sobie z niczym, nie obchodzę nikogo, jedna szczurcia gdzieś mi nawiała, drugą trzeba będzie uśpić, jestem głodna(mam jeszcze trochę kaszy i marchewki z groszkiem, ale jeśli to zjem, nie będzie śniadania), kończy się herbata, powinnam robić mnóstwo rzeczy, zimno w domu, chce umrzeć (jak zawsze), pieką mnie ślepia, od zeszłego tygodnia nie jadłam jabłek(!)...
PS.Tytuł dotyczy drugiego z szeregu nieszczęść. Normalnie sama wszystkich mam pod ogonem, ale jak jest źle, znienacka zaczyna mi być tam niewygodnie ;)
poniedziałek, 9 listopada 2015
:(
Chcę umrzeć. Jak najszybciej.
Wychodzenie z domu to męka. Myślenie o tym strasznie mnie denerwuje. Chyba przejęłam stany lękowe od Brata - ma problem z pierwszą wizytą.
Nigdy nie lubiłam opuszczać domu. W podstawówce wielokrotnie "wagarowałam" w ten sposób - zostawałam w domu, trochę sprzątałam, żeby udobruchać Mamę (oraz sumienie).
Piszę tego posta po trochu od prawie godziny. Uspokoiłam się trochę, może dam radę pójść spać.
Wychodzenie z domu to męka. Myślenie o tym strasznie mnie denerwuje. Chyba przejęłam stany lękowe od Brata - ma problem z pierwszą wizytą.
Nigdy nie lubiłam opuszczać domu. W podstawówce wielokrotnie "wagarowałam" w ten sposób - zostawałam w domu, trochę sprzątałam, żeby udobruchać Mamę (oraz sumienie).
Piszę tego posta po trochu od prawie godziny. Uspokoiłam się trochę, może dam radę pójść spać.
niedziela, 8 listopada 2015
-
Dlaczego człowiek tak idiotycznie przeżywa, że nikogo nie obchodzi, skoro "obchodzenie" go irytuje?
Czy po prostu dlatego, że jestem głupia?
Czy po prostu dlatego, że jestem głupia?
sobota, 24 października 2015
czy jestem wampirem energetycznym?
Takie pytanie zadałam dwu bliskim koleżankom. SMS-em, żeby było swobodniej i bardziej niezobowiązująco (kocham SMS-y!)
Jedna odpowiedziała żartobliwie.
Druga poważnie.
Zdaje się, że jestem. Nie wiem, jak się z tego wyleczyć:(
Jedna odpowiedziała żartobliwie.
Druga poważnie.
Zdaje się, że jestem. Nie wiem, jak się z tego wyleczyć:(
sobota, 3 października 2015
...
Zastanawiam się, czy jest sens pisać. Czy komukolwiek może się to przydać?
Trzy dni temu zrezygnowałam z wizyty u dr R., na korzyść jedzenia.
Wszystko już zjedliśmy...
Trzy dni temu zrezygnowałam z wizyty u dr R., na korzyść jedzenia.
Wszystko już zjedliśmy...
poniedziałek, 21 września 2015
...
Nie rozumiem ludzi. Nie potrafię się z nimi porozumieć (i przeważnie nie chcę;). Ale nie lubię wystawiać nikogo do wiatru, obrażać itd. - a jednak to robię :( Także w necie. Znów ktoś się na mnie obraził (nawet 2 ktosie), a przecież nie miałam takiego zamiaru...
Szkoda, że kontakt z ludźmi jest konieczny :(
Szkoda, że kontakt z ludźmi jest konieczny :(
sobota, 29 sierpnia 2015
ha, ha!
Ależ dziś miałam pobudkę!
Zadzwoniła mama jedynego ucznia, żeby odwołać dzisiejszą lekcję :(
Nie wiem, co robić...
A ludzie się dziwią, że biorę te leki i biorę, a nic nie pomagają ;)
Zadzwoniła mama jedynego ucznia, żeby odwołać dzisiejszą lekcję :(
Nie wiem, co robić...
A ludzie się dziwią, że biorę te leki i biorę, a nic nie pomagają ;)
piątek, 28 sierpnia 2015
no dobrze...
Spełzłam z łóżka, umyłam twarz, byliśmy na długim spacerze, zjadłam kawałek pizzy od koleżanki. Skoro nie poszłam jeszcze spać, znaczy, że jest jeszcze czwartek, więc czas na czwartkowy różaniec. Nie ma to wiele sensu, ale obiecałam. Jest też czas na szczurzy wybieg - j.w.
Piątek jest moim dniem bez fb, teoretycznie powinnam mieć więc dość czasu, by nadrobić cały tydzień...
Piątek jest moim dniem bez fb, teoretycznie powinnam mieć więc dość czasu, by nadrobić cały tydzień...
czwartek, 27 sierpnia 2015
nic nie ma sensu
W tym: wstanie z łóżka, mycie, zrobienie herbaty...
Jestem słaba jak zdychający mysikrólik.
Tylko zdechnąć jakoś nie mogę :(
Jestem słaba jak zdychający mysikrólik.
Tylko zdechnąć jakoś nie mogę :(
niedziela, 16 sierpnia 2015
:(
Szczurcia nie żyje :(
Miałam już plan, chciałam dziś pojechać do weta od gryzoni po znajomości, specjalnie nie poszłam spać, żeby wybrać się tam przed upałem...
Na szczurzej grupie na fb o takich jak Białaczka mówi się "heart rat". Była najmilszym szczurem w moim życiu :(
Miałam już plan, chciałam dziś pojechać do weta od gryzoni po znajomości, specjalnie nie poszłam spać, żeby wybrać się tam przed upałem...
Na szczurzej grupie na fb o takich jak Białaczka mówi się "heart rat". Była najmilszym szczurem w moim życiu :(
sobota, 15 sierpnia 2015
za dobrze mi było...
Sytuacja z każdym dniem się pogarsza. Co rozwiążę jeden problem, pojawiają się dwa następne...
Zachorowała moja ulubiona wistarka, Białaczka. Pełza zamiast chodzić i ma śmiesznie skręconą głowę. Byłam z nią u najbliższego weta, dostała antybiotyk (?). Lekarz twierdzi, że ona nie cierpi, zawszeć to jakaś pociecha. W sumie nawet gdyby mnie było stać na szczurzego weta wahałabym się z pojechaniem tam dzisiaj. Wszyscy są daleko, a upał wciąż trwa.
Reszta mojego stada jakoś dycha, ale bardzo się martwię o znajomego psa i kocicę.
Zachorowała moja ulubiona wistarka, Białaczka. Pełza zamiast chodzić i ma śmiesznie skręconą głowę. Byłam z nią u najbliższego weta, dostała antybiotyk (?). Lekarz twierdzi, że ona nie cierpi, zawszeć to jakaś pociecha. W sumie nawet gdyby mnie było stać na szczurzego weta wahałabym się z pojechaniem tam dzisiaj. Wszyscy są daleko, a upał wciąż trwa.
Reszta mojego stada jakoś dycha, ale bardzo się martwię o znajomego psa i kocicę.
wtorek, 11 sierpnia 2015
wrrr...
Nie dość, że trwa wciąż "fala upałów" (a konkretnie: tsunami), dopadła mnie jakaś podejrzana franca. Pewnie uczulenie. Wygląda jak oparzenie pokrzywą, tylko że pokrywa całe ciało. I swędzi :(
piątek, 7 sierpnia 2015
...
Właśnie straciłam "pracę" (jedną z dwu).
Trochę się cieszę, jak to ja - w obliczu obecnej klęski żywiołowej brak konieczności wychodzenia z domu za dnia jest pewną ulgą.
Z drugiej... Niełatwo było przeżyć tydzień za 100 zł, za 50 będzie to jeszcze trudniejsze :(
Zamierzam spać całymi dniami (noce szkoda marnować, temp. spada poniżej 25 stopni).
Trochę się cieszę, jak to ja - w obliczu obecnej klęski żywiołowej brak konieczności wychodzenia z domu za dnia jest pewną ulgą.
Z drugiej... Niełatwo było przeżyć tydzień za 100 zł, za 50 będzie to jeszcze trudniejsze :(
Zamierzam spać całymi dniami (noce szkoda marnować, temp. spada poniżej 25 stopni).
piątek, 31 lipca 2015
uff!
Na szczęście jutro pracuję :)
Groził nam brak jedzenia co najmniej do poniedziałku, tydzień był trochę ubogi w zarobki.
No dobrze, może nie tyle brak, ile żebranie po znajomych ;) Też niefajne :(
Groził nam brak jedzenia co najmniej do poniedziałku, tydzień był trochę ubogi w zarobki.
No dobrze, może nie tyle brak, ile żebranie po znajomych ;) Też niefajne :(
środa, 29 lipca 2015
na biegunach
Myślę, że jednak mam dwubiegunówkę.
Tyle tylko, że faza manii spotyka mnie rzadko i trwa krótko.
***
Przeniosłam się ostatnio ze spaniem z łóżka na kanapę do drugiego pokoju - jest chłodniej i (czasem) mieścimy się we trójkę z nowym psem. W ten sposób sprytnie rozwiązałam problem ścielenia łóżka ;)
Mycie zębów co wieczór wciąż jest trudne.
Tyle tylko, że faza manii spotyka mnie rzadko i trwa krótko.
***
Przeniosłam się ostatnio ze spaniem z łóżka na kanapę do drugiego pokoju - jest chłodniej i (czasem) mieścimy się we trójkę z nowym psem. W ten sposób sprytnie rozwiązałam problem ścielenia łóżka ;)
Mycie zębów co wieczór wciąż jest trudne.
czwartek, 9 lipca 2015
idiotyczny tekst nt. D
Jeśli nie wiesz nic o depresji, przeczytaj te wypociny. Dowiesz się, czym depresja NIE JEST.
środa, 8 lipca 2015
środa, 10 czerwca 2015
czwartek, 4 czerwca 2015
buu...
Mycie zębów przed spaniem to b. trudna sprawa. Zwłaszcza, kiedy rezygnuję ze snu... A potem znienacka usypiam :(
Pocieszam się myślą, że suplementacja witaminą D powinna mnie ochronić przed próchnicą ;)
Pocieszam się myślą, że suplementacja witaminą D powinna mnie ochronić przed próchnicą ;)
wtorek, 2 czerwca 2015
tylko tydzień poślizgu :D
Pomysł Dany to wyznaczanie sobie zadań-nie-do-odrzucenia, każdego tygodnia jedno więcej. Zadania są malutkie, dla normalnych ludzi niezauważalne. W jej przypadku dotyczą gospodarstwa domowego, u mnie będzie nie tylko to.
A zatem w zeszłym tygodniu zaczęłam z pierwszym: ścielenie łóżka.
Brzmi dziwnie? Nie dla mnie. Owszem, z zasady przykrywam je kapą/kocem/czymś tam, ale teraz zaczęłam najpierw usuwać "gruz". Książki, czasopisma, ze dwa długopisy, kabel od lapka, tona okruchów...
Przez 7 dni było w porządku, mam nadzieję, że mi to wejdzie w krew.
Zadanie-nie-do-odrzucenia od tego tygodnia: przed pójściem spać umyć zęby. Dla mnie to wcale nie jest takie oczywiste... :(
A zatem w zeszłym tygodniu zaczęłam z pierwszym: ścielenie łóżka.
Brzmi dziwnie? Nie dla mnie. Owszem, z zasady przykrywam je kapą/kocem/czymś tam, ale teraz zaczęłam najpierw usuwać "gruz". Książki, czasopisma, ze dwa długopisy, kabel od lapka, tona okruchów...
Przez 7 dni było w porządku, mam nadzieję, że mi to wejdzie w krew.
Zadanie-nie-do-odrzucenia od tego tygodnia: przed pójściem spać umyć zęby. Dla mnie to wcale nie jest takie oczywiste... :(
wtorek, 26 maja 2015
no nieźle!
Przez cztery miesiące nie napisałam tu ani słowa.
Wbrew pozorom nie oznacza to, że nic się nie działo w moim życiu. Działo się sporo.
W lutym udało się wyadoptować suczkę, która mieszkała u mnie od połowy listopada. W marcu (a dokładniej, przez cały Wielki Post) nie jadłam mięsa, co okazało się całkiem łatwe (nierobienie jest zawsze dla mnie prostsze niż robienie;). W kwietniu udało mi się spędzić Wielkanoc jednoosobowo, co nie było jednak tak fajne, jak być powinno, bo byłam trochę chora (dlatego wykręciłam się od spotkania z rodziną). W maju poszłam do mojej lekarki z aktualną diagnozą - albo mam dwubiegunówkę, albo jest lepiej(!). Albo jedno i drugie;)
Obecnie jest - powiedzmy - średnio. Byłoby dobrze, gdyby nie śmierć mojej suki w zeszłym tygodniu:(
Zmieniła mi się koncepcja bloga, częściowo pod wpływem Dany White z aslobcomesclean.com. Ciekawe, czy dam radę pisać codziennie, czy nie uświerknę z nudów...
Zapiski codzienne rozpoczynam jutro (tzn. dziś, ale po oficjalnym spaniu;).
Wbrew pozorom nie oznacza to, że nic się nie działo w moim życiu. Działo się sporo.
W lutym udało się wyadoptować suczkę, która mieszkała u mnie od połowy listopada. W marcu (a dokładniej, przez cały Wielki Post) nie jadłam mięsa, co okazało się całkiem łatwe (nierobienie jest zawsze dla mnie prostsze niż robienie;). W kwietniu udało mi się spędzić Wielkanoc jednoosobowo, co nie było jednak tak fajne, jak być powinno, bo byłam trochę chora (dlatego wykręciłam się od spotkania z rodziną). W maju poszłam do mojej lekarki z aktualną diagnozą - albo mam dwubiegunówkę, albo jest lepiej(!). Albo jedno i drugie;)
Obecnie jest - powiedzmy - średnio. Byłoby dobrze, gdyby nie śmierć mojej suki w zeszłym tygodniu:(
Zmieniła mi się koncepcja bloga, częściowo pod wpływem Dany White z aslobcomesclean.com. Ciekawe, czy dam radę pisać codziennie, czy nie uświerknę z nudów...
Zapiski codzienne rozpoczynam jutro (tzn. dziś, ale po oficjalnym spaniu;).
środa, 14 stycznia 2015
ważna sprawa!!!
Do wszystkich, którzy to mogą przeczytać. Stop. Jest akcja. Stop. Trzeba pomóc. Stop. Mamy tylko 3 dni. Stop. Więcej info tutaj.
niedziela, 11 stycznia 2015
dobra stara ucieczka w sen
Spałam ok. 15 godzin jednym ciągiem.
Mając w domu szczeniaka potrzebującego czterech posiłków dziennie.
Mając w domu dorosłe psy potrzebujące spacerów (20 godzin przerwy!).
Mając w domu gryzonie potrzebujące jedzenia, picia, wybiegu i sprzątnięcia w klatkach.
Mając w domu koszmarny bałagan - zero czystych szklanek i czystych majtek.
Chciałabym znowu tak zasnąć...
No i nie obudzić się, oczywiście.
Mając w domu szczeniaka potrzebującego czterech posiłków dziennie.
Mając w domu dorosłe psy potrzebujące spacerów (20 godzin przerwy!).
Mając w domu gryzonie potrzebujące jedzenia, picia, wybiegu i sprzątnięcia w klatkach.
Mając w domu koszmarny bałagan - zero czystych szklanek i czystych majtek.
Chciałabym znowu tak zasnąć...
No i nie obudzić się, oczywiście.
piątek, 9 stycznia 2015
piątek, 2 stycznia 2015
...
Może już o tym pisałam, ale czuję się torturowana. Ilekroć zaczerpnę oddechu i wydaje mi się, że poradzę sobie z jakimś małym wrednym kawałkiem rzeczywistości, znowu wciska mnie pod wodę, podstawia nogę i miażdży. Żyję już chyba tylko z czystego masochizmu.
niedziela, 28 grudnia 2014
zdecydowałam się...
...na odstawienie leków.
Nie mam siły pisać, czemu, bo dziś czuję się wyjątkowo źle. Ale to koniec.
Nie mam siły pisać, czemu, bo dziś czuję się wyjątkowo źle. Ale to koniec.
piątek, 26 grudnia 2014
już rozumiem...
...skąd ta zwyżka samobójstw na Boże Narodzenie. Widać więcej ludzi ma taką rodzinę jak ja. Na szczęście to już się skończyło i mam luzik... do Wielkanocy ;)
niedziela, 7 grudnia 2014
nie wytrzymam!
Wszystko wskazuje na to, że drugiego szczeniaka trzeba uśpić. Koleżanka na fejsie radzi szydełkowanie zamiast zajmowania się psami. Niestety, szydełkować też nie potrafię.
Dlaczego dałam je sobie wcisnąć? I dlaczego dziewczyny, który mi wcisnęły psy tak olewają sprawę?
Potrzeba autodestrukcji wzrasta...
Dlaczego dałam je sobie wcisnąć? I dlaczego dziewczyny, który mi wcisnęły psy tak olewają sprawę?
Potrzeba autodestrukcji wzrasta...
wtorek, 2 grudnia 2014
...
Płakałabym, gdybym miała na to siłę.
Jestem zbyt zmęczona, by być w stanie robić cokolwiek. Od prawie trzech tygodni mam w domu szczeniaki z nosówką. Stan dwu się pogorszył.
Jestem zbyt zmęczona, by być w stanie robić cokolwiek. Od prawie trzech tygodni mam w domu szczeniaki z nosówką. Stan dwu się pogorszył.
czwartek, 13 listopada 2014
w koło Macieju
Kolejny kiepski dzień. Okazało się, że koleżanka, na której mejla czekałam, czekała na mnie i została bez żadnej pomocy z progeniturą. Nornik, który uciekł 4 dni temu wciąż nie daje się złapać. Hydraulika padła definitywnie. W dodatku znów coś przypadkiem zlicytowałam, a - jak zawsze - jestem bez kasy.
Nic, tylko się pochlastać. Choć łatwiej byłoby się utopić, wanna wciąż pełna, bo bateria przecieka...
Nic, tylko się pochlastać. Choć łatwiej byłoby się utopić, wanna wciąż pełna, bo bateria przecieka...
piątek, 24 października 2014
gupi człek...
Zasadniczo jestem b. egocentryczna, mam w nosie, co myślą inni itd. Ale znalezienie na fejsie złośliwostki od ex-dobrej koleżanki rozpieprzyło mi wieczór. Gratulacje, "Paulo"...
czwartek, 9 października 2014
myślenie
Gdyby tylko chodziło o brak siły i ból...
Niestety, intelektualnie też jest źle. Wydaje się, że nie jestem w stanie logicznie myśleć, mam coraz większe problemy z pamięcią, jestem rekordowo rozkojarzona...
Zastanawiam się, czy ma to związek z lekami, a raczej ich brakiem. Citalopramu chwilowo nie przyjmuję (ze względu na pewne plany na przyszły tydzień:), a o buproprionie chyba często zapominam. Ale jaki sklerotyk pamięta o tym, by wziąć leki? ;)
Niestety, intelektualnie też jest źle. Wydaje się, że nie jestem w stanie logicznie myśleć, mam coraz większe problemy z pamięcią, jestem rekordowo rozkojarzona...
Zastanawiam się, czy ma to związek z lekami, a raczej ich brakiem. Citalopramu chwilowo nie przyjmuję (ze względu na pewne plany na przyszły tydzień:), a o buproprionie chyba często zapominam. Ale jaki sklerotyk pamięta o tym, by wziąć leki? ;)
niedziela, 28 września 2014
taka myśl...
Właśnie przeczytałam.
"Samobójstwo to przedłużenie cierpienia, przed którym chcemy uciec na wieczność."
Nie jestem taka pewna... Kiedy jest naprawdę źle, piekło wydaje mi się wcale niezłym rozwiązaniem.
Ale może jednak autor miał rację...
"Samobójstwo to przedłużenie cierpienia, przed którym chcemy uciec na wieczność."
Nie jestem taka pewna... Kiedy jest naprawdę źle, piekło wydaje mi się wcale niezłym rozwiązaniem.
Ale może jednak autor miał rację...
sobota, 20 września 2014
stronami deszcze, stronami pogoda
Strasznie dawno nie pisałam, nie wiem właściwie, czemu.
Obecnie jest - jak na mnie - bdb psychicznie oraz - jak na mnie - b. źle fizycznie. Przez pewien czas nie miałam leków albo brałam je w kratkę. Obecnie mam oba, ale przyjmuję tylko wellbutrin, bo lada dzień idę pod nóż, a citalopram w ramach bonusu rozrzedza krew. Ciekawe, czy będę się lepiej czuć, gdy do niego wrócę.
Z dobrych wiadomości: chudnę :) Jako, że nie mam za bardzo apetytu (a często również kasy;), ważę obecnie prawie 15 kg mniej niż zimą. Ścięcie włosów pewnie też pomogło ;)))
Tyle napisałam, namęczyłam się, więc znowu idę spać.
Obecnie jest - jak na mnie - bdb psychicznie oraz - jak na mnie - b. źle fizycznie. Przez pewien czas nie miałam leków albo brałam je w kratkę. Obecnie mam oba, ale przyjmuję tylko wellbutrin, bo lada dzień idę pod nóż, a citalopram w ramach bonusu rozrzedza krew. Ciekawe, czy będę się lepiej czuć, gdy do niego wrócę.
Z dobrych wiadomości: chudnę :) Jako, że nie mam za bardzo apetytu (a często również kasy;), ważę obecnie prawie 15 kg mniej niż zimą. Ścięcie włosów pewnie też pomogło ;)))
Tyle napisałam, namęczyłam się, więc znowu idę spać.
wtorek, 26 sierpnia 2014
proszę...
...żeby to się wreszcie skończyło, nie mam siły, nie daję rady, cienias jestem straszny...
niedziela, 24 sierpnia 2014
jedzenie
Ostatnio jakoś kłuje mnie w zęby. No i nie chce mi się go przygotowywać.
Choćby dziś - miałam fajny pomysł na prostą potrawę, a ostatecznie zjadłam tylko cztery plasterki sera, które miały iść na wierzch.
Nie mogę narzekać, bo fajnie chudnę - od zimy jakieś 12 kg:)
Chwilami zastanawiam się wręcz, czy diagnoza zaburzeń odżywiania nie była częściowo zgodna z prawdą, aczkolwiek podejrzana byłam o BED albo bulimię...
Choćby dziś - miałam fajny pomysł na prostą potrawę, a ostatecznie zjadłam tylko cztery plasterki sera, które miały iść na wierzch.
Nie mogę narzekać, bo fajnie chudnę - od zimy jakieś 12 kg:)
Chwilami zastanawiam się wręcz, czy diagnoza zaburzeń odżywiania nie była częściowo zgodna z prawdą, aczkolwiek podejrzana byłam o BED albo bulimię...
środa, 13 sierpnia 2014
poniedziałek, 11 sierpnia 2014
psi-psi :(
Szczenna suczka, która trafiła do mnie w sobotę jutro najprawdopodobniej jedzie do schroniska. Będzie miała sterylkę aborcyjną albo uśpi się szczeniaki zaraz po narodzinach.
Jasne, że to głupie, że się tym przejmuję...
I tym, że nie mam dla niej domu stałego...
I tym, że nie mogę mieć trzeciego psa...
Jasne, że to głupie, że się tym przejmuję...
I tym, że nie mam dla niej domu stałego...
I tym, że nie mogę mieć trzeciego psa...
środa, 23 lipca 2014
znowu :(
Znowu zła noc, wszystko schrzanione, od niedzielnego popołudnia nie umyłam zębów i to najmniejszy problem.
Sens jakiegokolwiek wysiłku wydaje mi się wątpliwy.
Sens jakiegokolwiek wysiłku wydaje mi się wątpliwy.
poniedziałek, 14 lipca 2014
postanowienie
Nigdy już, ale to nigdy nie będę narzekać w necie! A przynajmniej nie na sprawy, na które można jakoś poradzić.
e: chcę umrzeć!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
e: chcę umrzeć!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
czwartek, 10 lipca 2014
a po drugiej stronie Wisły...
... gra właśnie Metallica :(
Oczywiście, nie miałam biletu, ale myślałam, żeby się wybrać w okolice stadionu.
Teraz robię za broń biologiczną...
e:poprawka - wczoraj był dziesiąty, więc Sonisphere jest dzisiaj. Mała różnica :(
Oczywiście, nie miałam biletu, ale myślałam, żeby się wybrać w okolice stadionu.
Teraz robię za broń biologiczną...
e:poprawka - wczoraj był dziesiąty, więc Sonisphere jest dzisiaj. Mała różnica :(
nie wytrzymam dłużej
Nic to, że mam ospę.
Nic to, że mam okres i brak podpasek.
Nic to, że od maja żeruję na dobrych ludziach, choć staram się hamować.
Nic to, że jestem głodna i spragniona, i taka pozostanę.
Nic to, że pogoda jest wykańczająca.
Nic to, że zawaliłam wszystkie zobowiązania modlitewne.
Nic to, że moje psy nie mają co jeść.
Nic to, że głupota pewnych użytkowników fb mnie dobija.
Nic to.
Ale te wszystkie nice to za dużo dla mnie. Nie jestem dość silna, by żyć.
Proszę, pomódl się dla mnie o rychłą śmierć. Proszę...
Nic to, że mam okres i brak podpasek.
Nic to, że od maja żeruję na dobrych ludziach, choć staram się hamować.
Nic to, że jestem głodna i spragniona, i taka pozostanę.
Nic to, że pogoda jest wykańczająca.
Nic to, że zawaliłam wszystkie zobowiązania modlitewne.
Nic to, że moje psy nie mają co jeść.
Nic to, że głupota pewnych użytkowników fb mnie dobija.
Nic to.
Ale te wszystkie nice to za dużo dla mnie. Nie jestem dość silna, by żyć.
Proszę, pomódl się dla mnie o rychłą śmierć. Proszę...
sobota, 5 lipca 2014
piątek, 4 lipca 2014
po staremu...
Kolejny zły dzień, po kolejnej złej nocy.
"Zła" nie oznacza "nieprzespana", a "zły" - "dzień strasznego bólu", o nie.
Rzeczywistość jest gorsza. Znowu zasnęłam przed czasem, zanim umyłam zęby i resztę, przed zakończeniem Różańca, którego sama się podjęłam... Tym razem za to, wyjątkowo, przynajmniej wyprowadziłam psy.
A dzisiaj? Cóż, nie zrobiłam niczego, co usprawiedliwiałoby moje istnienie. Trwam w brudzie, bawię się kompem, nie wyszłam po zakupy na kredyt (mimo, że jestem spragniona owoców), nie poszłam do kościoła (pierwszy piątek miesiąca)...
Obawiam się, że jestem przypadkiem beznadziejnym...
"Zła" nie oznacza "nieprzespana", a "zły" - "dzień strasznego bólu", o nie.
Rzeczywistość jest gorsza. Znowu zasnęłam przed czasem, zanim umyłam zęby i resztę, przed zakończeniem Różańca, którego sama się podjęłam... Tym razem za to, wyjątkowo, przynajmniej wyprowadziłam psy.
A dzisiaj? Cóż, nie zrobiłam niczego, co usprawiedliwiałoby moje istnienie. Trwam w brudzie, bawię się kompem, nie wyszłam po zakupy na kredyt (mimo, że jestem spragniona owoców), nie poszłam do kościoła (pierwszy piątek miesiąca)...
Obawiam się, że jestem przypadkiem beznadziejnym...
środa, 18 czerwca 2014
....................
3 tygodnie bez prądu, drygi tydzień domniemanej anginy, fura rachunków, których nie zapłace... I antypatyczny kot, ktory przestawil klawiature...
A ostatnio myslalam juz, ze to koniec...
A ostatnio myslalam juz, ze to koniec...
piątek, 9 maja 2014
dół...
Dół na dole dołem pogania :(((
Dobrze, że nie mam pracy - szybko bym ją straciła.
Nie mam siły do tej huśtawki...
e: troszeńkę odbiłam od dna, może jeszcze trochę pożyję :}
Dobrze, że nie mam pracy - szybko bym ją straciła.
Nie mam siły do tej huśtawki...
e: troszeńkę odbiłam od dna, może jeszcze trochę pożyję :}
niedziela, 13 kwietnia 2014
wtorek, 8 kwietnia 2014
zwiędła i obolała
Tydzień bez głównego leku chyba trochę zaszkodził - jestem jak zwiędła sałata z bolącymi odnóżami. A nadciąga wszak Wielkanoc...
Zasadniczo nie odczuwam dojmującej potrzeby sprzątania, ale przybywa mój Brat, alergik. A siły jak nie było, tak nie ma:(
Zasadniczo nie odczuwam dojmującej potrzeby sprzątania, ale przybywa mój Brat, alergik. A siły jak nie było, tak nie ma:(
sobota, 5 kwietnia 2014
piątek, 28 marca 2014
pojawiam się i znikam:S
Zupełne wariactwo. 2-3 dni totalnego doła (na moje oko Rów Mariański), 2-3 dni OK.
Dwubiegunówka?
W każdym razie, póki co, żyję.
Dwubiegunówka?
W każdym razie, póki co, żyję.
wtorek, 25 marca 2014
znikam.
Nie mam siły.
Mam za to dość robienia przyjemnego wyrazu twarzy. Dość leków, które przestały działać. Dość chodzenia do lekarza (co za idiota zbudował psychiatryk w samym centrum miasta?). Dość wychodzenia z domu, mycia się i wstawania z łóżka. Dość pisania tutaj (tak jakby to miało w ogóle sens!).
Jednym słowem: dość życia.
Odstawiam leki.
Mam za to dość robienia przyjemnego wyrazu twarzy. Dość leków, które przestały działać. Dość chodzenia do lekarza (co za idiota zbudował psychiatryk w samym centrum miasta?). Dość wychodzenia z domu, mycia się i wstawania z łóżka. Dość pisania tutaj (tak jakby to miało w ogóle sens!).
Jednym słowem: dość życia.
Odstawiam leki.
poniedziałek, 24 marca 2014
jednak nie jest dobrze...
Zastanawiałam się dzisiaj, czy - w razie czego - byłabym w stanie najpierw zabić moje psy...
Przespałam większą część dnia, spóźniłam się na ostatnią Mszę w okolicy, bo nie mogłam szybko iść (mdłości), z nielicznymi moimi obowiązkami nie daję rady...
:(
Przespałam większą część dnia, spóźniłam się na ostatnią Mszę w okolicy, bo nie mogłam szybko iść (mdłości), z nielicznymi moimi obowiązkami nie daję rady...
:(
czwartek, 20 marca 2014
mimochodem...
Mała reklama;)
Skoro nie bardzo mogę robić coś sensownego, podzielę się chociaż dobrą wyszukiwarką. Dlaczego jest dobra? Ponieważ za każde wyszukiwanie jeden cent wędruje na zbożny cel, który można wcześniej wybrać.
Zebrałam już prawie 18 dolarów - jak na moje "dochody" to wcale poważna suma:)
PS.A dziś jest ze mną trochę lepiej.
Skoro nie bardzo mogę robić coś sensownego, podzielę się chociaż dobrą wyszukiwarką. Dlaczego jest dobra? Ponieważ za każde wyszukiwanie jeden cent wędruje na zbożny cel, który można wcześniej wybrać.
Zebrałam już prawie 18 dolarów - jak na moje "dochody" to wcale poważna suma:)
PS.A dziś jest ze mną trochę lepiej.
środa, 19 marca 2014
jest gorzej
Mam wrażenie, że "cofnęłam się w rozwoju". Czuję się tak, jak przed powrotem na leki.
Dziś - pierwszy raz w życiu - pomyślałam, że brak psów miałby pewne zalety. Np.nie musiałabym codziennie wstawać z łóżka...
Miałam dziś spotkać się z dr R. Udało mi się wstać, a ponieważ nie umyłam się i nie wyszłam z psami, dotarłam prawie na czas. Siedziałam w poczekalni nieco ponad godzinę, ale pani doktór nie było. Nie miałam siły rozmawiać z kimś innym, więc wróciłam do domu.
Ciekawe, czy przetrwam następne odstawienie leków...
Dziś - pierwszy raz w życiu - pomyślałam, że brak psów miałby pewne zalety. Np.nie musiałabym codziennie wstawać z łóżka...
Miałam dziś spotkać się z dr R. Udało mi się wstać, a ponieważ nie umyłam się i nie wyszłam z psami, dotarłam prawie na czas. Siedziałam w poczekalni nieco ponad godzinę, ale pani doktór nie było. Nie miałam siły rozmawiać z kimś innym, więc wróciłam do domu.
Ciekawe, czy przetrwam następne odstawienie leków...
niedziela, 16 marca 2014
piątek, 14 marca 2014
nie nadaję się i tyle!
Do normalnego życia, by było precyzyjniej.
Przez miesiąc nie zdobyłam transportu na mebel, który b.by mi się przydał. Szukałam więc chętnych do odbioru tego szczęścia. Niby znalazłam, ale... nie wiem, czy sprawa wypali... Może za chaotycznie piszę, za dużo piszę, za głupio piszę...
Nie nadaję się do takich spraw. B.chciałabym, żeby to wszystko się skończyło...
Przez miesiąc nie zdobyłam transportu na mebel, który b.by mi się przydał. Szukałam więc chętnych do odbioru tego szczęścia. Niby znalazłam, ale... nie wiem, czy sprawa wypali... Może za chaotycznie piszę, za dużo piszę, za głupio piszę...
Nie nadaję się do takich spraw. B.chciałabym, żeby to wszystko się skończyło...
czwartek, 6 marca 2014
tylko sny
To jedyny pozytywny element w moim beznadziejnym życiu. W snach nic nie boli, można się poruszać płynnie i szybko. Wszystko jest takie, jak powinno być.
A rzeczywistość* skrzeczy.
Być może mój organizm po prostu nie lubi antybiotyków (wychodzę z wrednej infekcji). Może to tylko to. Czuję się tak, jakbym odstawiła moje leki. Bolą mnie stawy, wciąż mi zimno i źle, a grawitacja znowu jest podkręcona na maxa. Kolebię się ulicą i marzę o tym, by położyć się pod płotem i więcej nie wstać. No i ta porażająca siła snu - jak za czasów opipramolu:( Wczoraj poszłam spać wcześnie (jak na mnie), prawie na pewno przed drugą. Nie nastawiałam budzika, bo gdzieś wsiąkł. Obudziłam się po w pół do pierwszej, czyli spóźniłam się do niby-pracy (choć zrezygnowałam z mycia - kolejny objaw). Spacery z psami, pójście po wodę i przed piątą byłam w domu, położyłam się i na cztery godziny zapadłam w szczęśliwy niebyt.
Może powinnam zwiększyć dawkę?
e: to pospolitość skrzeczy, oczywiście, ale niestety rzeczywistość bywa pospolita :P
A rzeczywistość* skrzeczy.
Być może mój organizm po prostu nie lubi antybiotyków (wychodzę z wrednej infekcji). Może to tylko to. Czuję się tak, jakbym odstawiła moje leki. Bolą mnie stawy, wciąż mi zimno i źle, a grawitacja znowu jest podkręcona na maxa. Kolebię się ulicą i marzę o tym, by położyć się pod płotem i więcej nie wstać. No i ta porażająca siła snu - jak za czasów opipramolu:( Wczoraj poszłam spać wcześnie (jak na mnie), prawie na pewno przed drugą. Nie nastawiałam budzika, bo gdzieś wsiąkł. Obudziłam się po w pół do pierwszej, czyli spóźniłam się do niby-pracy (choć zrezygnowałam z mycia - kolejny objaw). Spacery z psami, pójście po wodę i przed piątą byłam w domu, położyłam się i na cztery godziny zapadłam w szczęśliwy niebyt.
Może powinnam zwiększyć dawkę?
e: to pospolitość skrzeczy, oczywiście, ale niestety rzeczywistość bywa pospolita :P
wtorek, 4 marca 2014
uch:(
Moja lekarka subtelnie sugeruje powrót na terapię grupową:(((
Uzasadnia to tym, że po ustabilizowaniu się nie-bardzo-złego nastroju, dobrze jest wprowadzić pewną rutynę.
Cóż, ma rację.
Tylko, że nie jestem ustabilizowana, mój nastrój (który i tak mnie nie obchodzi) jest taki jak zwykle, no i nie jest to rutyna, o której marzę.
Pociesza mnie tylko to, że - chyba - nie mogę chodzić na terapię nie będąc ubezpieczoną;)
Uzasadnia to tym, że po ustabilizowaniu się nie-bardzo-złego nastroju, dobrze jest wprowadzić pewną rutynę.
Cóż, ma rację.
Tylko, że nie jestem ustabilizowana, mój nastrój (który i tak mnie nie obchodzi) jest taki jak zwykle, no i nie jest to rutyna, o której marzę.
Pociesza mnie tylko to, że - chyba - nie mogę chodzić na terapię nie będąc ubezpieczoną;)
środa, 19 lutego 2014
psychobrednie
Po dłuższej przerwie (brak netu) znowu reklama Tomasza Witkowskiego. Tym razem, na zachętę, kilka psychologicznych "mitów" z "Zakazanej psychologii 2". Dla uzasadnienia (opartego na badaniach naukowych) należy zajrzeć do książki;)
Składniki "mitu wczesnego dzieciństwa":
"1.Osobowość człowieka kształtuje się pod wpływem doświadczeń z wczesnego dzieciństwa.
2.Problemy psychiczne są spowodowane przeżyciami z dzieciństwa.
3.Efektywna terapia zależy od tego, na ile uda się przepracować problemy z dzieciństwa.
Żadne z tych przekonań nie jest prawdziwe (...), natomiast wszystkie bardzo mocno tkwią w świadomości nie tylko zwykłych ludzi, ale również wykształconych psychologów."
NIE MA DOWODÓW, że istnieją (ale terapeuci żyją wszak z wmawiania ludziom, że coś jest z nimi nie tak):
Syndrom DDA
Współuzależnienie
NIE MA DOWODÓW, że działają:
metoda Simontona (Witkowski nazywa ją wdzięcznie "tyranią pozytywnego myślenia";)
oraz, wykorzystywane w terapii dzieci:
metoda Domana-Delagado
kinezjologia edukacyjna (metoda Dennisona)
terapia więzi (UWAGA, ofiary śmiertelne!!!)
metoda Vojty
a także... delfinoterapia (jej skuteczność w leczeniu autyzmu jest cokolwiek dyskusyjna).
Naprawdę warto przeczytać tę książkę:)
Składniki "mitu wczesnego dzieciństwa":
"1.Osobowość człowieka kształtuje się pod wpływem doświadczeń z wczesnego dzieciństwa.
2.Problemy psychiczne są spowodowane przeżyciami z dzieciństwa.
3.Efektywna terapia zależy od tego, na ile uda się przepracować problemy z dzieciństwa.
Żadne z tych przekonań nie jest prawdziwe (...), natomiast wszystkie bardzo mocno tkwią w świadomości nie tylko zwykłych ludzi, ale również wykształconych psychologów."
NIE MA DOWODÓW, że istnieją (ale terapeuci żyją wszak z wmawiania ludziom, że coś jest z nimi nie tak):
Syndrom DDA
Współuzależnienie
NIE MA DOWODÓW, że działają:
metoda Simontona (Witkowski nazywa ją wdzięcznie "tyranią pozytywnego myślenia";)
oraz, wykorzystywane w terapii dzieci:
metoda Domana-Delagado
kinezjologia edukacyjna (metoda Dennisona)
terapia więzi (UWAGA, ofiary śmiertelne!!!)
metoda Vojty
a także... delfinoterapia (jej skuteczność w leczeniu autyzmu jest cokolwiek dyskusyjna).
Naprawdę warto przeczytać tę książkę:)
sobota, 28 grudnia 2013
dobre wieści:)
Od tygodnia mam buproprion+citalopram. Koleżanka obiecała rok lekowego "sponsoringu".
Niesamowite, jak mocno to na mnie podziałało - sprzątałam! Przez 3 dni mało nie odrobiłam miesięcznych zaległości;)
Skutek uboczny: pewnie będę więcej pisać.
Niesamowite, jak mocno to na mnie podziałało - sprzątałam! Przez 3 dni mało nie odrobiłam miesięcznych zaległości;)
Skutek uboczny: pewnie będę więcej pisać.
poniedziałek, 9 grudnia 2013
wola
D. nie jest (w moim niefachowym odczuciu) chorobą psychiczną, nerwową czy umysłową. To po prostu uwiąd woli. Jeśli prawdą jest, że wolna wola odróżnia nas od zwierząt, d. odczłowiecza.
ZTCW, każde działanie (poza czystą fizjologią) poprzedza decyzja. Np.umyć garnki czy jednak nie? Wyjść czy zostać w domu? Jeśli wybiera się siłą bezwładu, to jakby się wcale nie podejmowało decyzji. Skutek? Człek jest głodny, ale nie je, bo nie ma jak przygotować posiłku. Ostatnimi czasy musiałam wyrzucić sporo jedzenia, bo nie miałam siły go ugotować czy choćby oskrobać:(((
"Oślina pośród jadła - z głodu padła".
ZTCW, każde działanie (poza czystą fizjologią) poprzedza decyzja. Np.umyć garnki czy jednak nie? Wyjść czy zostać w domu? Jeśli wybiera się siłą bezwładu, to jakby się wcale nie podejmowało decyzji. Skutek? Człek jest głodny, ale nie je, bo nie ma jak przygotować posiłku. Ostatnimi czasy musiałam wyrzucić sporo jedzenia, bo nie miałam siły go ugotować czy choćby oskrobać:(((
"Oślina pośród jadła - z głodu padła".
niedziela, 24 listopada 2013
jutro trzecia rocznica...
...pierwszej wizyty u dr R. To naprawdę świetna lekarka <3
Może uda mi się kiedyś do niej wrócić...
Póki co, jeszcze żyję:(
Może uda mi się kiedyś do niej wrócić...
Póki co, jeszcze żyję:(
poniedziałek, 4 listopada 2013
beznadzieja
Bo nawet gdybym miała 150 zł miesięcznie więcej, pewnie wydałabym to na jedzenie - może trochę lepsze. Ostatnio było śmiesznie, kasa skończyła się w październiku, ale miałam nadzieję, że pożyczę piątaka na bazarze i dostanę coś na kredyt (bycie stałą klientką - od 30 lat! - b.się opłaca;). Niestety, spędziłam u uczennicy więcej czasu niż planowałam i... Ale daliśmy radę przetrwać.
Co nie zmienia faktu, że nie chcę "przetrwywać"..
Co nie zmienia faktu, że nie chcę "przetrwywać"..
sobota, 2 listopada 2013
Subskrybuj:
Posty (Atom)