niedziela, 3 lipca 2016
sobota, 2 lipca 2016
tradycyjnie...
...nie radzę sobie z niczym.
W soboty miałam uczyć koleżankę w ramach wolontariatu (brakuje mi go bardzo) - znowu zaspałam. Czas wyjść z suczą na spacer, ale najpierw trzeba by "wysadzić" szczeniaki - nie są zainteresowane siusianiem/kupcianiem (za wyjątkiem Nini, która potrzebę załatwiła przed wyjściem z "kojca"). Jestem głodna i śpiąca - przynajmniej na to drugie mogłabym coś poradzić, ale czekam na odzew od koleżanki (telefon zawsze wie, kiedy nie powinien się rozładować, zresztą z nią nie sposób wymienić tylko dwa słowa, więc unikam dzwonienia ;) - właściwie zawsze unikam dzwonienia, do wszystkich :P ).
Słonecznie, ale nie tak gorąco jak było wcześniej - dobra pogoda na sprzątanie...
e:E.napisała, przemówiłyśmy się na poniedziałek. Pogoda ma ponoć być bardziej znośna, zaraz idę z suczą, smażę śniadanie (śniło mi sięniedawno, że odkryłam idealne proporcje wegańskich placków, niestety, w realu nie ma tak dobrze) i idę sprzątać.
W soboty miałam uczyć koleżankę w ramach wolontariatu (brakuje mi go bardzo) - znowu zaspałam. Czas wyjść z suczą na spacer, ale najpierw trzeba by "wysadzić" szczeniaki - nie są zainteresowane siusianiem/kupcianiem (za wyjątkiem Nini, która potrzebę załatwiła przed wyjściem z "kojca"). Jestem głodna i śpiąca - przynajmniej na to drugie mogłabym coś poradzić, ale czekam na odzew od koleżanki (telefon zawsze wie, kiedy nie powinien się rozładować, zresztą z nią nie sposób wymienić tylko dwa słowa, więc unikam dzwonienia ;) - właściwie zawsze unikam dzwonienia, do wszystkich :P ).
Słonecznie, ale nie tak gorąco jak było wcześniej - dobra pogoda na sprzątanie...
e:E.napisała, przemówiłyśmy się na poniedziałek. Pogoda ma ponoć być bardziej znośna, zaraz idę z suczą, smażę śniadanie (śniło mi sięniedawno, że odkryłam idealne proporcje wegańskich placków, niestety, w realu nie ma tak dobrze) i idę sprzątać.
piątek, 24 czerwca 2016
zwierzątkowo
Jak powszechnie wiadomo, jestem b.przewidująca, sprytna i jeszcze jakaś.
Miałam zamiar wprowadzić zasadę, że ew.chętny do tymczasowania poza tym, co oczywiste, zapewnia dobre pożywienie mojemu stadu - żeby wynagrodzić im czas poświęcony tymczasowiczom (tymczasowanie za pieniądze jest be i fuj, ale za karmę może być;)
W nocy przyjechała do mnie sucz ze szczeniakami. Póki co, "objadają" moje psy...
***
Wczoraj wygrzebałam najostatniejsze, pamiątkowe 5 dolarów kanadyjskich. Najpierw poszłam do biletomatu na przystanku koło domu, żeby sprawdzić, czy nie zostało mi coś na karcie, ale był zepsuty, przyjmował tylko gotówkę. Poszłam do kantoru i do następnego przystanku - automat się zawiesił. Z warkotem poszłam jeszcze dalej - zepsuty, przyjmuje jedynie karty, a na karcie nic nie mam. Wróciłam do domu nieżywa, a moja szczurzyca jest wciąż sierotą :(
***
Sieroctwo bardzo szczury frustruje - przedwczoraj zamordowała mysz!!! Zdekapitowała ją i pożarła głowę, mimo że jest weganką. Skutek: nie dość, że potrzebuję towarzystwa dla pojedynczej szczurzycy, to i dla pojedynczej myszy :P
***
Chyba czas zacząć pisać bloga zwierzątkowego ;)
Miałam zamiar wprowadzić zasadę, że ew.chętny do tymczasowania poza tym, co oczywiste, zapewnia dobre pożywienie mojemu stadu - żeby wynagrodzić im czas poświęcony tymczasowiczom (tymczasowanie za pieniądze jest be i fuj, ale za karmę może być;)
W nocy przyjechała do mnie sucz ze szczeniakami. Póki co, "objadają" moje psy...
***
Wczoraj wygrzebałam najostatniejsze, pamiątkowe 5 dolarów kanadyjskich. Najpierw poszłam do biletomatu na przystanku koło domu, żeby sprawdzić, czy nie zostało mi coś na karcie, ale był zepsuty, przyjmował tylko gotówkę. Poszłam do kantoru i do następnego przystanku - automat się zawiesił. Z warkotem poszłam jeszcze dalej - zepsuty, przyjmuje jedynie karty, a na karcie nic nie mam. Wróciłam do domu nieżywa, a moja szczurzyca jest wciąż sierotą :(
***
Sieroctwo bardzo szczury frustruje - przedwczoraj zamordowała mysz!!! Zdekapitowała ją i pożarła głowę, mimo że jest weganką. Skutek: nie dość, że potrzebuję towarzystwa dla pojedynczej szczurzycy, to i dla pojedynczej myszy :P
***
Chyba czas zacząć pisać bloga zwierzątkowego ;)
poniedziałek, 20 czerwca 2016
troszkę niefajnie :(
Tak jakby mi się pogarsza. B.odczuwam potrzebę Asyst.ON, ale obecnie nie mam ani orzeczenia, ani pieniędzy, więc mogę sobie pofiukać.
Potrzebuję wsparcia. Nie mam na nie szansy. Rozważam stworzenie "imaginary asistant", ale mam lęki i moczenia nocne, że nie skończy się to dobrze :-S
Potrzebuję wsparcia. Nie mam na nie szansy. Rozważam stworzenie "imaginary asistant", ale mam lęki i moczenia nocne, że nie skończy się to dobrze :-S
czwartek, 16 czerwca 2016
a co tam!
Znowu zaspałam i nie poszłam do mojej lekarki :( Ale nie martwię się przesadnie, w końcu i tak nie biorę leków :P Na badanie krwi jest chyba za wcześnie. Więc luzik. Muszę tylko jutro do niej zadzwonić, żeby nie myślała, że nie żyję :)
wtorek, 14 czerwca 2016
oops, I didn't do it again!
[nie dość, że żaden słodki ciężar na mnie nie leży, wreszcie dorobiłam się myszy; komputerowej;)]
Od jakiegoś czasu chodzi po mnie post o wdzięcznym tytule "konie i psy". Właściwie już zaczęłam go pisać, kiedy okazało się, że trochę na niego za wcześnie :P
Dawno, dawno temu, kiedy zaczynałam blogowanie pisałam o książce M.E.Copeland "Jak wygrać z depresją?". Miałam szczery zamiar "przerobić" ją tutaj (coś, co wielokrotnie robiłam w realu), ale jakoś mi nie wyszło (jak zwykle).
A więc wracam. Od jutra, obecnie mam doła :(
Od jakiegoś czasu chodzi po mnie post o wdzięcznym tytule "konie i psy". Właściwie już zaczęłam go pisać, kiedy okazało się, że trochę na niego za wcześnie :P
Dawno, dawno temu, kiedy zaczynałam blogowanie pisałam o książce M.E.Copeland "Jak wygrać z depresją?". Miałam szczery zamiar "przerobić" ją tutaj (coś, co wielokrotnie robiłam w realu), ale jakoś mi nie wyszło (jak zwykle).
A więc wracam. Od jutra, obecnie mam doła :(
sobota, 11 czerwca 2016
nie mogę pisać...
...sucz leży mi na prawej ręce. Za 10 godzin pojedzie do domu stałego, więc nie chcę jej zrzucać ;)
A tyle pomysłów na posty mam, no :D
A tyle pomysłów na posty mam, no :D
wtorek, 7 czerwca 2016
-
Lęków póki co nie mam. Za to jestem rozdrażniona (jak na mnie). Boję się, że uszkodzę jakieś niesforne szczenię :(
e:wróc to tempo :( Od dwu dni idę do lecznicy wet., w której wiszę kasę. Chwilowo mogę oddać, przynajmniej część. Dziś już nie pójdę, za pół godziny zamykają, a to daleko :(
Ech, przydałby mi się Asystent ON.
e:wróc to tempo :( Od dwu dni idę do lecznicy wet., w której wiszę kasę. Chwilowo mogę oddać, przynajmniej część. Dziś już nie pójdę, za pół godziny zamykają, a to daleko :(
Ech, przydałby mi się Asystent ON.
poniedziałek, 6 czerwca 2016
glany rządzą!
Przez 2 tygodnie byłam zbyt zmęczona, by wiązać sznurowadła, wychodziłam więc z domu prawie zawsze w kapciach. Wydawałoby się, że podróbka crocsów powinna się sprawdzać również w plenerze.
Nie sprawdziła się.
Siniaki, otarcia, kulawizna...
Wykrzesałam więc z siebie resztki sił i powróciłam do normalnych butów. Dwa dni później czuję się bardziej "sobą". These legs were made for walkin' :D
A dziś było sporo łażenia. W ramach uczenia szczeniaków spacerowania, wyszłam z każdą osobno w asyście B., żeby pokazał, co się robi na dworze ;) Smarkate wiedzą już, że się siusia i kupcia, ale poza tym tylko by się gryzły :)
Lekko licząc, jakieś trzy godziny chodzenia przez "cały dzień" (od południa do jakiejś 23).
Rozpiera mnie energia, nie? Nic dziwnego, wróciłam do witaminek z żeńszeniem. Ciekawe, kiedy zaczną się napady lęku? :P
Nie sprawdziła się.
Siniaki, otarcia, kulawizna...
Wykrzesałam więc z siebie resztki sił i powróciłam do normalnych butów. Dwa dni później czuję się bardziej "sobą". These legs were made for walkin' :D
A dziś było sporo łażenia. W ramach uczenia szczeniaków spacerowania, wyszłam z każdą osobno w asyście B., żeby pokazał, co się robi na dworze ;) Smarkate wiedzą już, że się siusia i kupcia, ale poza tym tylko by się gryzły :)
Lekko licząc, jakieś trzy godziny chodzenia przez "cały dzień" (od południa do jakiejś 23).
Rozpiera mnie energia, nie? Nic dziwnego, wróciłam do witaminek z żeńszeniem. Ciekawe, kiedy zaczną się napady lęku? :P
czwartek, 2 czerwca 2016
leżę i nie kwiczę
Finansowo i psychicznie ciut lepiej, somatycznie - wciąż b.źle :(
Boję się wychodzić z domu, by nie zemdleć na ulicy. Boję się, że przewrócę się i zmiażdżę szczeniaka :( Prawie nic nie robię, bo nie mam siły.
Boję się wychodzić z domu, by nie zemdleć na ulicy. Boję się, że przewrócę się i zmiażdżę szczeniaka :( Prawie nic nie robię, bo nie mam siły.
wtorek, 31 maja 2016
leniwa niedziela...
Szczeniaki zostały zaczipowane, wróciłyśmy w samo południe, ale udało mi się nie skonać z gorąca. Wieczorem rozsądnie stwierdziłam, że pójdę do najchłodniejszego kościoła w okolicy ;) Jednak zestaw: odstawienie leków, okres i niedojadanie wystarczył :( Całą Mszę przesiedziałam w kąciku, a potem powlokłam się do koleżanki mieszkającej opodal, żeby poratowała mnie podpaskami i cukierkami. Wracałam od niej straaasznie długo...
****
Nędza b.mnie męczy :( Co zarobię 10 zł, już ich nie mam. Jasne, człowiek jest w stanie tak żyć, ale co to za życie? Ostatnia torebka Liptona i zastanawianie się, czy wypić herbatę teraz, czy po wstaniu, a może w środę, kiedy idę do podopiecznej? Brak kremu do ciała? Niby nic, ale po 2-3 dniach moja felerna skóra zaczyna swędzieć.
Chyba tylko wygrana w totka może mnie uratować. Tyle że nie gram, bo mnie nie stać :P Tylu ludziom wiszę kasę, że to po prostu w głowie się nie mieści. Co mogłabym sprzedać, co ma jakąkolwiek wartość? Czy półwieczne sztućce są więcej, czy mniej warte od współczesnych? "Kryształy"? Kolekcje?
W sumie najlepiej byłoby sprzedać mieszkanie ;))) Jedyna rzecz, która na pewno ma jakąś zauważalną wartość - parę lat temu wyceniono je na 160 tysięcy, jeśli dobrze pamiętam. Ale nie jestem w stanie (i nie chcę!) się przeprowadzać.
****
Nędza b.mnie męczy :( Co zarobię 10 zł, już ich nie mam. Jasne, człowiek jest w stanie tak żyć, ale co to za życie? Ostatnia torebka Liptona i zastanawianie się, czy wypić herbatę teraz, czy po wstaniu, a może w środę, kiedy idę do podopiecznej? Brak kremu do ciała? Niby nic, ale po 2-3 dniach moja felerna skóra zaczyna swędzieć.
Chyba tylko wygrana w totka może mnie uratować. Tyle że nie gram, bo mnie nie stać :P Tylu ludziom wiszę kasę, że to po prostu w głowie się nie mieści. Co mogłabym sprzedać, co ma jakąkolwiek wartość? Czy półwieczne sztućce są więcej, czy mniej warte od współczesnych? "Kryształy"? Kolekcje?
W sumie najlepiej byłoby sprzedać mieszkanie ;))) Jedyna rzecz, która na pewno ma jakąś zauważalną wartość - parę lat temu wyceniono je na 160 tysięcy, jeśli dobrze pamiętam. Ale nie jestem w stanie (i nie chcę!) się przeprowadzać.
wtorek, 24 maja 2016
-
Dół. Albo czas tracenia złudzeń.
W domu dwie siksy tak mnie zajmują, że zapominam o niejedzeniu ;)
W domu dwie siksy tak mnie zajmują, że zapominam o niejedzeniu ;)
sobota, 21 maja 2016
czekam...
Za półtorej godziny mają włączyć ciepłą wodę (nie było jej od wtorku). Czuję się niedomyta ;)
PS.Od poniedziałku NAPRAWDĘ zacznę pisać CODZIENNIE, howgh!
PS.Od poniedziałku NAPRAWDĘ zacznę pisać CODZIENNIE, howgh!
środa, 18 maja 2016
"realność jest taka, że..."
...jest kiepsko.
Ten rok bije wszelkie rekordy w niskości moich zarobków. Wyliczyłam, że miesięcznie mam tyle, ile w lepszych czasach za półtorej godziny(!). Oczywiście, pomagają mi liczni dobrzy ludzie :)
Wellbutrinu nie mam od półtora tygodnia, Citabax biorę w kratkę. Rachunki mam popłacone do lutego włącznie. Konto zajęte za niepłacenie abonamentu RTV.
Poza tym, mam poważną anemię, podobno wskazany byłby szpital (he, he!). Mam preparaty żelaza od zacnych Koleżanek, dużo śpię i staram się zdrowo odżywiać (miejsce na atak śmiechu).
***
Jeżeli, zacny nieistniejący Czytelniku, szukasz kogoś do nauki angielskiego, opieki nad zwierzem bądź mycia okien - daj znać :)
e: zapomniałam, że mam długi u weta - 150zł, czyli ok.3 miesięcy spacerowania z moją jedyną obecnie podopieczną :(
Ten rok bije wszelkie rekordy w niskości moich zarobków. Wyliczyłam, że miesięcznie mam tyle, ile w lepszych czasach za półtorej godziny(!). Oczywiście, pomagają mi liczni dobrzy ludzie :)
Wellbutrinu nie mam od półtora tygodnia, Citabax biorę w kratkę. Rachunki mam popłacone do lutego włącznie. Konto zajęte za niepłacenie abonamentu RTV.
Poza tym, mam poważną anemię, podobno wskazany byłby szpital (he, he!). Mam preparaty żelaza od zacnych Koleżanek, dużo śpię i staram się zdrowo odżywiać (miejsce na atak śmiechu).
***
Jeżeli, zacny nieistniejący Czytelniku, szukasz kogoś do nauki angielskiego, opieki nad zwierzem bądź mycia okien - daj znać :)
e: zapomniałam, że mam długi u weta - 150zł, czyli ok.3 miesięcy spacerowania z moją jedyną obecnie podopieczną :(
poniedziałek, 16 maja 2016
Minnesocka Masakra Piłką do Igelitu
Dawno nie pisałam, bo zajmuje mnie dobijająca rzeczywistość (ale to temat na oddzielnego posta).
Kilka tygodni temu pisałam Minnesota Multiphasic Personality Inventory (moja wersja nazwy bardziej mi się podoba;).
Namęczyłam się nieźle, bo - wbrew Wikipedii - kazano mi unikać opcji "nie wiem". Niektóre zdania są dość idiotycznie sformułowane. "Większość ludzi jest taka a taka" - łomatko, a czy ja znam większość ludzi?! (Boże, uchowaj!). Albo "Widzę zwierzęta, których inni nie dostrzegają" - no cóż, jestem przyrodnikiem :) "Jestem zadowolony ze swojego życia seksualnego" - z czego?
Wyniki nie były jakoś szczególnie interesujące. Nie wiem tylko, czy dobrze usłyszałam: mam charakter czy osobowość schizoidalną?
Zastanówmy się nad definicjami z Wiki.
"Charakter schizoidalny kształtuje zakłócenie bezpieczeństwa w wieku niemowlęcym.[mit determinizmu dziecięcego!] Przyjmuje się, że źródłem poczucia przerażenia jest niewłaściwa opieka rodzicielska: oschła, nieempatyczna i tworząca w świadomości dziecka poczucie bycia znienawidzonym, niechcianym. [cóż, na pewno byłam "nieplanowana"; niechciana częściowo też, ale jakiż ma to związek z poczuciem?] Dziecko, aby przetrwać taką wewnętrzną wizję opiekuna (od którego w dodatku jest w pełni zależne) może zareagować tylko wycofaniem się, rozdwojeniem, co następnie prowadzi do zablokowania ekspresji życiowej.
Postawa osoby dorosłej: Nacechowana jest lękiem, konfliktowością w relacjach interpersonalnych, postawą unikową. Osoba bywa autodestruktywna [a kto nie bywa?] i ma trudności z samooakceptacją. Ma kłopoty z tworzeniem trwałych kontaktów z innymi ludźmi [a może inni mają te kłopoty? :P] oraz z kontaktami intymnymi. Osoba taka pozostaje w oddzieleniu od własnego self [od czego?!] i bez kontaktu z innymi ludźmi. Osoba cierpi na chroniczne napięcie mięśni i stawów. [to akurat prawda, osoba cierpi;)] Jest to osoba ekstremalnie wrażliwa na wszelkie przejawy szorstkości ze strony środowiska,[no tak, nie cierpię suchego powietrza i nadmiaru światła ;)] która nie potrafi na stałe angażować się w dowolne zajęcie czy relację.
(...)
Zdania skryptowe jakie "nosi w umyśle" i które charakteryzują życiową postawę, przyjmują postać patogenicznych przekonań, jak np.:
Nie mam prawa istnieć [może byłoby lepiej, gdybym nie istniała, ale nie powiedziałabym, że nie mam prawa]
Świat jest zły i tylko zło może mnie spotkać [nie jest!]
Coś ze mną nie tak, jestem nienormalny [a o czym innym jest ten artykuł?]
Gdybym wciąż się nie kontrolował to mógłbym oszaleć i skrzywdzić innych ludzi [nie kontroluję się, niestety]
Zagrażam najbliższym, więc będę samotny [ee...]
Życie jest nieistotne, ważne są metafizyka i to co poza życiem doczesnym. [słyszał kto o metafizyce bez życia? :O]
Osoba taka trwa w społecznym zawieszeniu, [cóż, trwam, nie da się ukryć] w poczuciu izolacji a chroniczne przerażenie wciąż w niej istniejące przykrywa prymitywną, tłumioną wściekłością. Umysłowo zazwyczaj są to osoby bardzo sprawne, przy czym dotyczy to generalnie myślenia abstrakcyjnego, gdyż inteligencja społeczna często nie jest zintegrowana ze stłumionymi emocjami i w związku z tym jest upośledzona."
"Osobowość schizoidalna – typ osobowości cechujący się tendencją do izolowania się, niewytwarzania silnych związków oraz wycofywania się z kontaktów emocjonalnych i społecznych, uznawania ich za niepotrzebne. [brzmi znajomo]Przy dużej wewnętrznej wrażliwości wyrażanie uczuć jest ograniczone, co powoduje pozorny chłód i dystans uczuciowy. Pacjentów ze schizoidalnym zaburzeniem osobowości nie obchodzą ani pochwały, ani nagany. Często występuje u nich poczucie osamotnienia i niezrozumienia przez otoczenie, podejrzliwość, niemożność odczuwania przyjemności.[uff, na szczęście nie :)] Osoby cierpiące na to zaburzenie na ogół działają samotnie, często żyją w świecie marzeń i fantazji, są ambitne, [ani ciut!]skłonne do introspekcji, [blog mógłby tego dowodzić, ale chyba za rzadko piszę ;)] ekscentryczne.
Zaburzenie to jest rzadkie w stosunku do innych zaburzeń osobowości i obejmuje mniej niż 1% populacji, częściej występuje u mężczyzn. [dwa razy bardziej elitarne niż Mensa - to chyba nie dla mnie; o ile wiem, nie jestem też mężczyzną]
Ludzie z osobowością schizoidalną są często wycofani, chłodni i obojętni, co powoduje problemy w kontaktach z innymi ludźmi. Większość osób z tym rozpoznaniem ma kłopot z ustanowieniem relacji lub wyrażaniem swoich uczuć. W trudnych sytuacjach mogą pozostawać bierni. [w łatwych też, myślałam, że to lenistwo :P] Bywa, że ich komunikacja z innymi ludźmi jest obojętna lub lakoniczna. Z powodu ograniczonej komunikacji z innymi nie są w stanie stworzyć poprawnego obrazu tego jak funkcjonują oni w odniesieniu do innych osób.
Uważa się, że obraz taki jest istotny dla samoświadomości i możliwości oceny swoich własnych działań w obrębie sytuacji społecznych. R.D. Laing sugeruje, że niedobór rzeczywistych kontaktów z innymi, może powodować, że obraz ten staje się pusty, ulotny, co prowadzi osoby schizoidalne do poczucia nierealności (sztuczności świata).[to nic niezwykłego]
Gdy ich przestrzeń osobista jest naruszona, czują się one przytłoczone, odczuwają potrzebę uwolnienia się i pozostania niezależnym. Ludzie z osobowością schizoidalną preferują relacje, w których partner nie wymaga od nich bliskości emocjonalnej. Nie unikają oni ludzi jako takich, lecz emocji (zarówno pozytywnych jak i negatywnych) oraz bliskości uczuciowej. [nie wydaje mi się, aby unikanie emocji było w ogóle możliwe]
Oznacza to, że osoby schizoidalne są w stanie tworzyć relacje oparte na poziomie intelektualnym, fizycznym, rodzinnym, zawodowym lub wspólnych czynnościach, dopóki nie wymagają one bliskości emocjonalnej. Donald Winnicott wyjaśnia to zachowanie twierdząc, że osoby schizoidalne "preferują relacje oparte na swoich własnych zasadach". W przypadku gdy nie udaje im się tego osiągnąć, preferują samotność." [100% zgody]
Strasznie długi ten artykuł, więc już tylko kilka punktów:
"Kryteria diagnostyczne DSM-IV
- brak ochoty na zawieranie bliskich związków oraz czerpanie z nich przyjemności, wliczając w to bycie członkiem rodziny [brak ochoty na czerpanie przyjemności? nie mam :)]
- niemal ciągłe wybieranie zajęć samotniczych [wygodniej czyta się w domu niż w autobusie]
- małe – o ile jakiekolwiek – zainteresowanie doświadczeniami erotycznymi z innymi ludźmi [czy ci diagności słyszeli kiedyś o etyce katolickiej?]
- czerpanie przyjemności z niewielu – o ile jakichkolwiek – rodzajów zajęć [zdecydowanie się nie zgadza :)]
- brak bliskich przyjaciół lub powierników innych niż bezpośredni krewni [hm]
- wrażenie bycia obojętnym na pochwały czy krytyki wygłaszane przez innych [b.się staram o tę "obojętność"]
- okazywanie chłodu emocjonalnego, dystansu lub spłaszczonej uczuciowości" [nieee, moja uczuciowość jest raczej wypukła ;)]
Wnioski?
No dobrze, może i mam tę całą "osobowość". I co z tego? Nie chcę być leczona z osobowości. W sumie podobnie mówiła moja poprzednia lekarka, dr S. - problem z dystymią polega na tym, że trudno stwierdzić, gdzie się kończy choroba, a zaczyna osobowość.
A może to jednak Zespół Aspergera?
Ponoć na Nowowiejskiej mają jakiegoś speca, może się z nią spotkam...
Kilka tygodni temu pisałam Minnesota Multiphasic Personality Inventory (moja wersja nazwy bardziej mi się podoba;).
Namęczyłam się nieźle, bo - wbrew Wikipedii - kazano mi unikać opcji "nie wiem". Niektóre zdania są dość idiotycznie sformułowane. "Większość ludzi jest taka a taka" - łomatko, a czy ja znam większość ludzi?! (Boże, uchowaj!). Albo "Widzę zwierzęta, których inni nie dostrzegają" - no cóż, jestem przyrodnikiem :) "Jestem zadowolony ze swojego życia seksualnego" - z czego?
Wyniki nie były jakoś szczególnie interesujące. Nie wiem tylko, czy dobrze usłyszałam: mam charakter czy osobowość schizoidalną?
Zastanówmy się nad definicjami z Wiki.
"Charakter schizoidalny kształtuje zakłócenie bezpieczeństwa w wieku niemowlęcym.[mit determinizmu dziecięcego!] Przyjmuje się, że źródłem poczucia przerażenia jest niewłaściwa opieka rodzicielska: oschła, nieempatyczna i tworząca w świadomości dziecka poczucie bycia znienawidzonym, niechcianym. [cóż, na pewno byłam "nieplanowana"; niechciana częściowo też, ale jakiż ma to związek z poczuciem?] Dziecko, aby przetrwać taką wewnętrzną wizję opiekuna (od którego w dodatku jest w pełni zależne) może zareagować tylko wycofaniem się, rozdwojeniem, co następnie prowadzi do zablokowania ekspresji życiowej.
Postawa osoby dorosłej: Nacechowana jest lękiem, konfliktowością w relacjach interpersonalnych, postawą unikową. Osoba bywa autodestruktywna [a kto nie bywa?] i ma trudności z samooakceptacją. Ma kłopoty z tworzeniem trwałych kontaktów z innymi ludźmi [a może inni mają te kłopoty? :P] oraz z kontaktami intymnymi. Osoba taka pozostaje w oddzieleniu od własnego self [od czego?!] i bez kontaktu z innymi ludźmi. Osoba cierpi na chroniczne napięcie mięśni i stawów. [to akurat prawda, osoba cierpi;)] Jest to osoba ekstremalnie wrażliwa na wszelkie przejawy szorstkości ze strony środowiska,[no tak, nie cierpię suchego powietrza i nadmiaru światła ;)] która nie potrafi na stałe angażować się w dowolne zajęcie czy relację.
(...)
Zdania skryptowe jakie "nosi w umyśle" i które charakteryzują życiową postawę, przyjmują postać patogenicznych przekonań, jak np.:
Nie mam prawa istnieć [może byłoby lepiej, gdybym nie istniała, ale nie powiedziałabym, że nie mam prawa]
Świat jest zły i tylko zło może mnie spotkać [nie jest!]
Coś ze mną nie tak, jestem nienormalny [a o czym innym jest ten artykuł?]
Gdybym wciąż się nie kontrolował to mógłbym oszaleć i skrzywdzić innych ludzi [nie kontroluję się, niestety]
Zagrażam najbliższym, więc będę samotny [ee...]
Życie jest nieistotne, ważne są metafizyka i to co poza życiem doczesnym. [słyszał kto o metafizyce bez życia? :O]
Osoba taka trwa w społecznym zawieszeniu, [cóż, trwam, nie da się ukryć] w poczuciu izolacji a chroniczne przerażenie wciąż w niej istniejące przykrywa prymitywną, tłumioną wściekłością. Umysłowo zazwyczaj są to osoby bardzo sprawne, przy czym dotyczy to generalnie myślenia abstrakcyjnego, gdyż inteligencja społeczna często nie jest zintegrowana ze stłumionymi emocjami i w związku z tym jest upośledzona."
"Osobowość schizoidalna – typ osobowości cechujący się tendencją do izolowania się, niewytwarzania silnych związków oraz wycofywania się z kontaktów emocjonalnych i społecznych, uznawania ich za niepotrzebne. [brzmi znajomo]Przy dużej wewnętrznej wrażliwości wyrażanie uczuć jest ograniczone, co powoduje pozorny chłód i dystans uczuciowy. Pacjentów ze schizoidalnym zaburzeniem osobowości nie obchodzą ani pochwały, ani nagany. Często występuje u nich poczucie osamotnienia i niezrozumienia przez otoczenie, podejrzliwość, niemożność odczuwania przyjemności.[uff, na szczęście nie :)] Osoby cierpiące na to zaburzenie na ogół działają samotnie, często żyją w świecie marzeń i fantazji, są ambitne, [ani ciut!]skłonne do introspekcji, [blog mógłby tego dowodzić, ale chyba za rzadko piszę ;)] ekscentryczne.
Zaburzenie to jest rzadkie w stosunku do innych zaburzeń osobowości i obejmuje mniej niż 1% populacji, częściej występuje u mężczyzn. [dwa razy bardziej elitarne niż Mensa - to chyba nie dla mnie; o ile wiem, nie jestem też mężczyzną]
Ludzie z osobowością schizoidalną są często wycofani, chłodni i obojętni, co powoduje problemy w kontaktach z innymi ludźmi. Większość osób z tym rozpoznaniem ma kłopot z ustanowieniem relacji lub wyrażaniem swoich uczuć. W trudnych sytuacjach mogą pozostawać bierni. [w łatwych też, myślałam, że to lenistwo :P] Bywa, że ich komunikacja z innymi ludźmi jest obojętna lub lakoniczna. Z powodu ograniczonej komunikacji z innymi nie są w stanie stworzyć poprawnego obrazu tego jak funkcjonują oni w odniesieniu do innych osób.
Uważa się, że obraz taki jest istotny dla samoświadomości i możliwości oceny swoich własnych działań w obrębie sytuacji społecznych. R.D. Laing sugeruje, że niedobór rzeczywistych kontaktów z innymi, może powodować, że obraz ten staje się pusty, ulotny, co prowadzi osoby schizoidalne do poczucia nierealności (sztuczności świata).[to nic niezwykłego]
Gdy ich przestrzeń osobista jest naruszona, czują się one przytłoczone, odczuwają potrzebę uwolnienia się i pozostania niezależnym. Ludzie z osobowością schizoidalną preferują relacje, w których partner nie wymaga od nich bliskości emocjonalnej. Nie unikają oni ludzi jako takich, lecz emocji (zarówno pozytywnych jak i negatywnych) oraz bliskości uczuciowej. [nie wydaje mi się, aby unikanie emocji było w ogóle możliwe]
Oznacza to, że osoby schizoidalne są w stanie tworzyć relacje oparte na poziomie intelektualnym, fizycznym, rodzinnym, zawodowym lub wspólnych czynnościach, dopóki nie wymagają one bliskości emocjonalnej. Donald Winnicott wyjaśnia to zachowanie twierdząc, że osoby schizoidalne "preferują relacje oparte na swoich własnych zasadach". W przypadku gdy nie udaje im się tego osiągnąć, preferują samotność." [100% zgody]
Strasznie długi ten artykuł, więc już tylko kilka punktów:
"Kryteria diagnostyczne DSM-IV
- brak ochoty na zawieranie bliskich związków oraz czerpanie z nich przyjemności, wliczając w to bycie członkiem rodziny [brak ochoty na czerpanie przyjemności? nie mam :)]
- niemal ciągłe wybieranie zajęć samotniczych [wygodniej czyta się w domu niż w autobusie]
- małe – o ile jakiekolwiek – zainteresowanie doświadczeniami erotycznymi z innymi ludźmi [czy ci diagności słyszeli kiedyś o etyce katolickiej?]
- czerpanie przyjemności z niewielu – o ile jakichkolwiek – rodzajów zajęć [zdecydowanie się nie zgadza :)]
- brak bliskich przyjaciół lub powierników innych niż bezpośredni krewni [hm]
- wrażenie bycia obojętnym na pochwały czy krytyki wygłaszane przez innych [b.się staram o tę "obojętność"]
- okazywanie chłodu emocjonalnego, dystansu lub spłaszczonej uczuciowości" [nieee, moja uczuciowość jest raczej wypukła ;)]
Wnioski?
No dobrze, może i mam tę całą "osobowość". I co z tego? Nie chcę być leczona z osobowości. W sumie podobnie mówiła moja poprzednia lekarka, dr S. - problem z dystymią polega na tym, że trudno stwierdzić, gdzie się kończy choroba, a zaczyna osobowość.
A może to jednak Zespół Aspergera?
Ponoć na Nowowiejskiej mają jakiegoś speca, może się z nią spotkam...
poniedziałek, 11 kwietnia 2016
no nie!
Jeszcze nie spłaciłam długu u weta, a czekają mnie następne stresy i wydatki. Znalazłam dziś u jednego zmoich szczurów guza :(
niedziela, 10 kwietnia 2016
-
Miesiąc bez kontaktu ze światem...
Fajnie było :D Ale ile teraz muszę nadrobić zaległości, ho, ho!
Mam nadzieję, że od jutra będę pisać codziennie, czy to na bloggerze, czy gdzie indziej. Przyda się, bo odwykłam od posługiwania się ludzką mową.
Fajnie było :D Ale ile teraz muszę nadrobić zaległości, ho, ho!
Mam nadzieję, że od jutra będę pisać codziennie, czy to na bloggerze, czy gdzie indziej. Przyda się, bo odwykłam od posługiwania się ludzką mową.
piątek, 4 marca 2016
co za dzień!
Ok. dziewiątej rano miałam się stawić z Suczą u weta. Stawiłyśmy się, ale p. dr się spóźniła, poprzedni pacjent długo siedział i weszłyśmy do gabinetu sporo po 10. Obeszło się bez znieczulania i szycia, za to potraktowano Sucz zszywaczem! :O Chirurgicznym podobno ;) Za to ja nie mogłam zrobić zakupów, więc trochę dziś żyję na głodniaka :(
Moje długo czekały na spacer, a gdy wreszcie przyszłam, znów wysiadła winda :(
Jeśli dodać do tego konieczność wyjścia z domu po resztki dla psów i posiniaczone przez abażur łydki, widać, że życie nie jest łatwe. Ale jeszcze żyję...
Moje długo czekały na spacer, a gdy wreszcie przyszłam, znów wysiadła winda :(
Jeśli dodać do tego konieczność wyjścia z domu po resztki dla psów i posiniaczone przez abażur łydki, widać, że życie nie jest łatwe. Ale jeszcze żyję...
czwartek, 3 marca 2016
ech...
Sucz dostała abażur na łeb, żeby nie rozlizywała rany. Niestety, czasem udaje jej się go zdjąć. Psy również są chętne do pomocy, więc jestem uwiązana w domu i nie wiem, czy będę mogła pójść spać :(
Mam nadzieję, że jutro zostanie na trochę u weta i kupię coś do jedzenia, bo będzie kiepsko :(
Mam nadzieję, że jutro zostanie na trochę u weta i kupię coś do jedzenia, bo będzie kiepsko :(
środa, 2 marca 2016
liczne osiągnięcia...
Zwlekłam się z łóżka po nieprzespanej nocy (mógł mieć z tym związek fakt, że obudziłam się wczoraj sporo po 16; mógł, ale nie musiał), wzięłam leki, zadzwoniłam do mojej lekarki z wiadomością, że chwilowo nie mogę przybyć (wielkim plusem psychiatrów jest przyzwyczajenie do wariatów;), a także umyłam się i przebrałam w czyste ubrania pierwszy raz od niedzieli. Czekam aż wyschną mi włosy, żeby wyjść z psami (Sucz stwierdziła, że nie będzie czekać i zsiusiała się w kącie).
Mam mnóstwo planów na dziś, głównie tych niezrealizowanych wczoraj i przedwczoraj.
Pasmatrim, uwidzim kak skazał slepoj...
Mam mnóstwo planów na dziś, głównie tych niezrealizowanych wczoraj i przedwczoraj.
Pasmatrim, uwidzim kak skazał slepoj...
Subskrybuj:
Posty (Atom)