...ale wczorajszy dzień zmarnowałam :( Mam jednak wymówkę - 36 stopni w cieniu!
Dziś będzie/jest lepiej - choć jak dotąd leżę przy kompie, ale jestem zajęta ważną sprawą, ogłoszeniami adopcyjnymi dla psów, które najdłużej kiblują na Paluchu.
Zresztą środa to w moim grafiku dzień na sprząt łazienki i wychodka, a pomieszczeniami bez okna wolę zajmować się wieczorem :)
PS.Psychicznie jest naprawdę dobrze, choć mogłoby być lepiej, skoro wciąż nie chudnę ;)
środa, 2 sierpnia 2017
wtorek, 1 sierpnia 2017
moje powstanie
Przyszedł mi do głowy taki pomysł - dla jednych może niegodny, dla innych zwyczajnie głupi - aby uczcić warszawskich powstańców przez 63 dni sprzątania. Jasne normalni ludzie po prostu to robią, ale ja nie jestem normalna i każdy sposób motywacji cenię wysoko.
A zatem do boju! :)
PS.Czasem cieszę się, że nikt tu nie zagląda ;)
A zatem do boju! :)
PS.Czasem cieszę się, że nikt tu nie zagląda ;)
środa, 26 lipca 2017
ech...
Ech, gdybym zawsze dokańczała posty, byłoby ich więcej ;)
Co u mnie?
Ponad 2 miesiące nie miałam netu, lada dzień mi znowu wyłączą. Przeżywam inwazję chomików, co gorsza są na moim utrzymaniu, a u mnie bryndza rekordowa (od miesiąca mam tylko jedną klientkę, w lipcu zarobiłam 85zł). Próbowałam doprosić się wsparcia na fejsie, ale bez skutku. Jest bardzo, bardzo źle.
Za to zaczęłam przyjmować pewien lek, bez konsultacji z lekarzem, a więc głupio. Zwie się Mobemid. Nieoszczędna koleżanka wykupiła, a nie bierze, więc wzięłam od niej, niedługo skończy mu się przydatność do spożycia. Działa na mnie tak sobie. Czuję się chyba troszeczkę lepiej niż bez niego, za to niemal na pewno mam znów anemię, więc w zasadzie wychodzę na zero :P Nie chudnę do normalnej wagi :(
Prawie codziennie myję zęby :) Może mieć to związek z tym, że właśnie zaczęłam jakąś mniej obrzydliwą pastę niż zwykle (nie złazi po niej nabłonek z całej paszczy, hura!).
I to by było na tyle.
Co u mnie?
Ponad 2 miesiące nie miałam netu, lada dzień mi znowu wyłączą. Przeżywam inwazję chomików, co gorsza są na moim utrzymaniu, a u mnie bryndza rekordowa (od miesiąca mam tylko jedną klientkę, w lipcu zarobiłam 85zł). Próbowałam doprosić się wsparcia na fejsie, ale bez skutku. Jest bardzo, bardzo źle.
Za to zaczęłam przyjmować pewien lek, bez konsultacji z lekarzem, a więc głupio. Zwie się Mobemid. Nieoszczędna koleżanka wykupiła, a nie bierze, więc wzięłam od niej, niedługo skończy mu się przydatność do spożycia. Działa na mnie tak sobie. Czuję się chyba troszeczkę lepiej niż bez niego, za to niemal na pewno mam znów anemię, więc w zasadzie wychodzę na zero :P Nie chudnę do normalnej wagi :(
Prawie codziennie myję zęby :) Może mieć to związek z tym, że właśnie zaczęłam jakąś mniej obrzydliwą pastę niż zwykle (nie złazi po niej nabłonek z całej paszczy, hura!).
I to by było na tyle.
środa, 19 kwietnia 2017
środa, 12 kwietnia 2017
przedświątecznie
Ostatniej nocy nie umyłam zębów. Może dlatego, że "noc" skończyła się ok. ósmej rano i nie miałam ochoty na poranną herbatę o smaku pasty do zębów (fuj!).
Mam nadzieję, że dotrę dziś do spowiedzi i spędzę wieczór na sprzątaniu (łazienki, bo środa) - najbardziej pokutne zajęcie, jakie znam ;)
Triduum Paschalne planuję spędzić głównie w domu, głównie sprzątając. Często słyszy się w kościele, że przygotowanie do świąt to nie sprzątanie domu "na błysk". Słusznie. Ale jeśli ktoś ma w domu - od wielu, wielu lat! - dziki chlew, czuje potrzebę wyszorowania kilku kątów. Albo chociaż jednego. Choć trochę.
Chciałabym kiedyś móc przeżywać Wielkanoc "czysto duchowo"... Na razie jednak jest, cóż, brudno. I muszę jakoś to przeżyć. Jeszcze jeden raz.
PS.Z atrakcji - przedwczoraj uciekła mi młoda mysz i nie mogę jej złapać :(
PPS.Dostałam dwie kartki świąteczne (jedną zupełnie niespodziewaną) z "wkładką". Jestem... no nie wiem, wzruszona pewnie. Za wiele otrzymuję, za wiele. Ale jestem b.wdzięczna.
Mam nadzieję, że dotrę dziś do spowiedzi i spędzę wieczór na sprzątaniu (łazienki, bo środa) - najbardziej pokutne zajęcie, jakie znam ;)
Triduum Paschalne planuję spędzić głównie w domu, głównie sprzątając. Często słyszy się w kościele, że przygotowanie do świąt to nie sprzątanie domu "na błysk". Słusznie. Ale jeśli ktoś ma w domu - od wielu, wielu lat! - dziki chlew, czuje potrzebę wyszorowania kilku kątów. Albo chociaż jednego. Choć trochę.
Chciałabym kiedyś móc przeżywać Wielkanoc "czysto duchowo"... Na razie jednak jest, cóż, brudno. I muszę jakoś to przeżyć. Jeszcze jeden raz.
PS.Z atrakcji - przedwczoraj uciekła mi młoda mysz i nie mogę jej złapać :(
PPS.Dostałam dwie kartki świąteczne (jedną zupełnie niespodziewaną) z "wkładką". Jestem... no nie wiem, wzruszona pewnie. Za wiele otrzymuję, za wiele. Ale jestem b.wdzięczna.
wtorek, 11 kwietnia 2017
niedziela, 9 kwietnia 2017
dobrze wykorzystany bilet
W piątek wieczorem kupiłam bilet weekendowy - kosztuje mniej niż 2 dobowe, a jest ważny dłużej: 2 razy byłam z gryzoniami u weta na Woli, 2 razy u podopiecznej na Saskiej Kępie (niby blisko, ale pieszo idę prawie 3 kwadranse), a dziś pojechałam po myszy do Ursusa.
Mała rzecz, a cieszy.
PS.Umyte ;)
Mała rzecz, a cieszy.
PS.Umyte ;)
sobota, 8 kwietnia 2017
piątek, 7 kwietnia 2017
słodki smak zwycięstwa :)
Nie, nie chodzi o to, że mogę odptaszkować wieczorne (jeśli przyjąć, że istnieje czwarta wieczorem;) mycie zębów.
Chociaż mogę :)
Przeprałam też trochę bielizny, sprzątnęłam podłogę w kuchni, podsypałam ziemi palmie i wrzuciłam trochę postów tu i tam. I odrobinę sprzątnęłam. Dziś sprzątnęłam więcej i mam nadzieję wyszorować podłogę (dość mi słabo, ale może się uda).
Chodzi jednak o coś zupełnie innego. Innym amerykańskim blogiem, do którego zaglądam jest strona Taylor Flanery - przeglądałam ostatnio kalendarz odgracania domu. Zgodnie z nim w zeszłym roku (choć nie upieram się, że w terminie) doprowadziłam do porządku szufladę ze sztućcami.
Otóż... nadal jest w porządku :D Jak również "junk drawer" dwie szafki dalej. A zatem DA SIĘ utrzymać pewną pozytywną zmianę! :D :D :D
Chociaż mogę :)
Przeprałam też trochę bielizny, sprzątnęłam podłogę w kuchni, podsypałam ziemi palmie i wrzuciłam trochę postów tu i tam. I odrobinę sprzątnęłam. Dziś sprzątnęłam więcej i mam nadzieję wyszorować podłogę (dość mi słabo, ale może się uda).
Chodzi jednak o coś zupełnie innego. Innym amerykańskim blogiem, do którego zaglądam jest strona Taylor Flanery - przeglądałam ostatnio kalendarz odgracania domu. Zgodnie z nim w zeszłym roku (choć nie upieram się, że w terminie) doprowadziłam do porządku szufladę ze sztućcami.
Otóż... nadal jest w porządku :D Jak również "junk drawer" dwie szafki dalej. A zatem DA SIĘ utrzymać pewną pozytywną zmianę! :D :D :D
czwartek, 6 kwietnia 2017
fly, lady!
[nie mam do siebie siły, zaczęłam pisać tego posta tydzień temu! Wrrrrrrrrrrrrrrrrrr!!!]
Pod wpływem Nony (znów czytam jej blog od początku;) podczytuję różne amerykańskie wynalazki.
Bycie fleją - bo, powiedzmy sobie szczerze, tym właśnie jestem - nie jest moim największym życiowym problemem. Nie jest przyczyną czegoś, tylko skutkiem. Dlatego moje "babysteps" jak nazywa to FlyLady niekoniecznie będą dotyczyły kwestii "gospodarczych". To, co mnie urzekło w jej systemie, to idea "autopilota" - wykonywanie drobnych obowiązków praktycznie nieświadomie, odruchowo. Biorąc pod uwagę typowe dla depresantów trudności z podjęciem jakiejkolwiek decyzji jestem zachwycona tym pomysłem, choć wydaje mi się nierealny - w moim przypadku :( Ale może nadszedł czas na uwierzenie w 6 niemożliwych rzeczy jeszcze przed śniadaniem?
Zadanie na kwiecień (ponoć wykształcenie przyzwyczajenia wymaga co najmniej 3 tygodni) to... wieczorne mycie zębów. Tak, coś absolutnie oczywistego dla normalnych ludzi. Dla mnie nie - często mam "złe noce", jestem zmęczona, obolała, nie mogę znieść dotyku szczoteczki...
Jak dotąd zaliczyłam dwie porażki, nie jest źle :) Zamierzam pisać o tym codziennie - przecież i tak ten blog jest śmiertelnie nudny, n'est-ce pas? :P
Pod wpływem Nony (znów czytam jej blog od początku;) podczytuję różne amerykańskie wynalazki.
Bycie fleją - bo, powiedzmy sobie szczerze, tym właśnie jestem - nie jest moim największym życiowym problemem. Nie jest przyczyną czegoś, tylko skutkiem. Dlatego moje "babysteps" jak nazywa to FlyLady niekoniecznie będą dotyczyły kwestii "gospodarczych". To, co mnie urzekło w jej systemie, to idea "autopilota" - wykonywanie drobnych obowiązków praktycznie nieświadomie, odruchowo. Biorąc pod uwagę typowe dla depresantów trudności z podjęciem jakiejkolwiek decyzji jestem zachwycona tym pomysłem, choć wydaje mi się nierealny - w moim przypadku :( Ale może nadszedł czas na uwierzenie w 6 niemożliwych rzeczy jeszcze przed śniadaniem?
Zadanie na kwiecień (ponoć wykształcenie przyzwyczajenia wymaga co najmniej 3 tygodni) to... wieczorne mycie zębów. Tak, coś absolutnie oczywistego dla normalnych ludzi. Dla mnie nie - często mam "złe noce", jestem zmęczona, obolała, nie mogę znieść dotyku szczoteczki...
Jak dotąd zaliczyłam dwie porażki, nie jest źle :) Zamierzam pisać o tym codziennie - przecież i tak ten blog jest śmiertelnie nudny, n'est-ce pas? :P
piątek, 24 marca 2017
Znów nie miałam dostępu do netu.
Pół Wielkiego Postu minęło, a chciałam w tym czasie nadgonić blogowanie (zazdroszczę tym zdyscyplinowanym istotom, które są w stanie pisać codziennie. I twierdzą, że są zalatane :P ).
Psychicznie czuję się dość dorze, jak na kogoś, kto właśnie stracił 2 zwierzaki, walczy w wszołami u innych, jest gryziony i obrzygiwany (przepraszam za brak elegancji, ale "obwymiotowywany" brzmi niezgrabnie) i nie mieści się w połowie ubrań. Fizycznie jest gorzej, jestem upiornie zmęczona praktycznie cały czas.
Nic to. Dziś zajmę się tylko blogiem ogłoszeniowym, ale od jutra (znowu) postaram się pisać codziennie. Ciekawe, co z tego wyjdzie tym razem...
Pół Wielkiego Postu minęło, a chciałam w tym czasie nadgonić blogowanie (zazdroszczę tym zdyscyplinowanym istotom, które są w stanie pisać codziennie. I twierdzą, że są zalatane :P ).
Psychicznie czuję się dość dorze, jak na kogoś, kto właśnie stracił 2 zwierzaki, walczy w wszołami u innych, jest gryziony i obrzygiwany (przepraszam za brak elegancji, ale "obwymiotowywany" brzmi niezgrabnie) i nie mieści się w połowie ubrań. Fizycznie jest gorzej, jestem upiornie zmęczona praktycznie cały czas.
Nic to. Dziś zajmę się tylko blogiem ogłoszeniowym, ale od jutra (znowu) postaram się pisać codziennie. Ciekawe, co z tego wyjdzie tym razem...
środa, 22 lutego 2017
dawno, dawno temu...
...pisałam tu ostatni raz. Dla ścisłości - pisałam i "opublikowałam", czasem zaczynam coś pisać, nie kończę i zostawiam rozmemłane... Tak samo jak w realu :(
Prawie dwa miesiące nie miałam netu, teraz zresztą też spodziewam się wyłączenia lada dzień. Aczkolwiek rok zdecydowanie obfitszy w zarobki :) Jest szansa, że przekroczę próg podatkowy (niewielka). Za to mam sporo wydatków, bo chorują moje szczury.
Nadal nie biorę leków i nie zanosi się na powrót :( Nie czuję się na siłach dotrzeć do mojej lekarki. To trochę jak z załatwianiem orzeczenia - trzeba mieć dużą sprawność, by udowodnić własną niepełnosprawność ;) Przydałby mi się AON, ale nie mam skąd go wziąć. He, he.
Utyłam prawie 15kg, jak zwykle po odstawieniu leków. Jeśli ta tendencja się nie zmieni, niedługo będę najcięższa w życiu :( Skutkiem czego trudniej mi się poruszać, więc się nie poruszam i tyję jeszcze bardziej :(
Sucz, która trafiła do mnie jesienią na tymczas, wciąż u nas mieszka. Pewnie trochę to jeszcze potrwa, bo w przyszłym tygodniu będzie mieć operację.
I to tyle z nowin. Od jutra (albo od następnego dnia z netem) postaram się powrócić do przerabiania tutaj książki p.Copeland.
Prawie dwa miesiące nie miałam netu, teraz zresztą też spodziewam się wyłączenia lada dzień. Aczkolwiek rok zdecydowanie obfitszy w zarobki :) Jest szansa, że przekroczę próg podatkowy (niewielka). Za to mam sporo wydatków, bo chorują moje szczury.
Nadal nie biorę leków i nie zanosi się na powrót :( Nie czuję się na siłach dotrzeć do mojej lekarki. To trochę jak z załatwianiem orzeczenia - trzeba mieć dużą sprawność, by udowodnić własną niepełnosprawność ;) Przydałby mi się AON, ale nie mam skąd go wziąć. He, he.
Utyłam prawie 15kg, jak zwykle po odstawieniu leków. Jeśli ta tendencja się nie zmieni, niedługo będę najcięższa w życiu :( Skutkiem czego trudniej mi się poruszać, więc się nie poruszam i tyję jeszcze bardziej :(
Sucz, która trafiła do mnie jesienią na tymczas, wciąż u nas mieszka. Pewnie trochę to jeszcze potrwa, bo w przyszłym tygodniu będzie mieć operację.
I to tyle z nowin. Od jutra (albo od następnego dnia z netem) postaram się powrócić do przerabiania tutaj książki p.Copeland.
środa, 30 listopada 2016
odpowiednie dać rzeczy słowo...
...napisał niejaki Norwid. Od dłuższego już czasu chciałam napisać o czymś, co nazywam - pod wpływem amerykańskich blogerek - rutyną, ale nazwa mi nie pasuje. O ile w angielskim podstawowe znaczenie "routine" nie jest pejoratywne, w polskim jest inaczej. Jedyna "fajna" rutyna to związek chemiczny w rutinoskorbinie ;)
Ostatnio usłyszałam odpowiednie słowo na kazaniu - rytm. Tak, tego właśnie potrzebuję. Rytm tygodnia (do pewnego stopnia) mam opracowany; wdrożony w stopniu jeszcze bardziej mizernym :(
Rytm dnia: zajęcia poranne, popołudniowe, wieczorne - mam nadzieję, że wypracuję je w tym Adwencie.
Ostatnio usłyszałam odpowiednie słowo na kazaniu - rytm. Tak, tego właśnie potrzebuję. Rytm tygodnia (do pewnego stopnia) mam opracowany; wdrożony w stopniu jeszcze bardziej mizernym :(
Rytm dnia: zajęcia poranne, popołudniowe, wieczorne - mam nadzieję, że wypracuję je w tym Adwencie.
niedziela, 20 listopada 2016
środa, 26 października 2016
chroniczna beznadzieja
Może powinnam wrócić na leki.
Nie tylko dlatego, że tak strasznie utyłam (ponad 10kg w kilka miesięcy), choć bardzo mnie to wkurza - przywykłam do ósemki z przodu ;)
Nie bardzo widzę możliwość wyjścia z tej czarnej dziury własnym sumptem. Energii starcza na godzinę, dwie... Albo wcale. A zatem do lekarki nie pójdę, wymaga to konkretnego działania :(
A zatem nie wyjdę z tego nigdy, bo nie mam "asystenta". Proste.
Nie tylko dlatego, że tak strasznie utyłam (ponad 10kg w kilka miesięcy), choć bardzo mnie to wkurza - przywykłam do ósemki z przodu ;)
Nie bardzo widzę możliwość wyjścia z tej czarnej dziury własnym sumptem. Energii starcza na godzinę, dwie... Albo wcale. A zatem do lekarki nie pójdę, wymaga to konkretnego działania :(
A zatem nie wyjdę z tego nigdy, bo nie mam "asystenta". Proste.
czwartek, 6 października 2016
---
Gdybym miała 2-3 STAŁYCH uczniów... O ile potrafię jeszcze uczyć :( Na początek wystarczyłoby tyle.
wtorek, 4 października 2016
jest źle
Nie będę jednak o tym pisać, bo to strasznie nudne. Zabiłabym się, gdybym nie była takim tchórzem.
niedziela, 25 września 2016
coś dobrego na niedzielę
Córeczka koleżanki siedzi jeszcze w brzuchu. Ale kiedy tylko wyjdzie będzie musiała być operowana. Operacja jest CHOLERNIE DROGA :( Nie każdego stać na wsparcie finansowe, ale absolutnie każdy użytkownik Internetu może wejść w tego linka i zrobić klik. Następnego dnia to samo. I jeszcze raz.
Zapraszam do podawania linka dalej i do klikania, codziennie :)
Dziękuję w imieniu Weroniki :)
Zapraszam do podawania linka dalej i do klikania, codziennie :)
Dziękuję w imieniu Weroniki :)
piątek, 23 września 2016
dziwne...
Czułam się ostatnio nieźle (nie licząc zeszłotygodniowego dołka związanego z wyprowadzką Murki). Sprzątałam trochę. Miałam jakieś plany. Rozmawiałam z ludźmi.
A wczoraj wieczorem tąpnięcie.
W ramach korzystania z bezpłatnej komunikacji miejskiej (tylko jeden taki dzień w roku, grzech nie skorzystać!) jechałam na Mszę na Wolę. Wyszłam trochę za późno, długo czekałam na tramwaj, w końcu przyjechał. Usiadłam niedaleko jakichś państwa, nolens volens słyszałam ich rozmowę.
Rozmowa jak rozmowa, ale pan był podobny z głosu i stylu do mojego Ojca... No i się zaczęło. Moje spaprane życie. Nikomu nie jestem potrzebna. Nic nie potrafię dobrze zrobić, byłych uczniów na kopy, żadnych obecnych - to chyba o czymś świadczy? za trzy lata i jeden dzień i trzy lata i czterdziecha. Czterdzieści zmarnowanych lat to nie brzmi dumnie...
PS.Dziś troszkę lepiej, ale chciałam wlepić tego posta, bo zaczęłam go pisać wczoraj. Może będzie dziś i drugi? W drodze urodzinowego wyjątku ;)
A wczoraj wieczorem tąpnięcie.
W ramach korzystania z bezpłatnej komunikacji miejskiej (tylko jeden taki dzień w roku, grzech nie skorzystać!) jechałam na Mszę na Wolę. Wyszłam trochę za późno, długo czekałam na tramwaj, w końcu przyjechał. Usiadłam niedaleko jakichś państwa, nolens volens słyszałam ich rozmowę.
Rozmowa jak rozmowa, ale pan był podobny z głosu i stylu do mojego Ojca... No i się zaczęło. Moje spaprane życie. Nikomu nie jestem potrzebna. Nic nie potrafię dobrze zrobić, byłych uczniów na kopy, żadnych obecnych - to chyba o czymś świadczy? za trzy lata i jeden dzień i trzy lata i czterdziecha. Czterdzieści zmarnowanych lat to nie brzmi dumnie...
PS.Dziś troszkę lepiej, ale chciałam wlepić tego posta, bo zaczęłam go pisać wczoraj. Może będzie dziś i drugi? W drodze urodzinowego wyjątku ;)
wtorek, 13 września 2016
wtorek, 23 sierpnia 2016
hekatomba :( - a jednak nie :|
Nie będę o tym pisać na zwierzątkowym blogu, bo od narzekań jest ten.
Jak już wspominałam w czerwcu, moja szczurzyca zamordowała mysz. Oczywiście, to moja wina, bo to ja powinnam mieć rozum :( Fifi odsunęła szybkę zasłaniającą akwarium, więc potem bardziej uważałam.
Dziś weszłam do pokoju po b.długim wybiegu (może za długim i były znudzone?) i znalazłam ślady krwi. Złapałam szczurzyce i odstawiłam do klatki - żadna nie była zraniona. Za to mysz jakaś taka osowiała. Mysz, mieszkająca w klatce typu diuna, bez bocznych szczebelków. W klatce porządnie zamkniętej - i przedtem, i potem. Znalazłam krew i w klatce. I mysz bez łapki :(((((((((((((((((((
e:byłyśmy u weta, łapka pięknie zagojona, Morwa dostała zastrzyk p-bólowy i szansę na cd. życia. P.dr podejrzewa samookaleczenie! To straszne i też jestem za to odpowiedzialna (samiczki trzymane osobno świrują, powinnam była wcześniej zatroszczyć się o towarzystwo), ale cieszę się, że zdejmuje podejrzenie ze szczurzyc :)
Jak już wspominałam w czerwcu, moja szczurzyca zamordowała mysz. Oczywiście, to moja wina, bo to ja powinnam mieć rozum :( Fifi odsunęła szybkę zasłaniającą akwarium, więc potem bardziej uważałam.
Dziś weszłam do pokoju po b.długim wybiegu (może za długim i były znudzone?) i znalazłam ślady krwi. Złapałam szczurzyce i odstawiłam do klatki - żadna nie była zraniona. Za to mysz jakaś taka osowiała. Mysz, mieszkająca w klatce typu diuna, bez bocznych szczebelków. W klatce porządnie zamkniętej - i przedtem, i potem. Znalazłam krew i w klatce. I mysz bez łapki :(((((((((((((((((((
e:byłyśmy u weta, łapka pięknie zagojona, Morwa dostała zastrzyk p-bólowy i szansę na cd. życia. P.dr podejrzewa samookaleczenie! To straszne i też jestem za to odpowiedzialna (samiczki trzymane osobno świrują, powinnam była wcześniej zatroszczyć się o towarzystwo), ale cieszę się, że zdejmuje podejrzenie ze szczurzyc :)
poniedziałek, 22 sierpnia 2016
---
Miałam dziś zacząć pewien eksperyment, ale próbuję przetłumaczyć cv koleżanki - mordęga :P
Poza tym, żadnych nowości. Bieda już ledwie piszczy, następna kasa, o której wiem przyjdzie za tydzień - ha, ha, ha. Nie mam na nic siły, a po sobotnich schizach boję się wziąć żeń-szeń :(
Poza tym, żadnych nowości. Bieda już ledwie piszczy, następna kasa, o której wiem przyjdzie za tydzień - ha, ha, ha. Nie mam na nic siły, a po sobotnich schizach boję się wziąć żeń-szeń :(
sobota, 20 sierpnia 2016
schizy, schizy...
Znowu problem z wyjściem z domu. Problem z jedzeniem. Problem ze zrobieniem czegokolwiek.
e: i zimno mi. Od środka :(
e: i zimno mi. Od środka :(
czwartek, 18 sierpnia 2016
sąd nie-ostateczny :(
Jaką mam szansę, że zdobędę jakieś ciężkie pieniądze, skoro nie zdobyłam lżejszych?
Nic, tylko się pochlastać.
Upić się nie mogę, bo: a)nie mam za co, b)jest sierpień, c)jestem abstynentką.
Nic, tylko się pochlastać.
Upić się nie mogę, bo: a)nie mam za co, b)jest sierpień, c)jestem abstynentką.
wtorek, 16 sierpnia 2016
a może nie?
Nie dożyję? Pieniądze przez konto przemknęły jak perseida, mam zapłacony czynsz (fajnie), przed jutrem powinnam zapłacić 330,83 (+odsetki), bo sąd dyszy zza pleców.
No cóż.
PS.Poza tym, nie jest źle :)
No cóż.
PS.Poza tym, nie jest źle :)
czwartek, 11 sierpnia 2016
:O
Jestem otwarta na cuda.
Sporo ich już widziałam.
Dlatego idąc dziś po zakupy (za 90 groszy można kupić 3 kajzerki, a dostałam od koleżanki mięso, niby dla psa, ale część mogła być dla mnie) zahaczyłam o bankomat. Pomyślałam sobie, że wprawdzie konto zalokowane, ale może znajdzie się coś na karcie?
Znalazło się. Na koncie również.
Może jednak dożyjemy do najbliższego zlecenia? ;)
Sporo ich już widziałam.
Dlatego idąc dziś po zakupy (za 90 groszy można kupić 3 kajzerki, a dostałam od koleżanki mięso, niby dla psa, ale część mogła być dla mnie) zahaczyłam o bankomat. Pomyślałam sobie, że wprawdzie konto zalokowane, ale może znajdzie się coś na karcie?
Znalazło się. Na koncie również.
Może jednak dożyjemy do najbliższego zlecenia? ;)
środa, 10 sierpnia 2016
świętuję rocznicę...
...utraty "stałej" pracy, pardon, płacy. Tych dwu stów miesięcznie właściwie mogłam być pewna...
Jakoś na początku jesieni będzie z kolei rocznica stracenia ostatniego ucznia...
Z powodu abonamentu RTV mam zajęte konto. Jeśli nie zapłacę zaległych rachunków Tepsy w ciągu tygodnia, sprawa idzie do sądu. Inne rachunki mam popłacone do marca tego roku.
Co za radość żyć...
Jakoś na początku jesieni będzie z kolei rocznica stracenia ostatniego ucznia...
Z powodu abonamentu RTV mam zajęte konto. Jeśli nie zapłacę zaległych rachunków Tepsy w ciągu tygodnia, sprawa idzie do sądu. Inne rachunki mam popłacone do marca tego roku.
Co za radość żyć...
środa, 3 sierpnia 2016
strategie (cz.1)
Pojęczałabym o tym, że jestem głodna i bez kasy, ale staram się być produktywna ;)
Mary Ellen (długo już pracuję z jej książką, czas przejść na ty) podzieliła sposoby łagodzenia depresji na pięć kategorii: czynności, wsparcie, nastawienie, organizacja i duchowość.
Nie zamierzam przepisywać całej książki (ani nawet rozdziału, polecam biblioteki:), ale wrzucę tu trochę tych sugestii z moimi komentarzami. Podobnie jak Mary Ellen zwracam uwagę na fakt, że to, co pomaga jednej osobie niekoniecznie pomoże innej - to tylko inspiracja :)
Czynności:
ćwiczenia - jeśli ma się siłę na ruch, zdecydowanie polecam, zwłaszcza pilatesa; powtarzalność ruchów w jakiś sposób uspokaja, poczucie, że ciało staje się silniejsze i sprawniejsze to bardzo przyjemne uczucie; niestety, od dość dawna nie ćwiczę, ale chcę do tego powrócić, gdy skończą się upały
długie spacery - podobnie, spokojna aktywność fizyczna to dobry pomysł, a tu dochodzi jeszcze świeże powietrze (i ew.światło słoneczne); codziennie spaceruję min.godzinę (przeważnie kilka godzin, mam sporo psów pod opieką)
czytanie - o tak!!! Zapraszam na mojego bloga o pierwszy-raz-przeczytanych-książkach :)
słuchanie muzyki - muzyka poważna do skupienia się, niepoważna - jako akompaniament do jakiejkolwiek innej aktywności
ogrodnictwo - mam tylko balkon i rośliny doniczkowe, ale myślę, że to bardzo dobre zajęcie
robótki ręczne - moje marzenie
zakupy - jeśli tylko ma się za co ;)
spędzanie czasu w towarzystwie małych dzieci - nie wiem, czy to działa, jeśli owe dzieci są własne, ale cudze faktycznie pomagają
sprzątanie - no cóż... trochę za, a trochę przeciw
oglądanie filmów - dobry rodzaj oderwania się, szczególnie, gdy ugrzęźnie się jakimś serialu (Downton Abbey!)
pomaganie innym - istnieje teoria, że depresja bierze się ze skupienia na sobie (bardzo przygnębiające); nie wiem, czy ma ona sens, wiem, że pomaganie jest dobre, i tyle
pisanie bloga ;)
Mary Ellen (długo już pracuję z jej książką, czas przejść na ty) podzieliła sposoby łagodzenia depresji na pięć kategorii: czynności, wsparcie, nastawienie, organizacja i duchowość.
Nie zamierzam przepisywać całej książki (ani nawet rozdziału, polecam biblioteki:), ale wrzucę tu trochę tych sugestii z moimi komentarzami. Podobnie jak Mary Ellen zwracam uwagę na fakt, że to, co pomaga jednej osobie niekoniecznie pomoże innej - to tylko inspiracja :)
Czynności:
ćwiczenia - jeśli ma się siłę na ruch, zdecydowanie polecam, zwłaszcza pilatesa; powtarzalność ruchów w jakiś sposób uspokaja, poczucie, że ciało staje się silniejsze i sprawniejsze to bardzo przyjemne uczucie; niestety, od dość dawna nie ćwiczę, ale chcę do tego powrócić, gdy skończą się upały
długie spacery - podobnie, spokojna aktywność fizyczna to dobry pomysł, a tu dochodzi jeszcze świeże powietrze (i ew.światło słoneczne); codziennie spaceruję min.godzinę (przeważnie kilka godzin, mam sporo psów pod opieką)
czytanie - o tak!!! Zapraszam na mojego bloga o pierwszy-raz-przeczytanych-książkach :)
słuchanie muzyki - muzyka poważna do skupienia się, niepoważna - jako akompaniament do jakiejkolwiek innej aktywności
ogrodnictwo - mam tylko balkon i rośliny doniczkowe, ale myślę, że to bardzo dobre zajęcie
robótki ręczne - moje marzenie
zakupy - jeśli tylko ma się za co ;)
spędzanie czasu w towarzystwie małych dzieci - nie wiem, czy to działa, jeśli owe dzieci są własne, ale cudze faktycznie pomagają
sprzątanie - no cóż... trochę za, a trochę przeciw
oglądanie filmów - dobry rodzaj oderwania się, szczególnie, gdy ugrzęźnie się jakimś serialu (Downton Abbey!)
pomaganie innym - istnieje teoria, że depresja bierze się ze skupienia na sobie (bardzo przygnębiające); nie wiem, czy ma ona sens, wiem, że pomaganie jest dobre, i tyle
pisanie bloga ;)
czwartek, 28 lipca 2016
uwaga, depizod!
Cd. pracy z książką p.Copeland.
Jakie są pierwsze znaki ostrzegawcze, które świadczą o tym, że czeka Cię gwałtowne pogorszenie samopoczucia?
No i tutaj mam problem. Wydaje mi się, że nie mam zbytnio wyodrębnionych depizodów, po prostu jest źle, czasem jeszcze gorzej, niekiedy fatalnie, ale żeby tak określać precyzyjnie? Hm.
No ale załóżmy. Zaznaczyłam takie opcje:
wycofanie; brak aktywności; łatwe uleganie zwątpieniu; nadmierna senność; płaczliwość; obżarstwo; spędzanie dużej ilości czasu w łóżku; pragnienie, aby ktoś się mną zaopiekował; wrażenie niezdarności, upuszczanie przedmiotów; łatwe uleganie zmęczeniu; obojętność; ech, właściwie mogłabym zaznaczyć wszystkie :(
Może pewnego pięknego dnia pójdę do lekarza z notatkami z tej książki? Może diagnoza będzie inna? ;)
Jakie są pierwsze znaki ostrzegawcze, które świadczą o tym, że czeka Cię gwałtowne pogorszenie samopoczucia?
No i tutaj mam problem. Wydaje mi się, że nie mam zbytnio wyodrębnionych depizodów, po prostu jest źle, czasem jeszcze gorzej, niekiedy fatalnie, ale żeby tak określać precyzyjnie? Hm.
No ale załóżmy. Zaznaczyłam takie opcje:
wycofanie; brak aktywności; łatwe uleganie zwątpieniu; nadmierna senność; płaczliwość; obżarstwo; spędzanie dużej ilości czasu w łóżku; pragnienie, aby ktoś się mną zaopiekował; wrażenie niezdarności, upuszczanie przedmiotów; łatwe uleganie zmęczeniu; obojętność; ech, właściwie mogłabym zaznaczyć wszystkie :(
Może pewnego pięknego dnia pójdę do lekarza z notatkami z tej książki? Może diagnoza będzie inna? ;)
niedziela, 24 lipca 2016
tzw. okres...
Co przeżyłam, to moje :(
Wczoraj po wzięciu ostatniej saszetki Nimesilu czułam się bdb, nawet podzieliłam się nią z moim myszkiem (ma uszkodzony ogonek :( ). Dziś wstałam i też nie było źle. Właśnie zalałam herbatę i powiedziałam psu, że zaraz idziemy, tylko napoję gryzonie. Aż tu nagle dorwał mnie ból. Normalnie narasta stopniowo, ale tym razem wjechał windą. W domu zero p-bólowców, tylko Scorbolamid, wzięłam 2 tabletki. Również nagle znalazłam się na krawędzi omdlenia ("słabo mi" to zdecydowanie za słabe określenie). Wcześniej zdjęłam koszulkę, bo mi było strasznie gorąco, ale później oblałam się potem (ja, która nigdy się nie pocę, ha, ha), więc musiałam się przykryć.
Nie wiem, ile trwały te atrakcje, bo zasnęłam (hipersomnia to jedyne, na co mogę w życiu liczyć;) i obudziłam się przeszło 2 godziny po parzeniu herbaty.
Nie jestem dobrym domem tymczasowym, oj nie :(
Wczoraj po wzięciu ostatniej saszetki Nimesilu czułam się bdb, nawet podzieliłam się nią z moim myszkiem (ma uszkodzony ogonek :( ). Dziś wstałam i też nie było źle. Właśnie zalałam herbatę i powiedziałam psu, że zaraz idziemy, tylko napoję gryzonie. Aż tu nagle dorwał mnie ból. Normalnie narasta stopniowo, ale tym razem wjechał windą. W domu zero p-bólowców, tylko Scorbolamid, wzięłam 2 tabletki. Również nagle znalazłam się na krawędzi omdlenia ("słabo mi" to zdecydowanie za słabe określenie). Wcześniej zdjęłam koszulkę, bo mi było strasznie gorąco, ale później oblałam się potem (ja, która nigdy się nie pocę, ha, ha), więc musiałam się przykryć.
Nie wiem, ile trwały te atrakcje, bo zasnęłam (hipersomnia to jedyne, na co mogę w życiu liczyć;) i obudziłam się przeszło 2 godziny po parzeniu herbaty.
Nie jestem dobrym domem tymczasowym, oj nie :(
środa, 20 lipca 2016
jeszcze żyję :(
Cukier pożyczyłam. Dostałam też płatki owsiane, trochę przeterminowane, "dla psów". Pożarłam ;)
Wegetacja trwa dalej...
e: zrobiło mi się jakoś strasznie smutno, nie wiem, dlaczego :(
Wegetacja trwa dalej...
e: zrobiło mi się jakoś strasznie smutno, nie wiem, dlaczego :(
wtorek, 19 lipca 2016
he, he...
Nie doceniłam siebie.
Pół tuzina parówek zniknęło w paszczy za jednym posiedzeniem, przy akompaniamencie stosownej liczby kajzerek. Mam nadzieję, że wkrótce umrę, bo zaburzenia odżywiania mam jak w banku ;)
Niedojadanie da się wytrzymać (choć wkurza), ale skończył mi się cukier do herbaty :( Myślę, że to wystarczający powód do skakania oknem. Pojutrze będę mieć 10zł, ale jak mam dożyć?
Pół tuzina parówek zniknęło w paszczy za jednym posiedzeniem, przy akompaniamencie stosownej liczby kajzerek. Mam nadzieję, że wkrótce umrę, bo zaburzenia odżywiania mam jak w banku ;)
Niedojadanie da się wytrzymać (choć wkurza), ale skończył mi się cukier do herbaty :( Myślę, że to wystarczający powód do skakania oknem. Pojutrze będę mieć 10zł, ale jak mam dożyć?
sobota, 16 lipca 2016
nędza męczy
Tak bardzo męczy.
Ten tydzień w sumie nie był zły - zarobiłam 30zł, drugie 30 pożyczyłam. I co z tego? Żeby te pieniądze miały wartość 60zł, potrzeba zacząć od zera, a tak - wrzucam grosze do studni bez dna :(
Obecnie mam 3zł. Jeśli uda mi się wyjść z domu, mogłabym dokupić pieczywo do parówek z wczoraj (2 posiłki). Mam jeszcze ryż (czuję się, jakbym wyżerała psom karmę ;), przyprawy i cukier, więc przebiduję po poniedziałku.
Bawię się myślą kupienia zakładu LOTTO - trafienie piątki pewnie by mi pomogło ;)
Mój pies przeżywa, jak sądzę, załamanie nerwowe :( OK, biegunka może mieć inne powody, ale zachowuje się również nietypowo. Nie wiem, czy powodem jest nadmiar psów w domu (od lutego przez większość czasu tymczasujemy), czy ich wiek (szczenięta są b.męczące, nie tylko dla mnie), czy moje załamanie - B.jest wyjątkowo empatycznym stworzeniem.
Ten tydzień w sumie nie był zły - zarobiłam 30zł, drugie 30 pożyczyłam. I co z tego? Żeby te pieniądze miały wartość 60zł, potrzeba zacząć od zera, a tak - wrzucam grosze do studni bez dna :(
Obecnie mam 3zł. Jeśli uda mi się wyjść z domu, mogłabym dokupić pieczywo do parówek z wczoraj (2 posiłki). Mam jeszcze ryż (czuję się, jakbym wyżerała psom karmę ;), przyprawy i cukier, więc przebiduję po poniedziałku.
Bawię się myślą kupienia zakładu LOTTO - trafienie piątki pewnie by mi pomogło ;)
Mój pies przeżywa, jak sądzę, załamanie nerwowe :( OK, biegunka może mieć inne powody, ale zachowuje się również nietypowo. Nie wiem, czy powodem jest nadmiar psów w domu (od lutego przez większość czasu tymczasujemy), czy ich wiek (szczenięta są b.męczące, nie tylko dla mnie), czy moje załamanie - B.jest wyjątkowo empatycznym stworzeniem.
sobota, 9 lipca 2016
odcięta od świata
Znowu.
Plus: oszczędzam paliwa kopalne ;)
Zamierzam napisać po kilka postów na różne blogi i wlepić je w pon. po południu, kiedy znowu będę gościć u koleżanki. O ile nie zaśpię, jak dziś.
Hipersomnia jest śmieszna - śpisz cały dzień i całą noc i jeszcze mógłbyś spać :)
Plus: oszczędzam paliwa kopalne ;)
Zamierzam napisać po kilka postów na różne blogi i wlepić je w pon. po południu, kiedy znowu będę gościć u koleżanki. O ile nie zaśpię, jak dziś.
Hipersomnia jest śmieszna - śpisz cały dzień i całą noc i jeszcze mógłbyś spać :)
wtorek, 5 lipca 2016
p.o.jedzenia ;)
W tym roku mam duże zużycie cukru - dostałam od Szlachetnej Paczki 10kg, dałam koleżance tylko 2, a już mi dawno wyszedł. Dziś poratowała mnie taż koleżanka połową paczki, mogę więc jeść cukier i zapijać go gorzką herbatą.
Nie upieram się, że to bardzo odżywcze, ale w końcu zdrową dietę wymyślili ludzie, którzy mają za dużo pieniędzy :P
Nie upieram się, że to bardzo odżywcze, ale w końcu zdrową dietę wymyślili ludzie, którzy mają za dużo pieniędzy :P
niedziela, 3 lipca 2016
sobota, 2 lipca 2016
tradycyjnie...
...nie radzę sobie z niczym.
W soboty miałam uczyć koleżankę w ramach wolontariatu (brakuje mi go bardzo) - znowu zaspałam. Czas wyjść z suczą na spacer, ale najpierw trzeba by "wysadzić" szczeniaki - nie są zainteresowane siusianiem/kupcianiem (za wyjątkiem Nini, która potrzebę załatwiła przed wyjściem z "kojca"). Jestem głodna i śpiąca - przynajmniej na to drugie mogłabym coś poradzić, ale czekam na odzew od koleżanki (telefon zawsze wie, kiedy nie powinien się rozładować, zresztą z nią nie sposób wymienić tylko dwa słowa, więc unikam dzwonienia ;) - właściwie zawsze unikam dzwonienia, do wszystkich :P ).
Słonecznie, ale nie tak gorąco jak było wcześniej - dobra pogoda na sprzątanie...
e:E.napisała, przemówiłyśmy się na poniedziałek. Pogoda ma ponoć być bardziej znośna, zaraz idę z suczą, smażę śniadanie (śniło mi sięniedawno, że odkryłam idealne proporcje wegańskich placków, niestety, w realu nie ma tak dobrze) i idę sprzątać.
W soboty miałam uczyć koleżankę w ramach wolontariatu (brakuje mi go bardzo) - znowu zaspałam. Czas wyjść z suczą na spacer, ale najpierw trzeba by "wysadzić" szczeniaki - nie są zainteresowane siusianiem/kupcianiem (za wyjątkiem Nini, która potrzebę załatwiła przed wyjściem z "kojca"). Jestem głodna i śpiąca - przynajmniej na to drugie mogłabym coś poradzić, ale czekam na odzew od koleżanki (telefon zawsze wie, kiedy nie powinien się rozładować, zresztą z nią nie sposób wymienić tylko dwa słowa, więc unikam dzwonienia ;) - właściwie zawsze unikam dzwonienia, do wszystkich :P ).
Słonecznie, ale nie tak gorąco jak było wcześniej - dobra pogoda na sprzątanie...
e:E.napisała, przemówiłyśmy się na poniedziałek. Pogoda ma ponoć być bardziej znośna, zaraz idę z suczą, smażę śniadanie (śniło mi sięniedawno, że odkryłam idealne proporcje wegańskich placków, niestety, w realu nie ma tak dobrze) i idę sprzątać.
piątek, 24 czerwca 2016
zwierzątkowo
Jak powszechnie wiadomo, jestem b.przewidująca, sprytna i jeszcze jakaś.
Miałam zamiar wprowadzić zasadę, że ew.chętny do tymczasowania poza tym, co oczywiste, zapewnia dobre pożywienie mojemu stadu - żeby wynagrodzić im czas poświęcony tymczasowiczom (tymczasowanie za pieniądze jest be i fuj, ale za karmę może być;)
W nocy przyjechała do mnie sucz ze szczeniakami. Póki co, "objadają" moje psy...
***
Wczoraj wygrzebałam najostatniejsze, pamiątkowe 5 dolarów kanadyjskich. Najpierw poszłam do biletomatu na przystanku koło domu, żeby sprawdzić, czy nie zostało mi coś na karcie, ale był zepsuty, przyjmował tylko gotówkę. Poszłam do kantoru i do następnego przystanku - automat się zawiesił. Z warkotem poszłam jeszcze dalej - zepsuty, przyjmuje jedynie karty, a na karcie nic nie mam. Wróciłam do domu nieżywa, a moja szczurzyca jest wciąż sierotą :(
***
Sieroctwo bardzo szczury frustruje - przedwczoraj zamordowała mysz!!! Zdekapitowała ją i pożarła głowę, mimo że jest weganką. Skutek: nie dość, że potrzebuję towarzystwa dla pojedynczej szczurzycy, to i dla pojedynczej myszy :P
***
Chyba czas zacząć pisać bloga zwierzątkowego ;)
Miałam zamiar wprowadzić zasadę, że ew.chętny do tymczasowania poza tym, co oczywiste, zapewnia dobre pożywienie mojemu stadu - żeby wynagrodzić im czas poświęcony tymczasowiczom (tymczasowanie za pieniądze jest be i fuj, ale za karmę może być;)
W nocy przyjechała do mnie sucz ze szczeniakami. Póki co, "objadają" moje psy...
***
Wczoraj wygrzebałam najostatniejsze, pamiątkowe 5 dolarów kanadyjskich. Najpierw poszłam do biletomatu na przystanku koło domu, żeby sprawdzić, czy nie zostało mi coś na karcie, ale był zepsuty, przyjmował tylko gotówkę. Poszłam do kantoru i do następnego przystanku - automat się zawiesił. Z warkotem poszłam jeszcze dalej - zepsuty, przyjmuje jedynie karty, a na karcie nic nie mam. Wróciłam do domu nieżywa, a moja szczurzyca jest wciąż sierotą :(
***
Sieroctwo bardzo szczury frustruje - przedwczoraj zamordowała mysz!!! Zdekapitowała ją i pożarła głowę, mimo że jest weganką. Skutek: nie dość, że potrzebuję towarzystwa dla pojedynczej szczurzycy, to i dla pojedynczej myszy :P
***
Chyba czas zacząć pisać bloga zwierzątkowego ;)
poniedziałek, 20 czerwca 2016
troszkę niefajnie :(
Tak jakby mi się pogarsza. B.odczuwam potrzebę Asyst.ON, ale obecnie nie mam ani orzeczenia, ani pieniędzy, więc mogę sobie pofiukać.
Potrzebuję wsparcia. Nie mam na nie szansy. Rozważam stworzenie "imaginary asistant", ale mam lęki i moczenia nocne, że nie skończy się to dobrze :-S
Potrzebuję wsparcia. Nie mam na nie szansy. Rozważam stworzenie "imaginary asistant", ale mam lęki i moczenia nocne, że nie skończy się to dobrze :-S
czwartek, 16 czerwca 2016
a co tam!
Znowu zaspałam i nie poszłam do mojej lekarki :( Ale nie martwię się przesadnie, w końcu i tak nie biorę leków :P Na badanie krwi jest chyba za wcześnie. Więc luzik. Muszę tylko jutro do niej zadzwonić, żeby nie myślała, że nie żyję :)
wtorek, 14 czerwca 2016
oops, I didn't do it again!
[nie dość, że żaden słodki ciężar na mnie nie leży, wreszcie dorobiłam się myszy; komputerowej;)]
Od jakiegoś czasu chodzi po mnie post o wdzięcznym tytule "konie i psy". Właściwie już zaczęłam go pisać, kiedy okazało się, że trochę na niego za wcześnie :P
Dawno, dawno temu, kiedy zaczynałam blogowanie pisałam o książce M.E.Copeland "Jak wygrać z depresją?". Miałam szczery zamiar "przerobić" ją tutaj (coś, co wielokrotnie robiłam w realu), ale jakoś mi nie wyszło (jak zwykle).
A więc wracam. Od jutra, obecnie mam doła :(
Od jakiegoś czasu chodzi po mnie post o wdzięcznym tytule "konie i psy". Właściwie już zaczęłam go pisać, kiedy okazało się, że trochę na niego za wcześnie :P
Dawno, dawno temu, kiedy zaczynałam blogowanie pisałam o książce M.E.Copeland "Jak wygrać z depresją?". Miałam szczery zamiar "przerobić" ją tutaj (coś, co wielokrotnie robiłam w realu), ale jakoś mi nie wyszło (jak zwykle).
A więc wracam. Od jutra, obecnie mam doła :(
sobota, 11 czerwca 2016
nie mogę pisać...
...sucz leży mi na prawej ręce. Za 10 godzin pojedzie do domu stałego, więc nie chcę jej zrzucać ;)
A tyle pomysłów na posty mam, no :D
A tyle pomysłów na posty mam, no :D
wtorek, 7 czerwca 2016
-
Lęków póki co nie mam. Za to jestem rozdrażniona (jak na mnie). Boję się, że uszkodzę jakieś niesforne szczenię :(
e:wróc to tempo :( Od dwu dni idę do lecznicy wet., w której wiszę kasę. Chwilowo mogę oddać, przynajmniej część. Dziś już nie pójdę, za pół godziny zamykają, a to daleko :(
Ech, przydałby mi się Asystent ON.
e:wróc to tempo :( Od dwu dni idę do lecznicy wet., w której wiszę kasę. Chwilowo mogę oddać, przynajmniej część. Dziś już nie pójdę, za pół godziny zamykają, a to daleko :(
Ech, przydałby mi się Asystent ON.
poniedziałek, 6 czerwca 2016
glany rządzą!
Przez 2 tygodnie byłam zbyt zmęczona, by wiązać sznurowadła, wychodziłam więc z domu prawie zawsze w kapciach. Wydawałoby się, że podróbka crocsów powinna się sprawdzać również w plenerze.
Nie sprawdziła się.
Siniaki, otarcia, kulawizna...
Wykrzesałam więc z siebie resztki sił i powróciłam do normalnych butów. Dwa dni później czuję się bardziej "sobą". These legs were made for walkin' :D
A dziś było sporo łażenia. W ramach uczenia szczeniaków spacerowania, wyszłam z każdą osobno w asyście B., żeby pokazał, co się robi na dworze ;) Smarkate wiedzą już, że się siusia i kupcia, ale poza tym tylko by się gryzły :)
Lekko licząc, jakieś trzy godziny chodzenia przez "cały dzień" (od południa do jakiejś 23).
Rozpiera mnie energia, nie? Nic dziwnego, wróciłam do witaminek z żeńszeniem. Ciekawe, kiedy zaczną się napady lęku? :P
Nie sprawdziła się.
Siniaki, otarcia, kulawizna...
Wykrzesałam więc z siebie resztki sił i powróciłam do normalnych butów. Dwa dni później czuję się bardziej "sobą". These legs were made for walkin' :D
A dziś było sporo łażenia. W ramach uczenia szczeniaków spacerowania, wyszłam z każdą osobno w asyście B., żeby pokazał, co się robi na dworze ;) Smarkate wiedzą już, że się siusia i kupcia, ale poza tym tylko by się gryzły :)
Lekko licząc, jakieś trzy godziny chodzenia przez "cały dzień" (od południa do jakiejś 23).
Rozpiera mnie energia, nie? Nic dziwnego, wróciłam do witaminek z żeńszeniem. Ciekawe, kiedy zaczną się napady lęku? :P
czwartek, 2 czerwca 2016
leżę i nie kwiczę
Finansowo i psychicznie ciut lepiej, somatycznie - wciąż b.źle :(
Boję się wychodzić z domu, by nie zemdleć na ulicy. Boję się, że przewrócę się i zmiażdżę szczeniaka :( Prawie nic nie robię, bo nie mam siły.
Boję się wychodzić z domu, by nie zemdleć na ulicy. Boję się, że przewrócę się i zmiażdżę szczeniaka :( Prawie nic nie robię, bo nie mam siły.
wtorek, 31 maja 2016
leniwa niedziela...
Szczeniaki zostały zaczipowane, wróciłyśmy w samo południe, ale udało mi się nie skonać z gorąca. Wieczorem rozsądnie stwierdziłam, że pójdę do najchłodniejszego kościoła w okolicy ;) Jednak zestaw: odstawienie leków, okres i niedojadanie wystarczył :( Całą Mszę przesiedziałam w kąciku, a potem powlokłam się do koleżanki mieszkającej opodal, żeby poratowała mnie podpaskami i cukierkami. Wracałam od niej straaasznie długo...
****
Nędza b.mnie męczy :( Co zarobię 10 zł, już ich nie mam. Jasne, człowiek jest w stanie tak żyć, ale co to za życie? Ostatnia torebka Liptona i zastanawianie się, czy wypić herbatę teraz, czy po wstaniu, a może w środę, kiedy idę do podopiecznej? Brak kremu do ciała? Niby nic, ale po 2-3 dniach moja felerna skóra zaczyna swędzieć.
Chyba tylko wygrana w totka może mnie uratować. Tyle że nie gram, bo mnie nie stać :P Tylu ludziom wiszę kasę, że to po prostu w głowie się nie mieści. Co mogłabym sprzedać, co ma jakąkolwiek wartość? Czy półwieczne sztućce są więcej, czy mniej warte od współczesnych? "Kryształy"? Kolekcje?
W sumie najlepiej byłoby sprzedać mieszkanie ;))) Jedyna rzecz, która na pewno ma jakąś zauważalną wartość - parę lat temu wyceniono je na 160 tysięcy, jeśli dobrze pamiętam. Ale nie jestem w stanie (i nie chcę!) się przeprowadzać.
****
Nędza b.mnie męczy :( Co zarobię 10 zł, już ich nie mam. Jasne, człowiek jest w stanie tak żyć, ale co to za życie? Ostatnia torebka Liptona i zastanawianie się, czy wypić herbatę teraz, czy po wstaniu, a może w środę, kiedy idę do podopiecznej? Brak kremu do ciała? Niby nic, ale po 2-3 dniach moja felerna skóra zaczyna swędzieć.
Chyba tylko wygrana w totka może mnie uratować. Tyle że nie gram, bo mnie nie stać :P Tylu ludziom wiszę kasę, że to po prostu w głowie się nie mieści. Co mogłabym sprzedać, co ma jakąkolwiek wartość? Czy półwieczne sztućce są więcej, czy mniej warte od współczesnych? "Kryształy"? Kolekcje?
W sumie najlepiej byłoby sprzedać mieszkanie ;))) Jedyna rzecz, która na pewno ma jakąś zauważalną wartość - parę lat temu wyceniono je na 160 tysięcy, jeśli dobrze pamiętam. Ale nie jestem w stanie (i nie chcę!) się przeprowadzać.
wtorek, 24 maja 2016
-
Dół. Albo czas tracenia złudzeń.
W domu dwie siksy tak mnie zajmują, że zapominam o niejedzeniu ;)
W domu dwie siksy tak mnie zajmują, że zapominam o niejedzeniu ;)
sobota, 21 maja 2016
czekam...
Za półtorej godziny mają włączyć ciepłą wodę (nie było jej od wtorku). Czuję się niedomyta ;)
PS.Od poniedziałku NAPRAWDĘ zacznę pisać CODZIENNIE, howgh!
PS.Od poniedziałku NAPRAWDĘ zacznę pisać CODZIENNIE, howgh!
środa, 18 maja 2016
"realność jest taka, że..."
...jest kiepsko.
Ten rok bije wszelkie rekordy w niskości moich zarobków. Wyliczyłam, że miesięcznie mam tyle, ile w lepszych czasach za półtorej godziny(!). Oczywiście, pomagają mi liczni dobrzy ludzie :)
Wellbutrinu nie mam od półtora tygodnia, Citabax biorę w kratkę. Rachunki mam popłacone do lutego włącznie. Konto zajęte za niepłacenie abonamentu RTV.
Poza tym, mam poważną anemię, podobno wskazany byłby szpital (he, he!). Mam preparaty żelaza od zacnych Koleżanek, dużo śpię i staram się zdrowo odżywiać (miejsce na atak śmiechu).
***
Jeżeli, zacny nieistniejący Czytelniku, szukasz kogoś do nauki angielskiego, opieki nad zwierzem bądź mycia okien - daj znać :)
e: zapomniałam, że mam długi u weta - 150zł, czyli ok.3 miesięcy spacerowania z moją jedyną obecnie podopieczną :(
Ten rok bije wszelkie rekordy w niskości moich zarobków. Wyliczyłam, że miesięcznie mam tyle, ile w lepszych czasach za półtorej godziny(!). Oczywiście, pomagają mi liczni dobrzy ludzie :)
Wellbutrinu nie mam od półtora tygodnia, Citabax biorę w kratkę. Rachunki mam popłacone do lutego włącznie. Konto zajęte za niepłacenie abonamentu RTV.
Poza tym, mam poważną anemię, podobno wskazany byłby szpital (he, he!). Mam preparaty żelaza od zacnych Koleżanek, dużo śpię i staram się zdrowo odżywiać (miejsce na atak śmiechu).
***
Jeżeli, zacny nieistniejący Czytelniku, szukasz kogoś do nauki angielskiego, opieki nad zwierzem bądź mycia okien - daj znać :)
e: zapomniałam, że mam długi u weta - 150zł, czyli ok.3 miesięcy spacerowania z moją jedyną obecnie podopieczną :(
poniedziałek, 16 maja 2016
Minnesocka Masakra Piłką do Igelitu
Dawno nie pisałam, bo zajmuje mnie dobijająca rzeczywistość (ale to temat na oddzielnego posta).
Kilka tygodni temu pisałam Minnesota Multiphasic Personality Inventory (moja wersja nazwy bardziej mi się podoba;).
Namęczyłam się nieźle, bo - wbrew Wikipedii - kazano mi unikać opcji "nie wiem". Niektóre zdania są dość idiotycznie sformułowane. "Większość ludzi jest taka a taka" - łomatko, a czy ja znam większość ludzi?! (Boże, uchowaj!). Albo "Widzę zwierzęta, których inni nie dostrzegają" - no cóż, jestem przyrodnikiem :) "Jestem zadowolony ze swojego życia seksualnego" - z czego?
Wyniki nie były jakoś szczególnie interesujące. Nie wiem tylko, czy dobrze usłyszałam: mam charakter czy osobowość schizoidalną?
Zastanówmy się nad definicjami z Wiki.
"Charakter schizoidalny kształtuje zakłócenie bezpieczeństwa w wieku niemowlęcym.[mit determinizmu dziecięcego!] Przyjmuje się, że źródłem poczucia przerażenia jest niewłaściwa opieka rodzicielska: oschła, nieempatyczna i tworząca w świadomości dziecka poczucie bycia znienawidzonym, niechcianym. [cóż, na pewno byłam "nieplanowana"; niechciana częściowo też, ale jakiż ma to związek z poczuciem?] Dziecko, aby przetrwać taką wewnętrzną wizję opiekuna (od którego w dodatku jest w pełni zależne) może zareagować tylko wycofaniem się, rozdwojeniem, co następnie prowadzi do zablokowania ekspresji życiowej.
Postawa osoby dorosłej: Nacechowana jest lękiem, konfliktowością w relacjach interpersonalnych, postawą unikową. Osoba bywa autodestruktywna [a kto nie bywa?] i ma trudności z samooakceptacją. Ma kłopoty z tworzeniem trwałych kontaktów z innymi ludźmi [a może inni mają te kłopoty? :P] oraz z kontaktami intymnymi. Osoba taka pozostaje w oddzieleniu od własnego self [od czego?!] i bez kontaktu z innymi ludźmi. Osoba cierpi na chroniczne napięcie mięśni i stawów. [to akurat prawda, osoba cierpi;)] Jest to osoba ekstremalnie wrażliwa na wszelkie przejawy szorstkości ze strony środowiska,[no tak, nie cierpię suchego powietrza i nadmiaru światła ;)] która nie potrafi na stałe angażować się w dowolne zajęcie czy relację.
(...)
Zdania skryptowe jakie "nosi w umyśle" i które charakteryzują życiową postawę, przyjmują postać patogenicznych przekonań, jak np.:
Nie mam prawa istnieć [może byłoby lepiej, gdybym nie istniała, ale nie powiedziałabym, że nie mam prawa]
Świat jest zły i tylko zło może mnie spotkać [nie jest!]
Coś ze mną nie tak, jestem nienormalny [a o czym innym jest ten artykuł?]
Gdybym wciąż się nie kontrolował to mógłbym oszaleć i skrzywdzić innych ludzi [nie kontroluję się, niestety]
Zagrażam najbliższym, więc będę samotny [ee...]
Życie jest nieistotne, ważne są metafizyka i to co poza życiem doczesnym. [słyszał kto o metafizyce bez życia? :O]
Osoba taka trwa w społecznym zawieszeniu, [cóż, trwam, nie da się ukryć] w poczuciu izolacji a chroniczne przerażenie wciąż w niej istniejące przykrywa prymitywną, tłumioną wściekłością. Umysłowo zazwyczaj są to osoby bardzo sprawne, przy czym dotyczy to generalnie myślenia abstrakcyjnego, gdyż inteligencja społeczna często nie jest zintegrowana ze stłumionymi emocjami i w związku z tym jest upośledzona."
"Osobowość schizoidalna – typ osobowości cechujący się tendencją do izolowania się, niewytwarzania silnych związków oraz wycofywania się z kontaktów emocjonalnych i społecznych, uznawania ich za niepotrzebne. [brzmi znajomo]Przy dużej wewnętrznej wrażliwości wyrażanie uczuć jest ograniczone, co powoduje pozorny chłód i dystans uczuciowy. Pacjentów ze schizoidalnym zaburzeniem osobowości nie obchodzą ani pochwały, ani nagany. Często występuje u nich poczucie osamotnienia i niezrozumienia przez otoczenie, podejrzliwość, niemożność odczuwania przyjemności.[uff, na szczęście nie :)] Osoby cierpiące na to zaburzenie na ogół działają samotnie, często żyją w świecie marzeń i fantazji, są ambitne, [ani ciut!]skłonne do introspekcji, [blog mógłby tego dowodzić, ale chyba za rzadko piszę ;)] ekscentryczne.
Zaburzenie to jest rzadkie w stosunku do innych zaburzeń osobowości i obejmuje mniej niż 1% populacji, częściej występuje u mężczyzn. [dwa razy bardziej elitarne niż Mensa - to chyba nie dla mnie; o ile wiem, nie jestem też mężczyzną]
Ludzie z osobowością schizoidalną są często wycofani, chłodni i obojętni, co powoduje problemy w kontaktach z innymi ludźmi. Większość osób z tym rozpoznaniem ma kłopot z ustanowieniem relacji lub wyrażaniem swoich uczuć. W trudnych sytuacjach mogą pozostawać bierni. [w łatwych też, myślałam, że to lenistwo :P] Bywa, że ich komunikacja z innymi ludźmi jest obojętna lub lakoniczna. Z powodu ograniczonej komunikacji z innymi nie są w stanie stworzyć poprawnego obrazu tego jak funkcjonują oni w odniesieniu do innych osób.
Uważa się, że obraz taki jest istotny dla samoświadomości i możliwości oceny swoich własnych działań w obrębie sytuacji społecznych. R.D. Laing sugeruje, że niedobór rzeczywistych kontaktów z innymi, może powodować, że obraz ten staje się pusty, ulotny, co prowadzi osoby schizoidalne do poczucia nierealności (sztuczności świata).[to nic niezwykłego]
Gdy ich przestrzeń osobista jest naruszona, czują się one przytłoczone, odczuwają potrzebę uwolnienia się i pozostania niezależnym. Ludzie z osobowością schizoidalną preferują relacje, w których partner nie wymaga od nich bliskości emocjonalnej. Nie unikają oni ludzi jako takich, lecz emocji (zarówno pozytywnych jak i negatywnych) oraz bliskości uczuciowej. [nie wydaje mi się, aby unikanie emocji było w ogóle możliwe]
Oznacza to, że osoby schizoidalne są w stanie tworzyć relacje oparte na poziomie intelektualnym, fizycznym, rodzinnym, zawodowym lub wspólnych czynnościach, dopóki nie wymagają one bliskości emocjonalnej. Donald Winnicott wyjaśnia to zachowanie twierdząc, że osoby schizoidalne "preferują relacje oparte na swoich własnych zasadach". W przypadku gdy nie udaje im się tego osiągnąć, preferują samotność." [100% zgody]
Strasznie długi ten artykuł, więc już tylko kilka punktów:
"Kryteria diagnostyczne DSM-IV
- brak ochoty na zawieranie bliskich związków oraz czerpanie z nich przyjemności, wliczając w to bycie członkiem rodziny [brak ochoty na czerpanie przyjemności? nie mam :)]
- niemal ciągłe wybieranie zajęć samotniczych [wygodniej czyta się w domu niż w autobusie]
- małe – o ile jakiekolwiek – zainteresowanie doświadczeniami erotycznymi z innymi ludźmi [czy ci diagności słyszeli kiedyś o etyce katolickiej?]
- czerpanie przyjemności z niewielu – o ile jakichkolwiek – rodzajów zajęć [zdecydowanie się nie zgadza :)]
- brak bliskich przyjaciół lub powierników innych niż bezpośredni krewni [hm]
- wrażenie bycia obojętnym na pochwały czy krytyki wygłaszane przez innych [b.się staram o tę "obojętność"]
- okazywanie chłodu emocjonalnego, dystansu lub spłaszczonej uczuciowości" [nieee, moja uczuciowość jest raczej wypukła ;)]
Wnioski?
No dobrze, może i mam tę całą "osobowość". I co z tego? Nie chcę być leczona z osobowości. W sumie podobnie mówiła moja poprzednia lekarka, dr S. - problem z dystymią polega na tym, że trudno stwierdzić, gdzie się kończy choroba, a zaczyna osobowość.
A może to jednak Zespół Aspergera?
Ponoć na Nowowiejskiej mają jakiegoś speca, może się z nią spotkam...
Kilka tygodni temu pisałam Minnesota Multiphasic Personality Inventory (moja wersja nazwy bardziej mi się podoba;).
Namęczyłam się nieźle, bo - wbrew Wikipedii - kazano mi unikać opcji "nie wiem". Niektóre zdania są dość idiotycznie sformułowane. "Większość ludzi jest taka a taka" - łomatko, a czy ja znam większość ludzi?! (Boże, uchowaj!). Albo "Widzę zwierzęta, których inni nie dostrzegają" - no cóż, jestem przyrodnikiem :) "Jestem zadowolony ze swojego życia seksualnego" - z czego?
Wyniki nie były jakoś szczególnie interesujące. Nie wiem tylko, czy dobrze usłyszałam: mam charakter czy osobowość schizoidalną?
Zastanówmy się nad definicjami z Wiki.
"Charakter schizoidalny kształtuje zakłócenie bezpieczeństwa w wieku niemowlęcym.[mit determinizmu dziecięcego!] Przyjmuje się, że źródłem poczucia przerażenia jest niewłaściwa opieka rodzicielska: oschła, nieempatyczna i tworząca w świadomości dziecka poczucie bycia znienawidzonym, niechcianym. [cóż, na pewno byłam "nieplanowana"; niechciana częściowo też, ale jakiż ma to związek z poczuciem?] Dziecko, aby przetrwać taką wewnętrzną wizję opiekuna (od którego w dodatku jest w pełni zależne) może zareagować tylko wycofaniem się, rozdwojeniem, co następnie prowadzi do zablokowania ekspresji życiowej.
Postawa osoby dorosłej: Nacechowana jest lękiem, konfliktowością w relacjach interpersonalnych, postawą unikową. Osoba bywa autodestruktywna [a kto nie bywa?] i ma trudności z samooakceptacją. Ma kłopoty z tworzeniem trwałych kontaktów z innymi ludźmi [a może inni mają te kłopoty? :P] oraz z kontaktami intymnymi. Osoba taka pozostaje w oddzieleniu od własnego self [od czego?!] i bez kontaktu z innymi ludźmi. Osoba cierpi na chroniczne napięcie mięśni i stawów. [to akurat prawda, osoba cierpi;)] Jest to osoba ekstremalnie wrażliwa na wszelkie przejawy szorstkości ze strony środowiska,[no tak, nie cierpię suchego powietrza i nadmiaru światła ;)] która nie potrafi na stałe angażować się w dowolne zajęcie czy relację.
(...)
Zdania skryptowe jakie "nosi w umyśle" i które charakteryzują życiową postawę, przyjmują postać patogenicznych przekonań, jak np.:
Nie mam prawa istnieć [może byłoby lepiej, gdybym nie istniała, ale nie powiedziałabym, że nie mam prawa]
Świat jest zły i tylko zło może mnie spotkać [nie jest!]
Coś ze mną nie tak, jestem nienormalny [a o czym innym jest ten artykuł?]
Gdybym wciąż się nie kontrolował to mógłbym oszaleć i skrzywdzić innych ludzi [nie kontroluję się, niestety]
Zagrażam najbliższym, więc będę samotny [ee...]
Życie jest nieistotne, ważne są metafizyka i to co poza życiem doczesnym. [słyszał kto o metafizyce bez życia? :O]
Osoba taka trwa w społecznym zawieszeniu, [cóż, trwam, nie da się ukryć] w poczuciu izolacji a chroniczne przerażenie wciąż w niej istniejące przykrywa prymitywną, tłumioną wściekłością. Umysłowo zazwyczaj są to osoby bardzo sprawne, przy czym dotyczy to generalnie myślenia abstrakcyjnego, gdyż inteligencja społeczna często nie jest zintegrowana ze stłumionymi emocjami i w związku z tym jest upośledzona."
"Osobowość schizoidalna – typ osobowości cechujący się tendencją do izolowania się, niewytwarzania silnych związków oraz wycofywania się z kontaktów emocjonalnych i społecznych, uznawania ich za niepotrzebne. [brzmi znajomo]Przy dużej wewnętrznej wrażliwości wyrażanie uczuć jest ograniczone, co powoduje pozorny chłód i dystans uczuciowy. Pacjentów ze schizoidalnym zaburzeniem osobowości nie obchodzą ani pochwały, ani nagany. Często występuje u nich poczucie osamotnienia i niezrozumienia przez otoczenie, podejrzliwość, niemożność odczuwania przyjemności.[uff, na szczęście nie :)] Osoby cierpiące na to zaburzenie na ogół działają samotnie, często żyją w świecie marzeń i fantazji, są ambitne, [ani ciut!]skłonne do introspekcji, [blog mógłby tego dowodzić, ale chyba za rzadko piszę ;)] ekscentryczne.
Zaburzenie to jest rzadkie w stosunku do innych zaburzeń osobowości i obejmuje mniej niż 1% populacji, częściej występuje u mężczyzn. [dwa razy bardziej elitarne niż Mensa - to chyba nie dla mnie; o ile wiem, nie jestem też mężczyzną]
Ludzie z osobowością schizoidalną są często wycofani, chłodni i obojętni, co powoduje problemy w kontaktach z innymi ludźmi. Większość osób z tym rozpoznaniem ma kłopot z ustanowieniem relacji lub wyrażaniem swoich uczuć. W trudnych sytuacjach mogą pozostawać bierni. [w łatwych też, myślałam, że to lenistwo :P] Bywa, że ich komunikacja z innymi ludźmi jest obojętna lub lakoniczna. Z powodu ograniczonej komunikacji z innymi nie są w stanie stworzyć poprawnego obrazu tego jak funkcjonują oni w odniesieniu do innych osób.
Uważa się, że obraz taki jest istotny dla samoświadomości i możliwości oceny swoich własnych działań w obrębie sytuacji społecznych. R.D. Laing sugeruje, że niedobór rzeczywistych kontaktów z innymi, może powodować, że obraz ten staje się pusty, ulotny, co prowadzi osoby schizoidalne do poczucia nierealności (sztuczności świata).[to nic niezwykłego]
Gdy ich przestrzeń osobista jest naruszona, czują się one przytłoczone, odczuwają potrzebę uwolnienia się i pozostania niezależnym. Ludzie z osobowością schizoidalną preferują relacje, w których partner nie wymaga od nich bliskości emocjonalnej. Nie unikają oni ludzi jako takich, lecz emocji (zarówno pozytywnych jak i negatywnych) oraz bliskości uczuciowej. [nie wydaje mi się, aby unikanie emocji było w ogóle możliwe]
Oznacza to, że osoby schizoidalne są w stanie tworzyć relacje oparte na poziomie intelektualnym, fizycznym, rodzinnym, zawodowym lub wspólnych czynnościach, dopóki nie wymagają one bliskości emocjonalnej. Donald Winnicott wyjaśnia to zachowanie twierdząc, że osoby schizoidalne "preferują relacje oparte na swoich własnych zasadach". W przypadku gdy nie udaje im się tego osiągnąć, preferują samotność." [100% zgody]
Strasznie długi ten artykuł, więc już tylko kilka punktów:
"Kryteria diagnostyczne DSM-IV
- brak ochoty na zawieranie bliskich związków oraz czerpanie z nich przyjemności, wliczając w to bycie członkiem rodziny [brak ochoty na czerpanie przyjemności? nie mam :)]
- niemal ciągłe wybieranie zajęć samotniczych [wygodniej czyta się w domu niż w autobusie]
- małe – o ile jakiekolwiek – zainteresowanie doświadczeniami erotycznymi z innymi ludźmi [czy ci diagności słyszeli kiedyś o etyce katolickiej?]
- czerpanie przyjemności z niewielu – o ile jakichkolwiek – rodzajów zajęć [zdecydowanie się nie zgadza :)]
- brak bliskich przyjaciół lub powierników innych niż bezpośredni krewni [hm]
- wrażenie bycia obojętnym na pochwały czy krytyki wygłaszane przez innych [b.się staram o tę "obojętność"]
- okazywanie chłodu emocjonalnego, dystansu lub spłaszczonej uczuciowości" [nieee, moja uczuciowość jest raczej wypukła ;)]
Wnioski?
No dobrze, może i mam tę całą "osobowość". I co z tego? Nie chcę być leczona z osobowości. W sumie podobnie mówiła moja poprzednia lekarka, dr S. - problem z dystymią polega na tym, że trudno stwierdzić, gdzie się kończy choroba, a zaczyna osobowość.
A może to jednak Zespół Aspergera?
Ponoć na Nowowiejskiej mają jakiegoś speca, może się z nią spotkam...
poniedziałek, 11 kwietnia 2016
no nie!
Jeszcze nie spłaciłam długu u weta, a czekają mnie następne stresy i wydatki. Znalazłam dziś u jednego zmoich szczurów guza :(
niedziela, 10 kwietnia 2016
-
Miesiąc bez kontaktu ze światem...
Fajnie było :D Ale ile teraz muszę nadrobić zaległości, ho, ho!
Mam nadzieję, że od jutra będę pisać codziennie, czy to na bloggerze, czy gdzie indziej. Przyda się, bo odwykłam od posługiwania się ludzką mową.
Fajnie było :D Ale ile teraz muszę nadrobić zaległości, ho, ho!
Mam nadzieję, że od jutra będę pisać codziennie, czy to na bloggerze, czy gdzie indziej. Przyda się, bo odwykłam od posługiwania się ludzką mową.
piątek, 4 marca 2016
co za dzień!
Ok. dziewiątej rano miałam się stawić z Suczą u weta. Stawiłyśmy się, ale p. dr się spóźniła, poprzedni pacjent długo siedział i weszłyśmy do gabinetu sporo po 10. Obeszło się bez znieczulania i szycia, za to potraktowano Sucz zszywaczem! :O Chirurgicznym podobno ;) Za to ja nie mogłam zrobić zakupów, więc trochę dziś żyję na głodniaka :(
Moje długo czekały na spacer, a gdy wreszcie przyszłam, znów wysiadła winda :(
Jeśli dodać do tego konieczność wyjścia z domu po resztki dla psów i posiniaczone przez abażur łydki, widać, że życie nie jest łatwe. Ale jeszcze żyję...
Moje długo czekały na spacer, a gdy wreszcie przyszłam, znów wysiadła winda :(
Jeśli dodać do tego konieczność wyjścia z domu po resztki dla psów i posiniaczone przez abażur łydki, widać, że życie nie jest łatwe. Ale jeszcze żyję...
czwartek, 3 marca 2016
ech...
Sucz dostała abażur na łeb, żeby nie rozlizywała rany. Niestety, czasem udaje jej się go zdjąć. Psy również są chętne do pomocy, więc jestem uwiązana w domu i nie wiem, czy będę mogła pójść spać :(
Mam nadzieję, że jutro zostanie na trochę u weta i kupię coś do jedzenia, bo będzie kiepsko :(
Mam nadzieję, że jutro zostanie na trochę u weta i kupię coś do jedzenia, bo będzie kiepsko :(
środa, 2 marca 2016
liczne osiągnięcia...
Zwlekłam się z łóżka po nieprzespanej nocy (mógł mieć z tym związek fakt, że obudziłam się wczoraj sporo po 16; mógł, ale nie musiał), wzięłam leki, zadzwoniłam do mojej lekarki z wiadomością, że chwilowo nie mogę przybyć (wielkim plusem psychiatrów jest przyzwyczajenie do wariatów;), a także umyłam się i przebrałam w czyste ubrania pierwszy raz od niedzieli. Czekam aż wyschną mi włosy, żeby wyjść z psami (Sucz stwierdziła, że nie będzie czekać i zsiusiała się w kącie).
Mam mnóstwo planów na dziś, głównie tych niezrealizowanych wczoraj i przedwczoraj.
Pasmatrim, uwidzim kak skazał slepoj...
Mam mnóstwo planów na dziś, głównie tych niezrealizowanych wczoraj i przedwczoraj.
Pasmatrim, uwidzim kak skazał slepoj...
poniedziałek, 29 lutego 2016
zaginął dziadek :(
Lubię orzechy.
Włoskie, laskowe i każde inne (przynajmniej każde, których próbowałam, pekanów chyba jeszcze nie).
Jak powszechnie(?) wiadomo, najzdrowsze są takie w skorupkach, bo żadne świństwo (szkodniki magazynowe, dziwne chemikalia) się do nich nie dostanie. Jesienią raz czy dwa kupiłam trochę orzechów włoskich u znajomej sadowniczki. Raz czy dwa je komuś oddałam. Przed Bożym Narodzeniem dostałam ze dwie garstki od sąsiadki... wciąż leżą w kącie.
W jakichś tajemniczych okolicznościach wsiąkł dziadek do orzechów. Nie widziałam go od co najmniej 3 miesięcy. Szuflady przeszukane, zajrzałam nawet za szafkę (czyn wymagający sporo siły fizycznej, bystrego wzroku i mnóstwo odwagi). Diabeł ogonem nakrył.
Zmywam właściwie codziennie, czasem więcej niż raz. Moja suszarka ma dwa "kubki" na sztućce, jeden od 30 lat używany do przechowywania trzepaczki, szczotki do butelek i innych dziwnych utensyliów. Właśnie odkryłam, że zaszył się wśród nich i dziadek... ;)
Włoskie, laskowe i każde inne (przynajmniej każde, których próbowałam, pekanów chyba jeszcze nie).
Jak powszechnie(?) wiadomo, najzdrowsze są takie w skorupkach, bo żadne świństwo (szkodniki magazynowe, dziwne chemikalia) się do nich nie dostanie. Jesienią raz czy dwa kupiłam trochę orzechów włoskich u znajomej sadowniczki. Raz czy dwa je komuś oddałam. Przed Bożym Narodzeniem dostałam ze dwie garstki od sąsiadki... wciąż leżą w kącie.
W jakichś tajemniczych okolicznościach wsiąkł dziadek do orzechów. Nie widziałam go od co najmniej 3 miesięcy. Szuflady przeszukane, zajrzałam nawet za szafkę (czyn wymagający sporo siły fizycznej, bystrego wzroku i mnóstwo odwagi). Diabeł ogonem nakrył.
Zmywam właściwie codziennie, czasem więcej niż raz. Moja suszarka ma dwa "kubki" na sztućce, jeden od 30 lat używany do przechowywania trzepaczki, szczotki do butelek i innych dziwnych utensyliów. Właśnie odkryłam, że zaszył się wśród nich i dziadek... ;)
niedziela, 28 lutego 2016
coś dobrego na niedzielę
Dzięki mojej kochanej Nony odkryłam fajną stronę: http://freerice.com/ Można podszkolić się w angielskim czy łacinie, odświeżyć wiedzę geograficzną lub... tabliczkę mnożenia i wspomóc głodujących (podobno; mam nadzieję, że naprawdę).
Jedna poprawna odpowiedź w quizie = 10 ziarenek ryżu dla potrzebujących. Nie brzmi zbyt zachęcająco, ale gra niesamowicie wciąga - po kilku dniach zabawy od niechcenia uzbierałam 68160. Myślę, że to już kilka dobrych łyżek ;)
Podawajcie dalej, drodzy nieistniejący Czytelnicy!
Jedna poprawna odpowiedź w quizie = 10 ziarenek ryżu dla potrzebujących. Nie brzmi zbyt zachęcająco, ale gra niesamowicie wciąga - po kilku dniach zabawy od niechcenia uzbierałam 68160. Myślę, że to już kilka dobrych łyżek ;)
Podawajcie dalej, drodzy nieistniejący Czytelnicy!
terror-horror-marmelada
Czas wyjść z psami.
Zakładam obrożę i smycz Pierwszemu, zamknąwszy wcześniej Drugiego, bo 3 grzyby w barszcz to za dużo. Sucz siusia z przejęcia, więc jej nie ubieram, tylko wychodzę z Pierwszym. Okazuje się, że winda nie działa. Idziemy drugą klatką, a wracamy pieszo, ponieważ po remoncie nie mam kodu do drzwi.
Dziesiąte piętro.
Zostawiam w domu Pierwszego, zabieram Drugiego, Sucz i śrubokręt. Drugi odmawia współpracy na schodach (dwa piętra w górę do przejścia na drugą klatkę). Odstawiam go do domu i przechodzę z Suczą i śrubokrętem. Na dole wyciągam śrubokręt, niestety, śruby utrzymujące klamkę w miejscu mają łebki jak kajzerki, a śrubokręt wzięłam płaski :(
Nic to, zgarniam wycieraczkę i blokuję drzwi. Sucz odmawia współpracy w kwestii wydalniczej, oddalamy się trochę od bloku. Po powrocie odkrywam, że ktoś domknął drzwi :(
Rozważam ciche wybicie szyby...
Beznadziejnie próbuję raz jeszcze starego kodu... Działa! Poprzednim razem się pomyliłam, powinno być 260-4002 :D
Triumfalne wejście dwu smoczyc :D
Zakładam obrożę i smycz Pierwszemu, zamknąwszy wcześniej Drugiego, bo 3 grzyby w barszcz to za dużo. Sucz siusia z przejęcia, więc jej nie ubieram, tylko wychodzę z Pierwszym. Okazuje się, że winda nie działa. Idziemy drugą klatką, a wracamy pieszo, ponieważ po remoncie nie mam kodu do drzwi.
Dziesiąte piętro.
Zostawiam w domu Pierwszego, zabieram Drugiego, Sucz i śrubokręt. Drugi odmawia współpracy na schodach (dwa piętra w górę do przejścia na drugą klatkę). Odstawiam go do domu i przechodzę z Suczą i śrubokrętem. Na dole wyciągam śrubokręt, niestety, śruby utrzymujące klamkę w miejscu mają łebki jak kajzerki, a śrubokręt wzięłam płaski :(
Nic to, zgarniam wycieraczkę i blokuję drzwi. Sucz odmawia współpracy w kwestii wydalniczej, oddalamy się trochę od bloku. Po powrocie odkrywam, że ktoś domknął drzwi :(
Rozważam ciche wybicie szyby...
Beznadziejnie próbuję raz jeszcze starego kodu... Działa! Poprzednim razem się pomyliłam, powinno być 260-4002 :D
Triumfalne wejście dwu smoczyc :D
piątek, 26 lutego 2016
walka z nie-chce-misiem
Przyszedł mi do głowy fajny trik (już sprawdziłam w praktyce, jest skuteczny) na nastrój "nie chcę sprzątać, chcę owinąć się kocem i zapaść w niebyt czy inne fantazje".
Powiedziałam sobie: "no dobrze, ale najpierw zmyję naczynia, żeby ogrzały mi się ręce" (trochę u nas chłodno).
No i zmyłam. Zamiotłam. Schowałam. Wyrzuciłam. Posegregowałam.
Przypuszczam, że działa to tylko na lubiących zmywać ;)
e:korekta
Powiedziałam sobie: "no dobrze, ale najpierw zmyję naczynia, żeby ogrzały mi się ręce" (trochę u nas chłodno).
No i zmyłam. Zamiotłam. Schowałam. Wyrzuciłam. Posegregowałam.
Przypuszczam, że działa to tylko na lubiących zmywać ;)
e:korekta
czwartek, 25 lutego 2016
nie będę bezrobotna :P
Właśnie przeczytałam, jakie papierki należy dostarczyć do Urzędu Pracy.
osoba, która uzyskała absolutorium, lecz nie obroniła pracy dyplomowej oraz nie ma wyznaczonego terminu ewentualnej obrony, powinna do rejestracji dostarczyć zaświadczenie z uczelni o uzyskaniu absolutorium z informacją o niewyznaczonym terminie obrony pracy
Ha, ha.
wszystkie świadectwa pracy, zaświadczenia o okresach wykonywania innej pracy zarobkowej /umowa agencyjna, umowa zlecenie, umowa o dzieło oraz wszystkie inne dokumenty niezbędne do ustalenia ewentualnych uprawnień – oryginały
He, he.
Pracowałam w życiu legalnie w pięciu miejscach (chyba, że o czymś nie pamiętam). Na etat (no dobrze, pół), umowę-zlecenie, umowę o dzieło - lubię urozmaicenie. Nie mam siły biegać po byłych pracodawcach. Kiepsko się czuję ostatnio (fizycznie, chyba kardiologicznie). Za tydzień mam randkę z dr R. Miałam nadzieję być ubezpieczona :( Może jednak czas podjąć "męską decyzję"?
osoba, która uzyskała absolutorium, lecz nie obroniła pracy dyplomowej oraz nie ma wyznaczonego terminu ewentualnej obrony, powinna do rejestracji dostarczyć zaświadczenie z uczelni o uzyskaniu absolutorium z informacją o niewyznaczonym terminie obrony pracy
Ha, ha.
wszystkie świadectwa pracy, zaświadczenia o okresach wykonywania innej pracy zarobkowej /umowa agencyjna, umowa zlecenie, umowa o dzieło oraz wszystkie inne dokumenty niezbędne do ustalenia ewentualnych uprawnień – oryginały
He, he.
Pracowałam w życiu legalnie w pięciu miejscach (chyba, że o czymś nie pamiętam). Na etat (no dobrze, pół), umowę-zlecenie, umowę o dzieło - lubię urozmaicenie. Nie mam siły biegać po byłych pracodawcach. Kiepsko się czuję ostatnio (fizycznie, chyba kardiologicznie). Za tydzień mam randkę z dr R. Miałam nadzieję być ubezpieczona :( Może jednak czas podjąć "męską decyzję"?
niedziela, 21 lutego 2016
radzę sobie?
Kontynuuję czytanie bloga Dany White. Zapewne mogłabym spędzić czas pożyteczniej, np. sprzątając ;) I w (małych) przerwach tak robiłam. Pies, który przybył do nas pół roku temu i musiał gonić ogon w przedpokoju, wreszcie może oddawać się ukochanej rozrywce w pokoju zwanym szumnie "dużym". A zakręt korytarza, od kilku LAT tarasowany przez kolejne pokolenia kartonowych pudeł znienacka odzyskał przyrodzoną szerokość.
Tuż przed tą niedzielą przez godzinę zamiatałam, zmywałam, porządkowałam i czyściłam.
Dom wciąż wygląda jak wyjątkowo zaniedbany chlew.
Ale jest odrobinę lepiej :)
Odrobinę lepiej to lepiej, nawet jeśli tylko odrobinę.
I tego będę się trzymać :)
Tuż przed tą niedzielą przez godzinę zamiatałam, zmywałam, porządkowałam i czyściłam.
Dom wciąż wygląda jak wyjątkowo zaniedbany chlew.
Ale jest odrobinę lepiej :)
Odrobinę lepiej to lepiej, nawet jeśli tylko odrobinę.
I tego będę się trzymać :)
środa, 17 lutego 2016
diagnoza?
Przeżywam "kryzys diagnostyczny". Tzn. znowu podejrzewam, że źle mnie zdiagnozowano, jestem całkiem zdrowa i odczepcie się ode mnie.
Niemniej jednak jestem doświadczoną domniemaną dystymiczką (w skrócie DDD) i nie odstawiam leków. O. A przynajmniej jeszcze nie. Dziś, w każdym razie, wzięłam.
Następna wizyta u dr R. drugiego marca, muszę wziąć ze sobą jakąś kartkę cy cóś. I zapytać o diagnozę ZA (ostatnio rozmawiałam ze znajomym przez telefon, umówiliśmy się na spotkanie, a po dwu minutach wysłałam SMS-a z pytaniem: gdzie i kiedy się widzimy?).
Wiem, że potrzebuję rutyny, ale na wiedzy się kończy. Potrzebuję pracy (w tym roku zarobiłam 230 zł, z czego 150 dostałam od owego znajomego 2 dni temu - jest cokolwiek dramatycznie), ale nie mam na nią siły. Potrzebuję się umyć (znów chodzę i śpię w tych samych łachach od kilku dni), ale j.w.
Czasami samotność nie jest błogosławieństwem. Czasami chciałabym porozmawiać. Rzadko. Ale się zdarza.
Niemniej jednak jestem doświadczoną domniemaną dystymiczką (w skrócie DDD) i nie odstawiam leków. O. A przynajmniej jeszcze nie. Dziś, w każdym razie, wzięłam.
Następna wizyta u dr R. drugiego marca, muszę wziąć ze sobą jakąś kartkę cy cóś. I zapytać o diagnozę ZA (ostatnio rozmawiałam ze znajomym przez telefon, umówiliśmy się na spotkanie, a po dwu minutach wysłałam SMS-a z pytaniem: gdzie i kiedy się widzimy?).
Wiem, że potrzebuję rutyny, ale na wiedzy się kończy. Potrzebuję pracy (w tym roku zarobiłam 230 zł, z czego 150 dostałam od owego znajomego 2 dni temu - jest cokolwiek dramatycznie), ale nie mam na nią siły. Potrzebuję się umyć (znów chodzę i śpię w tych samych łachach od kilku dni), ale j.w.
Czasami samotność nie jest błogosławieństwem. Czasami chciałabym porozmawiać. Rzadko. Ale się zdarza.
wtorek, 16 lutego 2016
no cóż...
Leżenie pod trzema psami to najprzyjemniejszy sposób spędzania czasu. Furda sprzątanie! :P
piątek, 12 lutego 2016
Wielki Post
Jakiż to rozsądny wynalazek :)
Odstawiłam fejsa (skrabelek to jeden z moich dwu nałogów). Ograniczyłam moje ukochane forum do niedziel (drugi). Mięsa nie jem już od dwu tygodni (fachowo: od Sześćdziesiątnicy), zmniejszyłam też liczbę i obfitość posiłków (powiedzmy sobie szczerze, brak kasy MIAŁ na to wpływ).
Sprzątam.
Mam więcej czasu na modlitwę i czytanie.
Widzę światełko w tunelu... No, jak na razie przez lornetkę ;)
Odstawiłam fejsa (skrabelek to jeden z moich dwu nałogów). Ograniczyłam moje ukochane forum do niedziel (drugi). Mięsa nie jem już od dwu tygodni (fachowo: od Sześćdziesiątnicy), zmniejszyłam też liczbę i obfitość posiłków (powiedzmy sobie szczerze, brak kasy MIAŁ na to wpływ).
Sprzątam.
Mam więcej czasu na modlitwę i czytanie.
Widzę światełko w tunelu... No, jak na razie przez lornetkę ;)
niedziela, 17 stycznia 2016
-
Kiepsko.
Problemy z wychodzeniem z domu - b.duże. Łatwiej po ciemku, ale i tak nie poszłam na wieczorną Mszę w moim kościele. Pójdę później, do takiego, gdzie łatwiej zaszyć się w kącie.
Miałam zamiar w nowym roku więcej pisać, ale nie bardzo widzę w tym jakiś sens. Zresztą, nudne to raczej.
Problemy z wychodzeniem z domu - b.duże. Łatwiej po ciemku, ale i tak nie poszłam na wieczorną Mszę w moim kościele. Pójdę później, do takiego, gdzie łatwiej zaszyć się w kącie.
Miałam zamiar w nowym roku więcej pisać, ale nie bardzo widzę w tym jakiś sens. Zresztą, nudne to raczej.
poniedziałek, 4 stycznia 2016
-
Jeszcze żyję :(
e:Mam dosyć siebie,ciągle jęczę, zawracam komuś głowę, jestem beznadziejna. Dosyć! Chcę umrzeć!!!
e:Mam dosyć siebie,ciągle jęczę, zawracam komuś głowę, jestem beznadziejna. Dosyć! Chcę umrzeć!!!
sobota, 5 grudnia 2015
bezowocnie szukam pomocy :(
Doszłam do wybitnie odkrywczego wniosku, że nie poradzę sobie sama z... niczym.
Według tych definicji:
"Do umiarkowanego stopnia niepełnosprawności zalicza się osobę z naruszoną sprawnością organizmu, niezdolną do pracy albo zdolną do pracy jedynie w warunkach pracy chronionej lub wymagającą czasowej albo częściowej pomocy innych osób w celu pełnienia ról społecznych."
"Do lekkiego stopnia niepełnosprawności zalicza się osobę o naruszonej sprawności organizmu, powodującej w sposób istotny obniżenie zdolności do wykonywania pracy, w porównaniu do zdolności, jaką wykazuje osoba o podobnych kwalifikacjach zawodowych z pełną sprawnością psychiczną i fizyczną, lub mająca ograniczenia w pełnieniu ról społecznych dające się kompensować przy pomocy wyposażenia w przedmioty ortopedyczne, środki pomocnicze lub środki techniczne."
podpadam pod stopień umiarkowany, chociaż orzeczenie miałam na lekki. Łotewer.
Rozglądam się za AONem-wolontariuszem (a dokładniej: asystentką-wolontariuszką), bodaj w wersji zdalnej.
Póki co, bez skutku.
Według tych definicji:
"Do umiarkowanego stopnia niepełnosprawności zalicza się osobę z naruszoną sprawnością organizmu, niezdolną do pracy albo zdolną do pracy jedynie w warunkach pracy chronionej lub wymagającą czasowej albo częściowej pomocy innych osób w celu pełnienia ról społecznych."
"Do lekkiego stopnia niepełnosprawności zalicza się osobę o naruszonej sprawności organizmu, powodującej w sposób istotny obniżenie zdolności do wykonywania pracy, w porównaniu do zdolności, jaką wykazuje osoba o podobnych kwalifikacjach zawodowych z pełną sprawnością psychiczną i fizyczną, lub mająca ograniczenia w pełnieniu ról społecznych dające się kompensować przy pomocy wyposażenia w przedmioty ortopedyczne, środki pomocnicze lub środki techniczne."
podpadam pod stopień umiarkowany, chociaż orzeczenie miałam na lekki. Łotewer.
Rozglądam się za AONem-wolontariuszem (a dokładniej: asystentką-wolontariuszką), bodaj w wersji zdalnej.
Póki co, bez skutku.
piątek, 4 grudnia 2015
higiena
Zastanawiam się, czy jestem uczulona na ocet, czy jednak nie dopłukałam prania. A może po prostu dostaję wysypki z brudu? Od kilku dni chodzę i śpię w tych samych ciuchach. Wczoraj (albo przedwczoraj, nie pamiętam) umyłam twarz i zęby. To wszystko. Ponieważ moja skóra ma skłonność do pękania tu i ówdzie, jeśli nie jest odpowiednio traktowana, bolą mnie pięty. Prawie nic dziś nie jadłam, bo musiałabym tym celu umyć patelnię (myślałam o wegańskich plackach), a nie miałam na to siły.
I pomyśleć, że jako dziecko miałam nerwicę natręctw objawiającą się nieustannym myciem... A w okolicach dwudziestki liczyłam godziny, by nie myć głowy częściej niż co dobę...
Zabawne to wszystko...
Z wyjątkiem sytuacji moich zwierząt, ale nie mam siły o tym pisać, nie teraz.
I pomyśleć, że jako dziecko miałam nerwicę natręctw objawiającą się nieustannym myciem... A w okolicach dwudziestki liczyłam godziny, by nie myć głowy częściej niż co dobę...
Zabawne to wszystko...
Z wyjątkiem sytuacji moich zwierząt, ale nie mam siły o tym pisać, nie teraz.
środa, 2 grudnia 2015
człowiek to śmieszny zwierz
Źle mi.
Nie radzę sobie z niczym, nie obchodzę nikogo, jedna szczurcia gdzieś mi nawiała, drugą trzeba będzie uśpić, jestem głodna(mam jeszcze trochę kaszy i marchewki z groszkiem, ale jeśli to zjem, nie będzie śniadania), kończy się herbata, powinnam robić mnóstwo rzeczy, zimno w domu, chce umrzeć (jak zawsze), pieką mnie ślepia, od zeszłego tygodnia nie jadłam jabłek(!)...
PS.Tytuł dotyczy drugiego z szeregu nieszczęść. Normalnie sama wszystkich mam pod ogonem, ale jak jest źle, znienacka zaczyna mi być tam niewygodnie ;)
Nie radzę sobie z niczym, nie obchodzę nikogo, jedna szczurcia gdzieś mi nawiała, drugą trzeba będzie uśpić, jestem głodna(mam jeszcze trochę kaszy i marchewki z groszkiem, ale jeśli to zjem, nie będzie śniadania), kończy się herbata, powinnam robić mnóstwo rzeczy, zimno w domu, chce umrzeć (jak zawsze), pieką mnie ślepia, od zeszłego tygodnia nie jadłam jabłek(!)...
PS.Tytuł dotyczy drugiego z szeregu nieszczęść. Normalnie sama wszystkich mam pod ogonem, ale jak jest źle, znienacka zaczyna mi być tam niewygodnie ;)
poniedziałek, 9 listopada 2015
:(
Chcę umrzeć. Jak najszybciej.
Wychodzenie z domu to męka. Myślenie o tym strasznie mnie denerwuje. Chyba przejęłam stany lękowe od Brata - ma problem z pierwszą wizytą.
Nigdy nie lubiłam opuszczać domu. W podstawówce wielokrotnie "wagarowałam" w ten sposób - zostawałam w domu, trochę sprzątałam, żeby udobruchać Mamę (oraz sumienie).
Piszę tego posta po trochu od prawie godziny. Uspokoiłam się trochę, może dam radę pójść spać.
Wychodzenie z domu to męka. Myślenie o tym strasznie mnie denerwuje. Chyba przejęłam stany lękowe od Brata - ma problem z pierwszą wizytą.
Nigdy nie lubiłam opuszczać domu. W podstawówce wielokrotnie "wagarowałam" w ten sposób - zostawałam w domu, trochę sprzątałam, żeby udobruchać Mamę (oraz sumienie).
Piszę tego posta po trochu od prawie godziny. Uspokoiłam się trochę, może dam radę pójść spać.
niedziela, 8 listopada 2015
-
Dlaczego człowiek tak idiotycznie przeżywa, że nikogo nie obchodzi, skoro "obchodzenie" go irytuje?
Czy po prostu dlatego, że jestem głupia?
Czy po prostu dlatego, że jestem głupia?
sobota, 24 października 2015
czy jestem wampirem energetycznym?
Takie pytanie zadałam dwu bliskim koleżankom. SMS-em, żeby było swobodniej i bardziej niezobowiązująco (kocham SMS-y!)
Jedna odpowiedziała żartobliwie.
Druga poważnie.
Zdaje się, że jestem. Nie wiem, jak się z tego wyleczyć:(
Jedna odpowiedziała żartobliwie.
Druga poważnie.
Zdaje się, że jestem. Nie wiem, jak się z tego wyleczyć:(
sobota, 3 października 2015
...
Zastanawiam się, czy jest sens pisać. Czy komukolwiek może się to przydać?
Trzy dni temu zrezygnowałam z wizyty u dr R., na korzyść jedzenia.
Wszystko już zjedliśmy...
Trzy dni temu zrezygnowałam z wizyty u dr R., na korzyść jedzenia.
Wszystko już zjedliśmy...
poniedziałek, 21 września 2015
...
Nie rozumiem ludzi. Nie potrafię się z nimi porozumieć (i przeważnie nie chcę;). Ale nie lubię wystawiać nikogo do wiatru, obrażać itd. - a jednak to robię :( Także w necie. Znów ktoś się na mnie obraził (nawet 2 ktosie), a przecież nie miałam takiego zamiaru...
Szkoda, że kontakt z ludźmi jest konieczny :(
Szkoda, że kontakt z ludźmi jest konieczny :(
sobota, 29 sierpnia 2015
ha, ha!
Ależ dziś miałam pobudkę!
Zadzwoniła mama jedynego ucznia, żeby odwołać dzisiejszą lekcję :(
Nie wiem, co robić...
A ludzie się dziwią, że biorę te leki i biorę, a nic nie pomagają ;)
Zadzwoniła mama jedynego ucznia, żeby odwołać dzisiejszą lekcję :(
Nie wiem, co robić...
A ludzie się dziwią, że biorę te leki i biorę, a nic nie pomagają ;)
piątek, 28 sierpnia 2015
no dobrze...
Spełzłam z łóżka, umyłam twarz, byliśmy na długim spacerze, zjadłam kawałek pizzy od koleżanki. Skoro nie poszłam jeszcze spać, znaczy, że jest jeszcze czwartek, więc czas na czwartkowy różaniec. Nie ma to wiele sensu, ale obiecałam. Jest też czas na szczurzy wybieg - j.w.
Piątek jest moim dniem bez fb, teoretycznie powinnam mieć więc dość czasu, by nadrobić cały tydzień...
Piątek jest moim dniem bez fb, teoretycznie powinnam mieć więc dość czasu, by nadrobić cały tydzień...
czwartek, 27 sierpnia 2015
nic nie ma sensu
W tym: wstanie z łóżka, mycie, zrobienie herbaty...
Jestem słaba jak zdychający mysikrólik.
Tylko zdechnąć jakoś nie mogę :(
Jestem słaba jak zdychający mysikrólik.
Tylko zdechnąć jakoś nie mogę :(
niedziela, 16 sierpnia 2015
:(
Szczurcia nie żyje :(
Miałam już plan, chciałam dziś pojechać do weta od gryzoni po znajomości, specjalnie nie poszłam spać, żeby wybrać się tam przed upałem...
Na szczurzej grupie na fb o takich jak Białaczka mówi się "heart rat". Była najmilszym szczurem w moim życiu :(
Miałam już plan, chciałam dziś pojechać do weta od gryzoni po znajomości, specjalnie nie poszłam spać, żeby wybrać się tam przed upałem...
Na szczurzej grupie na fb o takich jak Białaczka mówi się "heart rat". Była najmilszym szczurem w moim życiu :(
sobota, 15 sierpnia 2015
za dobrze mi było...
Sytuacja z każdym dniem się pogarsza. Co rozwiążę jeden problem, pojawiają się dwa następne...
Zachorowała moja ulubiona wistarka, Białaczka. Pełza zamiast chodzić i ma śmiesznie skręconą głowę. Byłam z nią u najbliższego weta, dostała antybiotyk (?). Lekarz twierdzi, że ona nie cierpi, zawszeć to jakaś pociecha. W sumie nawet gdyby mnie było stać na szczurzego weta wahałabym się z pojechaniem tam dzisiaj. Wszyscy są daleko, a upał wciąż trwa.
Reszta mojego stada jakoś dycha, ale bardzo się martwię o znajomego psa i kocicę.
Zachorowała moja ulubiona wistarka, Białaczka. Pełza zamiast chodzić i ma śmiesznie skręconą głowę. Byłam z nią u najbliższego weta, dostała antybiotyk (?). Lekarz twierdzi, że ona nie cierpi, zawszeć to jakaś pociecha. W sumie nawet gdyby mnie było stać na szczurzego weta wahałabym się z pojechaniem tam dzisiaj. Wszyscy są daleko, a upał wciąż trwa.
Reszta mojego stada jakoś dycha, ale bardzo się martwię o znajomego psa i kocicę.
wtorek, 11 sierpnia 2015
wrrr...
Nie dość, że trwa wciąż "fala upałów" (a konkretnie: tsunami), dopadła mnie jakaś podejrzana franca. Pewnie uczulenie. Wygląda jak oparzenie pokrzywą, tylko że pokrywa całe ciało. I swędzi :(
piątek, 7 sierpnia 2015
...
Właśnie straciłam "pracę" (jedną z dwu).
Trochę się cieszę, jak to ja - w obliczu obecnej klęski żywiołowej brak konieczności wychodzenia z domu za dnia jest pewną ulgą.
Z drugiej... Niełatwo było przeżyć tydzień za 100 zł, za 50 będzie to jeszcze trudniejsze :(
Zamierzam spać całymi dniami (noce szkoda marnować, temp. spada poniżej 25 stopni).
Trochę się cieszę, jak to ja - w obliczu obecnej klęski żywiołowej brak konieczności wychodzenia z domu za dnia jest pewną ulgą.
Z drugiej... Niełatwo było przeżyć tydzień za 100 zł, za 50 będzie to jeszcze trudniejsze :(
Zamierzam spać całymi dniami (noce szkoda marnować, temp. spada poniżej 25 stopni).
piątek, 31 lipca 2015
uff!
Na szczęście jutro pracuję :)
Groził nam brak jedzenia co najmniej do poniedziałku, tydzień był trochę ubogi w zarobki.
No dobrze, może nie tyle brak, ile żebranie po znajomych ;) Też niefajne :(
Groził nam brak jedzenia co najmniej do poniedziałku, tydzień był trochę ubogi w zarobki.
No dobrze, może nie tyle brak, ile żebranie po znajomych ;) Też niefajne :(
środa, 29 lipca 2015
na biegunach
Myślę, że jednak mam dwubiegunówkę.
Tyle tylko, że faza manii spotyka mnie rzadko i trwa krótko.
***
Przeniosłam się ostatnio ze spaniem z łóżka na kanapę do drugiego pokoju - jest chłodniej i (czasem) mieścimy się we trójkę z nowym psem. W ten sposób sprytnie rozwiązałam problem ścielenia łóżka ;)
Mycie zębów co wieczór wciąż jest trudne.
Tyle tylko, że faza manii spotyka mnie rzadko i trwa krótko.
***
Przeniosłam się ostatnio ze spaniem z łóżka na kanapę do drugiego pokoju - jest chłodniej i (czasem) mieścimy się we trójkę z nowym psem. W ten sposób sprytnie rozwiązałam problem ścielenia łóżka ;)
Mycie zębów co wieczór wciąż jest trudne.
czwartek, 9 lipca 2015
idiotyczny tekst nt. D
Jeśli nie wiesz nic o depresji, przeczytaj te wypociny. Dowiesz się, czym depresja NIE JEST.
środa, 8 lipca 2015
środa, 10 czerwca 2015
czwartek, 4 czerwca 2015
buu...
Mycie zębów przed spaniem to b. trudna sprawa. Zwłaszcza, kiedy rezygnuję ze snu... A potem znienacka usypiam :(
Pocieszam się myślą, że suplementacja witaminą D powinna mnie ochronić przed próchnicą ;)
Pocieszam się myślą, że suplementacja witaminą D powinna mnie ochronić przed próchnicą ;)
wtorek, 2 czerwca 2015
tylko tydzień poślizgu :D
Pomysł Dany to wyznaczanie sobie zadań-nie-do-odrzucenia, każdego tygodnia jedno więcej. Zadania są malutkie, dla normalnych ludzi niezauważalne. W jej przypadku dotyczą gospodarstwa domowego, u mnie będzie nie tylko to.
A zatem w zeszłym tygodniu zaczęłam z pierwszym: ścielenie łóżka.
Brzmi dziwnie? Nie dla mnie. Owszem, z zasady przykrywam je kapą/kocem/czymś tam, ale teraz zaczęłam najpierw usuwać "gruz". Książki, czasopisma, ze dwa długopisy, kabel od lapka, tona okruchów...
Przez 7 dni było w porządku, mam nadzieję, że mi to wejdzie w krew.
Zadanie-nie-do-odrzucenia od tego tygodnia: przed pójściem spać umyć zęby. Dla mnie to wcale nie jest takie oczywiste... :(
A zatem w zeszłym tygodniu zaczęłam z pierwszym: ścielenie łóżka.
Brzmi dziwnie? Nie dla mnie. Owszem, z zasady przykrywam je kapą/kocem/czymś tam, ale teraz zaczęłam najpierw usuwać "gruz". Książki, czasopisma, ze dwa długopisy, kabel od lapka, tona okruchów...
Przez 7 dni było w porządku, mam nadzieję, że mi to wejdzie w krew.
Zadanie-nie-do-odrzucenia od tego tygodnia: przed pójściem spać umyć zęby. Dla mnie to wcale nie jest takie oczywiste... :(
wtorek, 26 maja 2015
no nieźle!
Przez cztery miesiące nie napisałam tu ani słowa.
Wbrew pozorom nie oznacza to, że nic się nie działo w moim życiu. Działo się sporo.
W lutym udało się wyadoptować suczkę, która mieszkała u mnie od połowy listopada. W marcu (a dokładniej, przez cały Wielki Post) nie jadłam mięsa, co okazało się całkiem łatwe (nierobienie jest zawsze dla mnie prostsze niż robienie;). W kwietniu udało mi się spędzić Wielkanoc jednoosobowo, co nie było jednak tak fajne, jak być powinno, bo byłam trochę chora (dlatego wykręciłam się od spotkania z rodziną). W maju poszłam do mojej lekarki z aktualną diagnozą - albo mam dwubiegunówkę, albo jest lepiej(!). Albo jedno i drugie;)
Obecnie jest - powiedzmy - średnio. Byłoby dobrze, gdyby nie śmierć mojej suki w zeszłym tygodniu:(
Zmieniła mi się koncepcja bloga, częściowo pod wpływem Dany White z aslobcomesclean.com. Ciekawe, czy dam radę pisać codziennie, czy nie uświerknę z nudów...
Zapiski codzienne rozpoczynam jutro (tzn. dziś, ale po oficjalnym spaniu;).
Wbrew pozorom nie oznacza to, że nic się nie działo w moim życiu. Działo się sporo.
W lutym udało się wyadoptować suczkę, która mieszkała u mnie od połowy listopada. W marcu (a dokładniej, przez cały Wielki Post) nie jadłam mięsa, co okazało się całkiem łatwe (nierobienie jest zawsze dla mnie prostsze niż robienie;). W kwietniu udało mi się spędzić Wielkanoc jednoosobowo, co nie było jednak tak fajne, jak być powinno, bo byłam trochę chora (dlatego wykręciłam się od spotkania z rodziną). W maju poszłam do mojej lekarki z aktualną diagnozą - albo mam dwubiegunówkę, albo jest lepiej(!). Albo jedno i drugie;)
Obecnie jest - powiedzmy - średnio. Byłoby dobrze, gdyby nie śmierć mojej suki w zeszłym tygodniu:(
Zmieniła mi się koncepcja bloga, częściowo pod wpływem Dany White z aslobcomesclean.com. Ciekawe, czy dam radę pisać codziennie, czy nie uświerknę z nudów...
Zapiski codzienne rozpoczynam jutro (tzn. dziś, ale po oficjalnym spaniu;).
środa, 14 stycznia 2015
ważna sprawa!!!
Do wszystkich, którzy to mogą przeczytać. Stop. Jest akcja. Stop. Trzeba pomóc. Stop. Mamy tylko 3 dni. Stop. Więcej info tutaj.
niedziela, 11 stycznia 2015
dobra stara ucieczka w sen
Spałam ok. 15 godzin jednym ciągiem.
Mając w domu szczeniaka potrzebującego czterech posiłków dziennie.
Mając w domu dorosłe psy potrzebujące spacerów (20 godzin przerwy!).
Mając w domu gryzonie potrzebujące jedzenia, picia, wybiegu i sprzątnięcia w klatkach.
Mając w domu koszmarny bałagan - zero czystych szklanek i czystych majtek.
Chciałabym znowu tak zasnąć...
No i nie obudzić się, oczywiście.
Mając w domu szczeniaka potrzebującego czterech posiłków dziennie.
Mając w domu dorosłe psy potrzebujące spacerów (20 godzin przerwy!).
Mając w domu gryzonie potrzebujące jedzenia, picia, wybiegu i sprzątnięcia w klatkach.
Mając w domu koszmarny bałagan - zero czystych szklanek i czystych majtek.
Chciałabym znowu tak zasnąć...
No i nie obudzić się, oczywiście.
piątek, 9 stycznia 2015
piątek, 2 stycznia 2015
...
Może już o tym pisałam, ale czuję się torturowana. Ilekroć zaczerpnę oddechu i wydaje mi się, że poradzę sobie z jakimś małym wrednym kawałkiem rzeczywistości, znowu wciska mnie pod wodę, podstawia nogę i miażdży. Żyję już chyba tylko z czystego masochizmu.
niedziela, 28 grudnia 2014
zdecydowałam się...
...na odstawienie leków.
Nie mam siły pisać, czemu, bo dziś czuję się wyjątkowo źle. Ale to koniec.
Nie mam siły pisać, czemu, bo dziś czuję się wyjątkowo źle. Ale to koniec.
piątek, 26 grudnia 2014
już rozumiem...
...skąd ta zwyżka samobójstw na Boże Narodzenie. Widać więcej ludzi ma taką rodzinę jak ja. Na szczęście to już się skończyło i mam luzik... do Wielkanocy ;)
niedziela, 7 grudnia 2014
nie wytrzymam!
Wszystko wskazuje na to, że drugiego szczeniaka trzeba uśpić. Koleżanka na fejsie radzi szydełkowanie zamiast zajmowania się psami. Niestety, szydełkować też nie potrafię.
Dlaczego dałam je sobie wcisnąć? I dlaczego dziewczyny, który mi wcisnęły psy tak olewają sprawę?
Potrzeba autodestrukcji wzrasta...
Dlaczego dałam je sobie wcisnąć? I dlaczego dziewczyny, który mi wcisnęły psy tak olewają sprawę?
Potrzeba autodestrukcji wzrasta...
wtorek, 2 grudnia 2014
...
Płakałabym, gdybym miała na to siłę.
Jestem zbyt zmęczona, by być w stanie robić cokolwiek. Od prawie trzech tygodni mam w domu szczeniaki z nosówką. Stan dwu się pogorszył.
Jestem zbyt zmęczona, by być w stanie robić cokolwiek. Od prawie trzech tygodni mam w domu szczeniaki z nosówką. Stan dwu się pogorszył.
czwartek, 13 listopada 2014
w koło Macieju
Kolejny kiepski dzień. Okazało się, że koleżanka, na której mejla czekałam, czekała na mnie i została bez żadnej pomocy z progeniturą. Nornik, który uciekł 4 dni temu wciąż nie daje się złapać. Hydraulika padła definitywnie. W dodatku znów coś przypadkiem zlicytowałam, a - jak zawsze - jestem bez kasy.
Nic, tylko się pochlastać. Choć łatwiej byłoby się utopić, wanna wciąż pełna, bo bateria przecieka...
Nic, tylko się pochlastać. Choć łatwiej byłoby się utopić, wanna wciąż pełna, bo bateria przecieka...
piątek, 24 października 2014
gupi człek...
Zasadniczo jestem b. egocentryczna, mam w nosie, co myślą inni itd. Ale znalezienie na fejsie złośliwostki od ex-dobrej koleżanki rozpieprzyło mi wieczór. Gratulacje, "Paulo"...
czwartek, 9 października 2014
myślenie
Gdyby tylko chodziło o brak siły i ból...
Niestety, intelektualnie też jest źle. Wydaje się, że nie jestem w stanie logicznie myśleć, mam coraz większe problemy z pamięcią, jestem rekordowo rozkojarzona...
Zastanawiam się, czy ma to związek z lekami, a raczej ich brakiem. Citalopramu chwilowo nie przyjmuję (ze względu na pewne plany na przyszły tydzień:), a o buproprionie chyba często zapominam. Ale jaki sklerotyk pamięta o tym, by wziąć leki? ;)
Niestety, intelektualnie też jest źle. Wydaje się, że nie jestem w stanie logicznie myśleć, mam coraz większe problemy z pamięcią, jestem rekordowo rozkojarzona...
Zastanawiam się, czy ma to związek z lekami, a raczej ich brakiem. Citalopramu chwilowo nie przyjmuję (ze względu na pewne plany na przyszły tydzień:), a o buproprionie chyba często zapominam. Ale jaki sklerotyk pamięta o tym, by wziąć leki? ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)